Menu

WHO twierdzi, że promieniowanie elektromagnetyczne jest bezpieczne; WHO boryka się z konfliktami interesów i błędnymi badaniami

28 kwietnia, 2026 - Promieniowanie
WHO twierdzi, że promieniowanie elektromagnetyczne jest bezpieczne; WHO boryka się z konfliktami interesów i błędnymi badaniami
0
(0)

WHO twierdzi, że promieniowanie elektromagnetyczne ze źródeł takich jak 5G i smartfony jest bezpieczne. Jednak niezależni badacze nie zgadzają się z tym, powołując się na obawy dotyczące raka, zdrowia psychicznego i innych zagrożeń dla zdrowia.

Międzynarodowa Komisja ds. Skutków Biologicznych Pól Elektromagnetycznych skrytykowała WHO za konflikty interesów, wadliwe metodologie i bagatelizowanie zagrożeń dla zdrowia.

Jak bezpieczne jest promieniowanie elektromagnetyczne?

Autor: Gillian Jamieson

Wprowadzenie

Temat ten ma wiele wspólnego ze „szczepionkami” przeciwko COVID-19. Oficjalne stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia („WHO”) i innych podmiotów głosi, że technologia 5G i inne źródła promieniowania elektromagnetycznego są całkowicie bezpieczne, ale niezależni badacze, niefinansowani w tym przypadku przez branżę telekomunikacyjną, mają zupełnie odmienny pogląd.

Opinia publiczna, jak zawsze, jest w dużej mierze nieświadoma. Mnożą się te same oskarżenia o „foliowy kapelusz”. Abstrahując od jakichkolwiek mechanizmów elektromagnetycznych, istnieją również poważne obawy dotyczące nadmiernego czasu spędzanego na smartfonach i innych urządzeniach w dzieciństwie, powiązanego ze wzrostem problemów ze zdrowiem psychicznym, patrz TUTAJ.

Gillian Jamieson jest niezależną badaczką, która opublikowała kilka artykułów w The Daily Sceptic i The Conservative Woman na temat bezpieczeństwa promieniowania elektromagnetycznego.

Autorka Gillian Jamieson

Twój smartfon, Wi-Fi, inteligentny licznik, inne inteligentne gadżety i wiele innych urządzeń wykorzystują promieniowanie o częstotliwości radiowej („RFR”). Ale jaki fizyczny wpływ ma to na zdrowie Twoje i Twojej rodziny? Gdzie można znaleźć prawdę? Chociaż w przestrzeni publicznej słyszymy jedynie, że promieniowanie o częstotliwości radiowej (RFR) “powinno” być bezpieczne, rzut oka za kulisy ujawnia zaciętą walkę między naukowcami, którzy próbują przejąć kontrolę nad dyskusją.

Ta walka toczy się w czasie, gdy rządy na całym świecie oczekują na nadchodzącą monografię WHO dotyczącą kryteriów zdrowia środowiskowego, która opowie o zagrożeniach dla zdrowia wynikających z narażenia na pola elektromagnetyczne, w tym RFR. Jeszcze większe znaczenie ma zbliżająca się ewentualna zmiana klasyfikacji promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem („IARC”). Stawka nie mogłaby być wyższa.

W centrum tej bitwy znajdują się Meike Mevissen po jednej stronie i Ken Karipidis z drugiej strony. Są głównymi autorami dwóch z 12 przeglądów systematycznych zleconych przez WHO EMF Project dotyczących wpływu promieniowania o częstotliwości radiowej na zdrowie. Tylko jeden z tych 12 przeglądów został uznany przez ekspertów z Międzynarodowej Komisji ds. Biologicznych Skutków Pól Elektromagnetycznych („ICBE-EMF”) za dobrze przeprowadzoną, a ta autorstwa Mevissen i wsp. wykazała, że istnieją dowody o wysokim stopniu pewności, iż narażenie na pola elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (RF-EMF) zwiększa częstość występowania złośliwych nerwiaków (nowotworów serca) i glejaków (nowotworów mózgu) u szczurów, a także dowody o umiarkowanym stopniu pewności wskazujące na zwiększone ryzyko rzadkich nowotworów nadnerczy i wątroby. To pole elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (RF-EMF) jest tym samym rodzajem promieniowania, które emituje Twój telefon lub maszty telekomunikacyjne.

WHO zleciła przeprowadzenie przeglądu systematycznego pod przewodnictwem Meike Mevissen

Główna autorka tego przeglądu, szwajcarska toksykolog Meike Mevissen, dość zaskakująco ujawniła w zeszłym miesiącu w wywiadzie dla Infosperber że jej zespół musiał bronić się przed ingerencją WHO i że ekspert WHO odpowiedzialny za przeglądy systematyczne chciał wybrać badania, które miały zostać uwzględnione, pomimo faktu, że ten ekspert nie miał doświadczenia w badaniach na zwierzętach, a zespół Mevissen składał się z najlepszych ekspertów na świecie. WHO chciała również, aby zespół „połączył wszystkie wybrane badania w jedną całość, a następnie przeanalizował średnią”. „Jednak” – powiedziała Mevissen – „istnieją różne projekty badawcze, obejmujące różne gatunki i płci zwierząt – o których wiadomo, że dają różne wyniki. Dlatego metodologia, która tego nie uwzględnia, nie powinna być stosowana”. 

Autorka odnosi się tutaj do nadużywania metaanalizy (analizy statystycznej), która – jak stwierdza ICBE-EMF w swojej krytycznej ocenie 12 przeglądów WHO opublikowanych w czasopiśmie „Environmental Health” – nie powinna była zostać zastosowana w żadnym z nich, ponieważ wykorzystane badania nie spełniały pewnych rygorystycznych kryteriów: było zbyt mało badań pierwotnych, a różnice między nimi były zbyt duże.

Jej opinię kilka dni temu poparł Dr Igor Bielajew, który powiedział:

Reakcje biologiczne na ekspozycję na pola elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (RF-EMF) nie są determinowane wyłącznie przez gęstość mocy ani częstotliwość nośną, ale mogą również zależeć od specyficznych wzorców modulacji, które przekazują biologicznie istotne cechy sygnału. W takich warunkach uśrednianie heterogenicznych konfiguracji ekspozycji nie przybliża „efektu uśrednionego”, lecz może zamiast tego przysłaniać efekty występujące tylko przy określonych kombinacjach parametrów fizycznych i biologicznych (Vesterinen i wsp., 2014).

Mevisson kontynuowała: „Wiem jedno o badaniach na zwierzętach… Można je zaprojektować tak, żeby niczego nie wykryć, tworząc szum statystyczny, który zaciemnia istotne efekty”, dodając: „Gdybym miała tak postępować, nawet bym nie zawracała sobie głowy”.

Skomentowała również: „Badania są bardzo polityczne… stale spotykamy się z postawą, że nie może być żadnego ryzyka dla zdrowia”. Stwierdziła to również w wywiadzie dla niemieckiego Infosperger, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć o obecnym stanie badań, ale jej rząd chciał, aby naukowcy oświadczyli, że promieniowanie RFR nie ma żadnego wpływu na zdrowie.

IARC stwierdziła, że każdy znany ludzki czynnik rakotwórczy jest rakotwórczy u zwierząt doświadczalnych po odpowiednim przebadaniu. Biorąc pod uwagę jednoznaczne ustalenia Mevissen dotyczące raka u szczurów, dziwne jest, że kolejny przegląd WHO, ten autorstwa… Karipidis i wsp. stwierdza, że ​​jakikolwiek związek między częstotliwością radiową a rakiem u ludzi jest mało prawdopodobny. Jednak jego recenzja spotkała się z ostrą krytyką ICBE-EMF i przez uznanych ekspertów dr. Lennarta Hardella oraz Mony Nilsson, którzy szczegółowo opisali pominięcia, niespójności i błędy metodologiczne. Karipidis odpowiedział na krytykę ICBE-EMF w zeszłym roku, a następnie w zeszłym miesiącu skrytykował przegląd Mevissen i in. za brak zastosowania metaanalizy. Mevissen już odpowiedziała na tę krytykę, broniąc swojego przeglądu, a następnie uzyskała poparcie dr. Belyaeva (jak już wspomniano) w dalszej korespondencji.

WHO zleciła przeprowadzenie przeglądu systematycznego pod przewodnictwem Kena Karipidisa

Pozostając przy Karipidis i wsp. recenzja, włączając szokująco słabe badanie, Duńskie badanie kohortowe, jest trudne do zrozumienia. Chociaż duńskie badanie zostało odrzucone wiele lat wcześniej przez IARC jako nieinformacyjne w odniesieniu do ryzyka zachorowania na raka z powodu „znacznej błędnej klasyfikacji w ocenie narażenia”, Karipidis i zespół nadali mu dużą wagę. Włączenie duńskiego badania było szeroko omówione przez Hardella i Nilsson w artykule z początku tego roku, wspomnianym również w krytyce ICBE-EMF. Podział na grupy kontrolne narażone i nienarażone wydaje się bezsensowny. Do grupy narażonej włączono jedynie abonentów prywatnych telefonów komórkowych w Danii w latach 1982–1995, z wyłączeniem grupy najbardziej narażonej, która liczyła 200 507 użytkowników korporacyjnych telefonów komórkowych. Użytkowników z abonamentami komórkowymi po 1995 roku traktowano jako nienarażonych; wszystkich użytkowników telefonów bezprzewodowych (DECT) traktowano jako nienarażonych, mimo że byli narażeni na podobny poziom PFR jak użytkownicy telefonów komórkowych. Ponadto, rzeczywiste dane dotyczące narażenia były nieznane i nie przeprowadzono analizy lateralizacji (strony, po której trzymano telefon w stosunku do położenia guza).

Błędy w tym badaniu były tak poważne, że inni recenzenci stwerdzili: „Po przejrzeniu czterech publikacji dotyczących duńskiego badania kohortowego, można słusznie zastanawiać się, czy ta kohorta została pierwotnie utworzona tak, aby nie wykazywała zwiększonego ryzyka”. Profesor Michael Kundi z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu określił z kolei to duńskie badanie kohortowe jako „badanie o największym stopniu stronniczości spośród wszystkich dotychczas opublikowanych”. Czy winę za to ponosi fakt, że zostało ono częściowo sfinansowane przez operatorów telekomunikacyjnych?

Dlaczego główny autor (Karipidis) miałby nadać takiemu badaniu tak dużą wagę w swojej ostatecznej analizie? Hardell i Nilsson nie mają wątpliwości. Wśród autorów przeglądów WHO istnieje poważny problem konfliktu interesów, a niektórzy autorzy… otrzymali dofinansowanie z branży telekomunikacyjnej, a wielu autorów zasiada również w zarządzie Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym („ICNIRP”), samozwańczej grupy, która ustala wytyczne dotyczące bezpieczeństwa narażenia, ale odmawia przyjęcia, że ​​uszkodzenie zdrowia może wystąpić, jeśli tkanki ciała nie zostaną podgrzane, i stanowczo zaprzecza długoterminowym skutkom, takim jak rak. W rzeczywistości sam Karipidis jest wiceprzewodniczącym ICNIRP, a Emilie van Deventer, liderka projektu WHO PEM, jest członkiem Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników, który od dawna priorytetowo traktuje międzynarodowe wysiłki lobbingowe skierowane do WHO.

Dalszy wgląd za kulisy, potwierdzający wątpliwą metodologię, przedstawia dr Moskowitz w swojej książce wpis na blogu z 24 kwietnia 2025 r., opisując swoje niezwykle frustrujące doświadczenie uczestnictwa w charakterze recenzenta w jednym z systematycznych przeglądów WHO. Powiedziała:

Z założenia ten [przegląd systematyczny] pominął większość istotnych badań, stąd jego wnioski mają bardzo ograniczony zakres. Chociaż autorzy zastosowali się do niektórych sugestii recenzentów, odmówili odejścia od kilku problematycznych decyzji podjętych w artykule protokołowym opublikowanym kilka lat wcześniej. Po dwóch poprawkach redaktor wydania specjalnego zezwolił na opublikowanie w czasopiśmie artykułu SR, który zawierał poważne błędy.

Zastanawiam się teraz, czy WHO ingerowała we wszystkie przeglądy, osiągając sukces tam, gdzie nie udało się to w przypadku przeglądu autorstwa Mevissena i innych. Fakt, że pozostałe 11 przeglądów zostało uznanych przez ICBE-EMF za wadliwe pod względem metodologicznym, potwierdza ten punkt widzenia, podobnie jak fakt, że w pozostałych 11 przeglądach niewłaściwie zastosowano metaanalizę, a większość z nich bagatelizowała wszelkie zagrożenia dla zdrowia. Godne uwagi jest to, że Mevissen była w stanie oprzeć się tej presji i stworzyć narrację, a nie przegląd statystyczny, dzięki czemu nie zafałszowała wniosków.

Badania na zwierzętach w USA i Japonii / Korei

Kolejna bitwa, która wkrótce wybuchnie, toczy się wokół badania znanego jako NTP Lite. Japońsko-koreańskie badanie na zwierzętach jest pomniejszoną wersją badania przeprowadzonego przez amerykański Narodowy Program Toksykologiczny („NTP”), którego koszt wyniósł 30 milionów dolarów i które wykazało, wyraźne dowody że promieniowanie RF może powodować raka. Jak podaje dr. Louis Slesin z serwisu Microwave News: „Koreańscy naukowcy pracujący nad projektem NTP Lite, podobnie jak ich japońscy współpracownicy, nie stwierdzili żadnych dowodów na występowanie szkodliwych skutków u szczurów poddanych długotrwałemu działaniu promieniowania telefonów komórkowych”.

Dr Slesin donosi: „Japońskie i koreańskie artykuły wywołały falę krytyki. Przygotowywanych jest wiele listów do redakcji czasopisma”. Henryk Lai, emerytowany profesor Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle powiedział: „Jest oczywiste, że celem tego artykułu jest zneutralizowanie wyników badania NTP … Autorzy utracili obiektywizm naukowy – i, co smutne, wydaje się, że niewiele wiedzą o nauce częstotliwości radiowych.

Od pewnego czasu toczy się spór dotyczący wpływu promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) na zdrowie. Niedawno podjęłam próbę krótkiego podsumowania stanowisk obu obozów w artykule opublikowanym w magazynie „The Conservative Woman”, natomiast dla serwisu HeART, przedstawiłam główne zastrzeżenia organizacji ICBE-EMF wobec 12 przeglądów przeprowadzonych przez WHO. Problem dotyczy nie tylko długoterminowego ryzyka zachorowania na raka, stresu oksydacyjnego, uszkodzeń DNA, kardiomiopatii, uszkodzeń plemników i skutków neurologicznych, ale także rosnącej liczby osób doświadczających krótkotrwałego efektu nadwrażliwości elektromagnetycznej („EHS”), co oznacza, że objawy pojawiają się u nich niemal natychmiast po ekspozycji na promieniowanie radiowe i są zmuszeni do unikania go, co w dzisiejszych czasach jest niemal niemożliwe.

Drażni mnie to, że w tej walce tylko jednej stronie udaje się zdobyć rozgłos w głównych publikacjach korporacyjnych, a jest to strona, która chce nas przekonać, że promieniowanie radiowe (RFR) jest bezpieczne. Na przykład w zeszłym roku w „The Guardian” zacytowano Kena Karipidisa, który stwierdził: „należy położyć kres obawom dotyczącym związku między rakiem a telefonami komórkowymi”. Gdzie są artykuły na temat naukowych błędów w przeglądach WHO, a nawet na temat wyjątkowego przeglądu autorstwa Mevissena i innych? Ci, którzy twierdzą, że istnieje konsensus naukowy, po prostu się mylą. Naukowa opozycja wobec głównego nurtu korporacyjnej narracji o „braku szkodliwości” zebrała się w ramach ICBE-EMF, a ta multidyscyplinarna grupa ekspertów zasługuje na to, by ją wysłuchać.

Ze względu na moje osobiste doświadczenia z RFR, moje obawy nigdy nie zostaną rozwiane, tak jak chciałby tego dr Karipidis. Polecam czytelnikowi moje ostatnie zgłoszenie do Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, za pośrednictwem mojego posła, opisując to doświadczenie i to, co przydarzyło się moim sąsiadom.

Jeśli, jak wierzymy ja i wielu innych, promieniowanie radiowe szkodzi zdrowiu, to my, społeczeństwo, musimy zacząć coś z tym robić już teraz, zamiast na próżno czekać, aż organy regulacyjne rozwiążą tę kwestię w sposób naukowo uzasadniony. Ci z nas, których to dotyczy, starają się unikać narażenia, ale społeczeństwo powinno nam to ułatwić. Niedawno słyszałam, że grupa prywatnych szkół zaczęła stosować środki zapobiegawcze, takie jak podłączanie internetu kablem zamiast korzystania z Wi-Fi. Zainspirowała ich dr Erica Mallery-Blythe, brytyjska ekspertka w dziedzinie wpływu promieniowania niejonizującego na grupy szczególnie wrażliwe, takie jak dzieci i osoby z EHS. Gorąco polecam jej wykład, który podsumowuje badania naukowe i omawia praktyczne środki mające na celu ograniczenie narażenia na pola elektromagnetyczne.

Apeluję do opinii publicznej, lekarzy, polityków, szkół, a nawet lokalnych organów planowania o zasięgnięcie informacji i podjęcie natychmiastowych działań. Nie możemy, tak jak w przypadku azbestu, czekać 100 lat od pierwszego ostrzeżenia, zanim podejmiemy kroki, aby zapobiec szkodom dla całego pokolenia. Oto kilka punktów wyjścia:

Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za edukację, ponieważ ci, którzy kontrolują tę narrację, najwyraźniej nie przejmują się potencjalnymi zagrożeniami dla zdrowia i starają się ukryć wszelkie dowody ich istnienia.

Źródło: https://expose-news.com/2026/03/13/who-claims-radiation-from-emfs-is-safe-who-is-plagued-with-conflicts-of-interest-and-flawed-studies/

Jak przydatny był ten artykuł?

Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten artykuł.

Rozpowszechniaj zdrowie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będę wdzięczny za opinie, proszę o komentarz.x