
Rządy wykorzystują bezpieczeństwo dzieci jako pretekst do budowy państwa nadzoru, nalegając na wzmocniony nadzór i gromadzenie danych w ramach komunikacji cyfrowej dla wszystkich, zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Bezpieczeństwo dzieci jest wykorzystywane jako pretekst do budowania państwa nadzoru
Autor: David Thunder
Obecnie jesteśmy świadkami silnego nacisku na wzmocnienie nadzoru rządowego nad komunikacją cyfrową, od Australii i Wielkiej Brytanii po Irlandię, Niemcy i Hiszpanię, czy to poprzez nałożenie powszechnego wymogu identyfikacji cyfrowej w celu uzyskania dostępu do mediów społecznościowych, czy też szpiegowanie obywateli ’ czaty prywatne.
Głównym powodem oferowanego lepszego nadzoru i gromadzenia danych jest ochrona dzieci przed szkodami w Internecie, takimi jak pornografia i uzależnienie od mediów społecznościowych. Jednak biorąc pod uwagę niedawne doświadczenia bezwstydnego nadużywania uprawnień przez rząd, racjonalizowanego “solidarnością” i ochroną przed chorobami, wszelkie działania rządu mające na celu przyznanie nam większych uprawnień do nadzoru nad naszymi danymi osobowymi i komunikacją należy traktować z podejrzliwością.
Czasami rządy wykorzystują najgłębsze obawy i najszlachetniejsze aspiracje obywateli’, aby przekonać ich do rozszerzenia prerogatyw państwa kosztem wolności osobistych. Nie jest to hipoteza, ale rzeczywistość historyczna, o czym w żywy sposób świadczy brytyjska operacja psychooperacyjna mająca na celu wywołanie poczucia winy obywateli i zaszczepienie się, a brytyjski minister zdrowia przechwalał się w prywatnej korespondencji, że ogłoszenie nowego, bardziej zjadliwego wariantu Covida “przestraszyłoby wszystkich.”
Gdybym chciał przekonać dużą populację o potrzebie dalekosiężnego państwa inwigilacyjnego –a nie miałem żadnych zasad–, spróbowałbym wykorzystać ich najgłębsze ludzkie instynkty. Odwoływałbym się do instynktów, które przeważają nad racjonalnym rozważaniem i spokojnym myśleniem. Jednym z takich instynktów jest naturalna chęć ochrony naszych młodych przed krzywdą. Jesteśmy zaprogramowani od stóp do głów, aby chronić nasze dzieci i rządy o tym wiedzą.
Tak się składa, że kampania na rzecz ustanowienia bardziej dalekosiężnego państwa inwigilacyjnego posługuje się właśnie tym argumentem. Mówi się nam, że nie możemy chronić dzieci przed krzywdą w Internecie, jeśli nie wprowadzimy szeroko zakrojonych mechanizmów nadzoru. Tę logikę widzimy w ustawie o bezpieczeństwie w Internecie w Wielkiej Brytanii oraz w ustawie o usługach cyfrowych w Unii Europejskiej.
Nie sugeruję, że wszyscy, którzy opowiadają się za zakazem dostępu osób poniżej 16 roku życia do mediów społecznościowych, celowo manipulują instynktami rodzicielskimi ludzi, aby zracjonalizować państwo inwigilacyjne. Znani komentatorzy, tacy jak Jonathan Haidt, wykonali dobrą pracę, odkrywając szkody, jakie interakcje online wyrządzają dzieciom i młodzieży. Uważam, że powody, dla których popiera zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia, są szczere i szlachetne.
Jednak za dążeniem do powszechnego dostępu do cyfrowych dokumentów tożsamości kryje się mroczny cel, którego Jonathan Haidt i inni obrońcy zakazu nie docenili. W ciągu ostatnich kilku lat dominującą tendencją rządów było ustanowienie poparcia społecznego dla szeroko zakrojonych uprawnień w zakresie nadzoru nad komunikacją obywatelską’ prywatną.
Rządy, jako podmioty sprawujące władzę, są zainteresowane uzyskaniem wpływu na dane obywateli’. Jeśli mogą to zrobić, odwołując się do “bezpieczeństwa dzieci”, to to zrobią. Myślenie inaczej byłoby szczytem naiwności. Każda uczciwa debata na temat regulacji mediów społecznościowych przez podmioty rządowe musi uwzględniać ten szerszy problem.
Mówi się nam, że aby zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, musimy upoważnić podmioty państwowe do monitorowania prywatnych rozmów, osłabiania lub eliminowania szyfrowanej prywatności w naszych czatach online oraz wymagać od użytkowników mediów społecznościowych identyfikacji i rejestrowania swoich danych biometrycznych za każdym razem, gdy wchodzą do sieci.
To jest głęboko problematyczne.
Jeśli zniknie anonimowość w Internecie, podmiotom państwowym znacznie łatwiej będzie prześledzić tożsamość i lokalizację obywateli wypowiadających się przeciwko rządzącym. Niektórzy mogą odrzucić tę obawę jako paranoiczną. Ale to nie jest paranoja – to jest rozsądne.
Najnowsza historia daje nam powody do ostrożności. W okresie pandemii COVID-19 rządy tłumiły protesty, zamrażały konta bankowe i cenzurowały wypowiedzi. Na przykład w Stanach Zjednoczonych urzędnicy państwowi wywierali presję na firmy mediów społecznościowych, aby tłumiły krytykę polityki dotyczącej COVID-19. Mamy wiele powodów sądzić, że rządy wykorzystają dostępne im narzędzia, aby chronić swoją narrację i wzmocnić swoją władzę.
Teraz powiedziano nam, że dzieci cierpią z powodu uzależniającego działania mediów społecznościowych i że platformy powinny być nielegalne lub niedostępne dla nieletnich poniżej 16 roku życia. Aby jednak wyegzekwować taką zasadę, wszyscy –zarówno dzieci, jak i dorośli – musieliby zweryfikować swoją tożsamość jako warunek dostępu do mediów społecznościowych. Skutecznie eliminuje to anonimowość, usuwając kluczowe zabezpieczenie przed autorytarnym nadużyciem władzy i znacznie ułatwiając śledzenie dysydentów i krytyków.
Istnieją dalsze problemy z uniwersalnymi wymaganiami dotyczącymi identyfikatorów cyfrowych. Nastolatki są niezwykle biegłe w obchodzeniu ograniczeń. Będą korzystać z sieci VPN, nowych narzędzi programowych lub innych technologicznych obejść, które pojawią się później. Surowe przepisy mogą okazać się nieskuteczne, a jednocześnie wiązać się z dużymi kosztami dla swobód obywatelskich.
Za tymi propozycjami kryje się również niepokojące założenie: że ochrona dzieci w Internecie jest przede wszystkim obowiązkiem państwa, a nie rodziców’. Rodzice muszą uświadomić sobie, że media społecznościowe mogą uzależniać i szkodzić psychicznie. Wychowywanie dzieci w dobie mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji jest niezaprzeczalnie trudne –, ale odpowiedzialności tej nie można po prostu przekazać rządowi. Kiedy rządy przejmują tę rolę, mają tendencję do używania tępych instrumentów, a my prawdopodobnie wyrządzimy znaczne szkody uboczne wolności słowa i prywatności.
Czas szczerze powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi w tej debacie. Nie chodzi tylko o bezpieczeństwo dzieci. Chodzi o to, czy ograniczona ochrona, jaką oferują proponowane ograniczenia, jest warta zabezpieczenia w zamian za infrastrukturę potężnego państwa inwigilacyjnego.
Źródło: https://expose-news.com/2026/03/02/online-child-safety-is-a-ruse/
- „Bezpieczeństwo dzieci” w Internecie to tylko pretekst do gromadzenia danych i inwigilacji całej populacji
- Rząd Wielkiej Brytanii szpiegował kierowców i pasażerów pojazdów elektrycznych, wykorzystując dane z telefonów komórkowych
- Hakerzy ujawniają kłamstwo dotyczące ochrony dzieci: Kontrola wieku jako pretekst do całkowitej inwigilacji
- Ochrona dzieci jako trojan: Zmierzamy w kierunku cyfrowej dyktatury
- Rząd Wielkiej Brytanii ogłasza największe wdrożenie technologii sztucznej inteligencji i rozpoznawania twarzy km
- Dziewięć organów administracji wkracza do Twojej przeglądarki i prosi o dowód tożsamości
- Sam identyfikator cyfrowy nie wystarczy, musi być interoperacyjny, aby zapewnić dostęp do usług niezbędnych w życiu codziennym: Bank Światowy
- Mit o odrzuconych planach wprowadzenia obowiązkowych cyfrowych dowodów tożsamości w Wielkiej Brytanii









