
Za dużo słońca, za mało sensu – europejska sieć energetyczna jest na skraju załamania. Elektrownie słoneczne wyrastają jak grzyby po deszczu, ale sieci energetyczne już dawno osiągnęły swój limit. Rezultatem są awaryjne wyłączenia, chaos napięciowy i system na skraju załamania.
Nawet amerykański portal “Bloomberg”, który faktycznie wspiera manię klimatyczną, ostrzega przed niebezpiecznymi skutkami europejskiego boomu solarnego dla stabilności sieci. Jeszcze dziesięć lat temu na mapach kontrolnych europejskich operatorów sieci energetycznych widniał uspokajający zielony kolor – wszystko stabilne, nie widać żadnego zagrożenia. Dziś te same monitory raz po raz migoczą w alarmującym żółtym i czerwonym kolorze.
Jak wynika z raportu, co sekundę w Europie instalowane są cztery panele słoneczne. Jednak z każdym dodatkowym modułem stabilność sieci energetycznej ulega dalszej korozji. Eksperci z operatorów sieci ostrzegają, że prędkość, z jaką energia słoneczna zalewa sieć, przytłacza istniejącą infrastrukturę. W przeszłości sterownia była miejscem spokoju. Dziś dzwonki alarmowe biją co minutę, a stabilność sieci staje się ciągłym balansowaniem. Jeden błąd, nieprzewidziane pasmo chmur – i grozi nam scenariusz wielkiego blackoutu.
Ale liczby nie kłamią. Według raportu Bloomberga, w 2015 r. europejska sieć przesyłowa ENTSo-E odnotowała zaledwie 34 wartości odstające napięcia. W 2024 roku było ich już ponad 8 600 – wzrost o ponad 2 000 procent. Mówiąc prostym językiem, oznacza to: alarm prawie co godzinę. Na przykład Hiszpania, która zbudowała swoje farmy fotowoltaiczne od podstaw w czasach prawdziwej gorączki złota, musiała w tym roku pogodzić się z największym od dziesięcioleci zakłóceniem w dostawie energii. Dotknęło to ponad 50 milionów ludzi. Przyczyną była nadprodukcja energii słonecznej, która dosłownie rozerwała sieć energetyczną.
Zamiast płynąć niezawodnie i łatwo sterować, jak w przeszłości, zasilanie zamieniło się w nieprzewidywalny wzór fal z powodu wielu elektrowni wiatrowych i słonecznych. Czasami występuje przepięcie, czasami niedofinansowanie. Prawdziwy problem jest domowej roboty. Przez dziesięciolecia europejska sieć była budowana z myślą o przewidywalnej, jednolitej produkcji energii – z energii jądrowej, węgla i gazu. Ale te źródła zostały ideologicznie zdemonizowane i wyłączone, podczas gdy energia słoneczna i wiatrowa, które są zależne od pogody i nie dają się kontrolować, zostały okrzyknięte zbawieniem.
W międzyczasie ucieka się do absurdalnych środków nadzwyczajnych. Dla przykładu, farmy fotowoltaiczne mają “dobrowolnie” redukować produkcję energii elektrycznej, podczas gdy kraj dosłownie tonie w elektryczności. Coraz więcej stabilizatorów sieci musi być kupowanych i instalowanych w całym kraju, ponieważ prąd trzepotania jest zmienny. Konsekwencje wykraczają jednak daleko poza problemy techniczne. Sam rynek popada w tarapaty. Ze względu na nadwyżkę energii elektrycznej ceny hurtowe regularnie spadają poniżej zera. Producenci energii elektrycznej muszą płacić za pozbycie się swojej energii. W 2019 r. tylko 2 proc. niemieckich godzin energii elektrycznej znajdowało się w ujemnym przedziale cenowym, w 2024 r. było to już ponad 5 proc.
Ale tak długo, jak będzie działał aparat subsydiacyjny, elektrownie wiatrowe i słoneczne będą nadal instalowane. Z raportu wynika, że operatorzy sieci przesyłowych w Polsce już teraz muszą regularnie zwracać się o pomoc do Niemiec, jeśli ich sieć jest zagrożona przez nadmiar energii słonecznej. Niemcy, obezwładnieni samych siebie, starają się następnie wchłonąć nadwyżki energii elektrycznej. Ale nawet to tymczasowe rozwiązanie ma swoje granice. Prędzej czy później całe obszary zasilania będą musiały zostać wyłączone w sposób celowy, aby chronić transformatory przed przeciążeniem.
Ponieważ nie ma prawie żadnych części zamiennych do przeciążonych komponentów sieciowych. Termin dostawy nowego dużego transformatora wynosi obecnie do pięciu lat. Dlatego operatorzy sieci zastanawiają się dziś, czy wolą wyłączyć zasilanie na kilka godzin, czy też zaryzykować utratę całych elektrowni na kilka miesięcy (lub dłużej). Oczywiście istnieją teoretyczne środki zaradcze: drogie “kompensatory synchroniczne”, ogromne stalowe cylindry, które mają stabilizować siatkę na poziomie 1500 obrotów na minutę. Koszt: do 30 mln euro każdy. A rynek na nią szybko rośnie z powodu “transformacji energetycznej”.
Ostatecznie koszty tych eksperymentów transformacji energetycznej poniosą konsumenci poprzez wyższe opłaty za użytkowanie sieci i minimalne ceny zakupu, które są dalekie od rynkowych, a także podatnicy poprzez dotacje państwowe. W zamian otrzymują mniejsze bezpieczeństwo dostaw i znacznie zwiększone ryzyko przerw w dostawie prądu.
Źródło: https://report24.news/solar-wahnsinn-bringt-europa-ans-limit-stromnetz-kurz-vorm-kollaps/

