Menu

Jedno euro za kilowatogodzinę: Taka byłaby cena ekologicznej energii elektrycznej w przyszłości

3 stycznia, 2026 - Energia odnawialna
Jedno euro za kilowatogodzinę: Taka byłaby cena ekologicznej energii elektrycznej w przyszłości
Listen to this article
0
(0)

Jednak będzie to kosztowne. Bardzo kosztowne. Modelowe obliczenia pokazują, że transformacja energetyczna jest po prostu całkowitą, kosztowną katastrofą.

Gdziekolwiek się nie spojrzy, wszędzie fanatycy klimatyczni próbują przedstawiać transformację energetyczną jako korzystną, niezawodną i przyszłościową. Tak zwane odnawialne źródła energii są wprawdzie zależne od pogody, ale dzięki nowoczesnym magazynom nie będzie to już problemem. Turbiny wiatrowe plus baterie – i już przyszłość energetyczna jest czysta, tania i bezpieczna. Jedna rzecz rzuca się w oczy: nikt tego nie oblicza. Nikt nie ujawnia, ile faktycznie kosztuje ten piękny nowy świat energii elektrycznej. I nikt nie wyjaśnia, ile krajobrazu, surowców i pieniędzy trzeba by poświęcić, aby to osiągnąć. Jednak właśnie to zrobiono – a wyniki są jednoznaczne.

Sieci energetyczne należą do najbardziej złożonych systemów technicznych współczesnych społeczeństw. Muszą być precyzyjnie zrównoważone w każdej sekundzie, nie tolerują większych wahań i fluktuacji. Prąd albo płynie, albo nie płynie. Aby uświadomić rzeczywisty wymiar transformacji energetycznej, wybrano celowo uproszczony, ale zgodny z rzeczywistością scenariusz: całkowite zasilanie średniej wielkości niemieckiego miasta – Würzburga – wyłącznie energią wiatrową i akumulatorami. Bez węgla, gazu i energii jądrowej. Tylko wiatr i akumulatory. Bez awarii, przez cały rok, przez całą dobę.

W Würzburgu mieszka około 70 000 gospodarstw domowych. Dzienne zapotrzebowanie na energię elektryczną wynosi około 649 000 kilowatogodzin, co w skali roku daje około 237 gigawatogodzin. Aby zaspokoić to zapotrzebowanie, potrzebnych jest 29 nowoczesnych turbin wiatrowych o mocy znamionowej 2,5 megawata każda. Przy realistycznych współczynnikach wykorzystania każda elektrownia wytwarza około 4500 megawatogodzin rocznie, co daje łącznie około 130 500 megawatogodzin. Ponieważ wiatr jest nieprzewidywalny, a bezpieczeństwo dostaw jest obietnicą polityczną, dochodzi do tego redundancja: sześć dodatkowych turbin wiatrowych, czyli łącznie 35 elektrowni.

Jednak sam wiatr nie wystarczy. Energia elektryczna jest potrzebna wtedy, gdy jest potrzebna, a nie wtedy, gdy pozwala na to prognoza pogody. Dlatego konieczny jest magazyn energii w postaci akumulatorów, który pozwala przetrwać okresy bez wiatru. Wymagana pojemność wynosi 2,3 gigawatogodziny. Ponieważ w nagłych wypadkach nie można pracować z minimalnymi rezerwami, również w tym przypadku pojemność jest podwajana. System wykorzystuje więc 4,6 gigawatogodziny magazynu litowo-jonowego, aby utrzymać miasto przy życiu w okresach bezwietrznych.

Już samo zapotrzebowanie na miejsce niszczy zieloną bajkę. Pojedyncza nowoczesna turbina wiatrowa zajmuje około 0,12 kilometra kwadratowego, łącznie ze strefami bezpieczeństwa, drogami dojazdowymi, miejscami do ustawienia dźwigów i infrastrukturą techniczną. W przypadku 35 instalacji daje to 4,2 kilometra kwadratowego – 420 hektarów. Jeśli budowa odbywa się w lesie, co jest od dawna akceptowane politycznie, odpowiada to wycince około 588 boisk piłkarskich. Znikają siedliska, gleby są uszczelniane, las staje się terenem przemysłowym. Równolegle same magazyny baterii wymagają kilku hektarów powierzchni, do tego dochodzą stacje transformatorowe i infrastruktura sieciowa. W sumie kolejne tereny krajobrazowe znikają pod betonem, kontenerami i instalacjami wysokiego napięcia.

Jeszcze bardziej drastyczna jest sytuacja, jeśli spojrzeć na koszty. Pojedyncza turbina wiatrowa kosztuje średnio około 5,8 mln euro, łącznie z budową i instalacją. W przypadku 35 instalacji daje to łączną kwotę ponad 200 mln euro – nie licząc kosztów konserwacji i ogólnych kosztów eksploatacji. Jednak rzeczywistym czynnikiem wpływającym na koszty jest magazynowanie energii. Systemy litowo-jonowe kosztują obecnie około 300 euro za kilowatogodzinę pojemności. W przypadku 4,6 gigawatogodzin daje to około 1,21 miliarda euro – z małym, często pomijanym szczegółem, że magazyny te muszą zostać całkowicie wymienione po około dziesięciu latach. Kto mówi o „inwestycjach”, ma na myśli w rzeczywistości regularnie powtarzające się nowe inwestycje budowlane.

Jeśli realistycznie zsumuje się koszty energii wiatrowej, magazynów, stacji transformatorowych, konserwacji, cykli wymiany i finansowania, otrzymuje się dla Würzburga koszty projektu wynoszące około 1,43 miliarda euro w ciągu 20 lat. Dla jednego miasta. Bez wzmocnienia sieci, bez rezerwowych elektrowni, bez dużych odbiorców przemysłowych.

Z tych kosztów wynika koszt wytworzenia energii elektrycznej wynoszący około 55 centów za kilowatogodzinę. Dla klienta końcowego dochodzi do tego coś, o czym również chętnie się milczy w debacie na temat transformacji energetycznej: opłaty sieciowe, podatki, opłaty, składki, dystrybucja. Ostatecznie cena energii elektrycznej wynosi około 97 centów za kilowatogodzinę. Prawie euro. Trzy razy więcej niż obecnie.

Dla gospodarstw domowych byłby to szok społeczno-polityczny. Dla rzemiosła, małych i średnich przedsiębiorstw oraz przemysłu oznaczałoby to natychmiastowy koniec. Piekarnia, łańcuch chłodniczy, zakład obróbki metali – wszystkie one mogłyby po prostu przestać działać przy takich cenach. Dla porównania: elektrownie węglowe i jądrowe wytwarzają energię elektryczną za jedną dziesiątą tych kosztów.

W tym miejscu często pojawia się argument, że scenariusz ten jest zbyt wąsko pomyślany. Należy połączyć energię wiatrową z energią słoneczną, wodorem lub europejskim handlem energią elektryczną. Jednak właśnie to pogłębia problem. Energia słoneczna dostarcza niewiele mocy w niemieckiej zimie, a w nocy nie dostarcza jej wcale. Zwiększa to zapotrzebowanie na magazynowanie i podnosi koszty. Z kolei wodór jest niczym innym jak niezwykle nieefektywnym obejściem, powodującym ogromne straty. A europejski handel energią elektryczną generuje ujemne ceny, przez co Niemcy muszą drogo pozbywać się nadwyżek produkcji za granicą. Tylko w ostatnich latach kosztowało to kilkaset milionów euro.

Jeśli przeliczyć ten model na całe terytorium Niemiec, widać, jak absurdalne jest to rozwiązanie. Niemcy potrzebowałyby około 100 000 turbin wiatrowych, które zajmowałyby ponad trzy procent powierzchni kraju. Do tego dochodziłoby około 20 milionów ton akumulatorów. Co dziesięć lat Niemcy zużywałyby kilka procent światowych zasobów litu – na system, który mimo to pozostawałby niestabilny. Nie wspominając już o konkurencyjności przemysłowej.

Ten scenariusz jest celowo uproszczony, ale zgodny z rzeczywistością. Pokazuje, co się dzieje, gdy konsekwentnie realizuje się obietnice polityczne. Tak zwana transformacja energetyczna nie kończy się niepowodzeniem z powodu braku woli, ale z powodu rzeczywistości. Nie jest to projekt techniczny, ale ideologiczny. Wspierany przez polityków, którzy nie rozumieją gospodarki, i dziennikarzy, którzy najwyraźniej nie mają o tym pojęcia. Ostatecznie rachunek za to płacą obywatele.

Źródło: https://report24.news/ein-euro-pro-kilowattstunde-so-teuer-waere-die-gruene-stromzukunft/

Jak przydatny był ten artykuł?

Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten artykuł.

Rozpowszechniaj zdrowie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będę wdzięczny za opinie, proszę o komentarz.x