
Podczas studiów Tesla doszedł do wniosku, że możliwe jest zasilanie silnika elektrycznego bez iskrzących się szczotek. Profesor powiedział mu, że taki silnik wymagałby perpetuum mobile i dlatego jest niemożliwy do zrealizowania. Tesla był zdeterminowany, by udowodnić, że profesor się myli.
W latach 80. XIX wieku, pomimo drwin swoich profesorów, Tesla opatentował generator prądu przemiennego, silnik i transformator. W latach 90. XIX wieku intensywnie badał inne metody wytwarzania energii, w tym kolektor cząstek naładowanych, opatentowany w 1901 roku.
Kiedy w czerwcu 1902 roku „New York Times” opublikował artykuł o wynalazcy, który twierdził, że wynalazł generator elektryczny niewymagający napędu w postaci zewnętrznego źródła paliwa, Tesla napisał do przyjaciela, że już wynalazł takie urządzenie.
Tesla twierdził, że wynalazek ten był generatorem elektrycznym, który nie zużywałby żadnego paliwa. Taki generator byłby swoim własnym napędem, co według współczesnych naukowców było całkowicie niemożliwe.
Dziewięćdziesiąt do stu lat temu wszyscy wiedzieli, że maszyna cięższa od powietrza nie może latać. Byłoby to sprzeczne z prawami fizyki. Takie było autorytatywne zdanie praktycznie wszystkich tak zwanych ekspertów w tej dziedzinie.
Na przykład Simon Newcomb stwierdził w 1901 roku:
„Udowodniono, że żadna możliwa kombinacja znanych substancji, znanych rodzajów maszyn i znanych rodzajów sił nie może zostać połączona w praktycznej maszynie, dzięki której człowiek mógłby pokonywać duże odległości w powietrzu”.
Na szczęście kilka osób, takich jak bracia Wright, nie uznało takich stwierdzeń za ostateczne. Obecnie loty statkami powietrznymi cięższymi od powietrza są dla nas czymś oczywistym. Dzisiaj ortodoksyjni fizycy i inni naukowcy wypowiadają się w podobny sposób przeciwko idei technologii darmowej energii.
Używają oni negatywnych terminów, takich jak pseudonauka i perpetuum mobile, powołując się na prawa fizyki, które stwierdzają, że energia nie może być tworzona ani niszczona (pierwsza zasada termodynamiki) oraz że zawsze następuje spadek energii użytecznej (druga zasada termodynamiki).
Wynalazki związane z darmową energią to urządzenia, które mogą czerpać z pozornie nieograniczonych zasobów energii wszechświata, bez spalania jakiegokolwiek paliwa, tworząc idealne rozwiązanie światowego kryzysu energetycznego oraz związanych z nim zanieczyszczeń, degradacji i wyczerpania środowiska. Większość urządzeń darmowej energii prawdopodobnie nie wytwarza energii, ale raczej czerpie z istniejących naturalnych źródeł energii poprzez różne formy indukcji.
W przeciwieństwie do urządzeń wykorzystujących energię słoneczną lub wiatrową, urządzenia wykorzystujące energię darmową wymagają niewielkiej lub żadnej pojemności magazynowania energii, ponieważ mogą czerpać tyle energii, ile potrzeba, kiedy jest to potrzebne. Prawidłowo zaprojektowane urządzenia wykorzystujące energię darmową nie mają żadnych ograniczeń.
W gazecie „The Brooklyn Eagle” Tesla ogłosił 10 lipca 1931 r., że:
„Wykorzystałem promienie kosmiczne i sprawiłem, że napędzają one urządzenie napędowe”.
W dalszej części tego samego artykułu stwierdził:
„Ponad 25 lat temu rozpocząłem prace nad wykorzystaniem promieni kosmicznych i mogę teraz stwierdzić, że mi się to udało”.
W 1933 roku powtórzył to samo stwierdzenie w artykule dla gazety „New York American”, zatytułowanym: Urządzenie do wykorzystania energii kosmicznej według Tesli.
„Ta nowa energia do napędzania światowych maszyn będzie pochodzić z energii, która napędza wszechświat, energii kosmicznej, której głównym źródłem dla Ziemi jest Słońce i która jest wszędzie obecna w nieograniczonych ilościach”.
Cofając się o ponad 25 lat wstecz od 1933 roku, oznaczałoby to, że urządzenie, o którym mówił Tesla, musiało zostać zbudowane przed 1908 rokiem. Niemal na pewno pomysł ten przyszedł Tesli do głowy już wiele lat wcześniej. Bardziej precyzyjne informacje można znaleźć w jego korespondencji, która obecnie znajduje się w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Columbia.
Elektryczność bez spalania paliwa
W liście z 10 czerwca 1902 roku do swojego przyjaciela Roberta U. Johnsona, redaktora magazynu „Century”, Tesla dołączył wycinek z wczorajszego wydania „New York Herald” dotyczący Clemente Figuerasa, inżyniera leśnego z Las Palmas, stolicy Wysp Kanaryjskich, który wynalazł urządzenie do wytwarzania energii elektrycznej bez spalania paliwa.
Nie wiadomo, co stało się z Figuerasem i jego generatorem bez paliwa, ale ta wzmianka w gazecie skłoniła Teslę, w liście do Johnsona, do stwierdzenia, że już opracował takie urządzenie i ujawnił leżące u jego podstaw prawa fizyki.
Zgłoszono również inne patenty w USA: (nr 3 811 058, 3 879 622 i 4 151 431), na przykład na silniki zasilane wyłącznie energią stałą, które najwyraźniej czerpią energię z pola magnetycznego Ziemi. Pierwsze dwa wymagają sieci sprzężenia zwrotnego, aby mogły działać samodzielnie.
Trzeci z nich (jak szczegółowo opisano w magazynie „Science & Mechanics”, wiosna 1980 r.) wymaga określonych rozmiarów, kształtów, orientacji i odstępów między magnesami, ale nie wymaga sprzężenia zwrotnego. Taki silnik mógłby napędzać generator elektryczny lub odwracalną pompę ciepła w domu przez cały rok, całkowicie za darmo. [Pełne kopie opisowe patentów amerykańskich są dostępne w cenie 3,00 USD za sztukę w Urzędzie Patentowym Stanów Zjednoczonych, 2021 Jefferson Davis Hwy., Arlington, VA 22202; wymagany jest poprawny 7-cyfrowy numer patentu.]
Według Olivera Nichelsona, który przeprowadził szeroko zakrojone badania nad Teslą i maszynami wykorzystującymi darmową energię, urządzenie, które na pierwszy rzut oka wydaje się najlepiej pasować do twierdzeń Tesli, znajduje się w jego patencie na „Urządzenie do wykorzystania energii promieniowania” nr 685 957, który został zgłoszony 21 marca 1901 r. i przyznany 5 listopada 1901 r.

Patent nr 685 957, zgłoszony 21 marca 1901 r. i przyznany 5 listopada 1901 r.
Zasada działania opisana starszym językiem technicznym jest prosta – izolowaną metalową płytkę umieszcza się jak najwyżej w powietrzu. Drugą metalową płytkę umieszcza się w ziemi. Przewód biegnie od metalowej płytki do jednej strony kondensatora, a drugi przewód od płytki w ziemi do drugiej strony kondensatora.
Słońce, podobnie jak inne źródła energii promieniowania, wyrzuca drobne cząsteczki materii naładowane dodatnio, które uderzając w [górną] płytkę, nieustannie przekazują jej ładunek elektryczny. Ponieważ przeciwległy biegun kondensatora jest podłączony do uziemienia, które można uznać za ogromny zbiornik ujemnego ładunku elektrycznego, do kondensatora nieustannie płynie słaby prąd, a ponieważ cząsteczki są naładowane do bardzo wysokiego potencjału, ładowanie kondensatora może trwać niemal w nieskończoność, nawet do momentu pęknięcia dielektryka.
Dzisiaj nazwalibyśmy to urządzenie panelem słonecznym. Wynalazek Tesli jest jednak zupełnie inny, ale najbliższym mu odpowiednikiem w technologii konwencjonalnej jest fotowoltaika. Jedną z zasadniczych różnic jest to, że konwencjonalne panele słoneczne składają się z podłoża pokrytego krzemem krystalicznym; najnowsze modele wykorzystują krzem amorficzny.
Konwencjonalne panele słoneczne są drogie i niezależnie od rodzaju powłoki są wytwarzane w skomplikowanych procesach. Natomiast panel słoneczny Tesli to po prostu błyszcząca metalowa płyta z przezroczystą powłoką z materiału izolacyjnego.
Wystarczy umieścić jeden z tych paneli przypominających antenę w powietrzu – im wyżej, tym lepiej – i podłączyć go do jednej strony kondensatora, a drugą stronę uziemić.
Teraz energia słoneczna ładuje ten kondensator. Jeśli podłączymy do kondensatora jakieś urządzenie przełączające, tak aby mógł on rozładowywać się w regularnych odstępach czasu, otrzymamy prąd elektryczny.
Patent Tesli pokazuje, że uzyskanie energii elektrycznej jest bardzo proste. Im większa powierzchnia izolowanej płyty, tym więcej energii uzyskujesz. Jednak to coś więcej niż panel słoneczny, ponieważ do działania niekoniecznie potrzebuje światła słonecznego. Wytwarza energię również w nocy.
Oczywiście według oficjalnej nauki jest to niemożliwe. Z tego powodu nie można dziś uzyskać patentu na taki wynalazek. Odbiornik darmowej energii Tesli odnosi się zarówno do Słońca, jak i innych źródeł energii promieniowania, takich jak promienie kosmiczne.
To, że urządzenie działa w nocy, wyjaśnia się dostępnością promieni kosmicznych w nocy. Tesla odnosi się również do ziemi jako ogromnego rezerwuaru elektryczności ujemnej.
Tesla był zafascynowany energią promieniowania i możliwościami, jakie daje ona w zakresie darmowej energii. Nazwał radiometr Crooke’a (urządzenie wyposażone w łopatki, które obracają się w próżni pod wpływem energii promieniowania) pięknym wynalazkiem. Wierzył, że możliwe będzie bezpośrednie wykorzystanie energii poprzez połączenie się z samym mechanizmem natury.
Wydaje się to bardzo prostą konstrukcją i mogłoby potwierdzać jego twierdzenie o opracowaniu generatora bezpaliwowego zasilanego promieniami kosmicznymi, jednak w 1900 roku Tesla napisał artykuł, który uważał za swój najważniejszy, w którym opisuje samoczynnie uruchamiającą się maszynę czerpiącą energię z otaczającego środowiska – generator bezpaliwowy, różniący się od jego Urządzenia Energii Promieniującej.
Artykuł zatytułowany „Problem zwiększenia energii ludzkiej – poprzez wykorzystanie Słońca” został opublikowany przez jego przyjaciela Roberta Johnsona w magazynie „The Century Illustrated Monthly Magazine” w czerwcu 1900 roku.
Rozdział, w którym omawia to urządzenie, nosi tytuł: „Odstępstwo od znanych metod – możliwość stworzenia „samoczynnego” silnika lub maszyny, nieożywionej, Jednak zdolna, podobnie jak żywa istota, do czerpania energii ze środowiska – idealny sposób uzyskiwania siły napędowej.
Tesla stwierdził, że po raz pierwszy zaczął myśleć o tym pomyśle, gdy przeczytał wypowiedź lorda Kelvina, który twierdził, że niemożliwe jest zbudowanie mechanizmu zdolnego do pobierania ciepła z otaczającego środowiska i działania dzięki temu ciepłu. Tesla wyobraził sobie bardzo długi wiązek metalowych prętów, rozciągający się od Ziemi do przestrzeni kosmicznej.
Ziemia jest cieplejsza niż przestrzeń kosmiczna, więc ciepło byłoby przewodzone w górę prętów wraz z prądem elektrycznym. Wtedy wystarczyłby tylko bardzo długi przewód zasilający, aby połączyć dwa końce metalowych prętów z silnikiem.
Silnik działałby tak długo, aż Ziemia ostygłaby do temperatury panującej w przestrzeni kosmicznej. Oczywiście nie potrzebowalibyśmy już przewodu zasilającego do połączenia obu końców – wystarczyłyby fale mikrofalowe.
Byłby to silnik nieożywiony, który – jak wszystko wskazuje – schładzałby część otoczenia poniżej temperatury otoczenia i działałby dzięki pobieranemu ciepłu, to znaczy wytwarzałby energię bezpośrednio z otoczenia bez zużycia jakiegokolwiek materiału.
W dalszej części artykułu Tesla opisuje, w jaki sposób pracował nad opracowaniem takiego urządzenia energetycznego – tutaj trzeba wykazać się nieco detektywistyczną pracą, aby ustalić, o którym ze swoich wynalazków miał na myśli.
Napisał, że po raz pierwszy zaczął myśleć o pozyskiwaniu energii bezpośrednio ze środowiska, gdy przebywał w Paryżu w 1883 roku, ale przez kilka lat nie był w stanie wiele zrobić z tym pomysłem ze względu na wprowadzenie na rynek swoich generatorów i silników prądu przemiennego. Dopiero w 1889 roku ponownie podjął temat samoczynnej maszyny.
W 1893 roku Tesla złożył wniosek patentowy na cewkę elektryczną, która jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem na niemecaniczną następczynię jego urządzenia do pozyskiwania energii. Jest to jego „Cewka do elektromagnesów”, patent nr 512 340. Jest to ciekawa konstrukcja, w odróżnieniu od zwykłej cewki wykonanej poprzez nawijanie drutu na formę rurkową, ta wykorzystuje dwa druty ułożone obok siebie na formie, ale z końcem pierwszego połączonym z początkiem drugiego.
W patencie Tesla wyjaśnia, że ta podwójna cewka będzie magazynować wielokrotnie więcej energii niż cewka konwencjonalna. Patent nie zawiera jednak żadnej wzmianki o tym, jaka mogła być jej bardziej niezwykła właściwość.
W artykule dla magazynu „Century” Tesla porównuje pozyskiwanie energii z otoczenia do prac innych naukowców, którzy w tamtym czasie uczyli się skraplać gazy atmosferyczne w ciecze. W szczególności przytoczył prace dr. Karla Linde, który odkrył to, co Tesla opisał jako metodę samochłodzenia służącą do skraplania powietrza.
Jak powiedział Tesla:
„Był to jedyny dowód eksperymentalny, którego wciąż mi brakowało, że energię można uzyskać z otoczenia w sposób, jaki sobie wyobrażałem”.
To, co łączy prace Linde’a z cewką elektromagnetyczną Tesli, to fakt, że obaj stosowali podwójny obieg dla materiału, nad którym pracowali. Linde posiadał sprężarkę do pompowania powietrza pod wysokie ciśnienie, pozwalał ciśnieniu spaść podczas przepływu przez rurę, a następnie wykorzystywał to schłodzone powietrze do obniżenia temperatury napływającego powietrza, kierując je z powrotem w górę pierwszej rury przez drugą rurę otaczającą pierwszą.
Już schłodzone powietrze wspomagało proces chłodzenia urządzenia i szybko skraplało gazy do postaci cieczy. Zamiarem Tesli było skroplenie energii uwięzionej między Ziemią a jej górną atmosferą i przekształcenie jej w prąd elektryczny.
Wyobrażał sobie Słońce jako ogromną kulę elektryczności, naładowaną dodatnio napięciem rzędu około 200 miliardów woltów. Z kolei Ziemia jest naładowana elektrycznością ujemną.
Ogromna siła elektryczna między tymi dwoma ciałami stanowiła, przynajmniej częściowo, to, co nazywał energią kosmiczną. Zmieniała się ona w zależności od pory dnia i pór roku, ale zawsze była obecna.
Patenty Tesli na generatory i silniki elektryczne zostały przyznane pod koniec lat 80. XIX wieku. W latach 90. XIX wieku powstał wielki przemysł energetyczny, reprezentowany przez takie firmy jak Westinghouse i General Electric. Po zainwestowaniu dziesiątek milionów dolarów w zakłady i sprzęt, przemysł ten nie zamierzał porzucić bardzo dochodowej, dziesięcioletniej technologii na rzecz kolejnej nowej.
Tesla dostrzegł, że na samoczynnym generatorze można zarobić, ale w pewnym momencie zwrócono mu uwagę na negatywny wpływ, jaki urządzenie to miałoby na nowo pojawiającą się rewolucję technologiczną końca XIX i początku XX wieku.
Na końcu swojego artykułu w magazynie „Century” napisał:
„Przez długi czas pracowałem w pełnym przekonaniu, że praktyczne wdrożenie metody pozyskiwania energii ze słońca będzie miało nieocenioną wartość przemysłową, jednak dalsze badania nad tym zagadnieniem ujawniły, że choć będzie to opłacalne komercyjnie, jeśli moje oczekiwania okażą się słuszne, to nie będzie to opłacalne w nadzwyczajnym stopniu”.
Wiele lat później, w 1933 roku, wypowiedział się bardziej dosadnie na temat wprowadzenia swojego generatora bezpaliwowego. W gazecie „Philadelphia Public Ledger” z 2 listopada znajduje się wywiad z Teslą pod tytułem: „Tesla wykorzystuje energię kosmiczną”.
Zapytany, czy nagłe wprowadzenie jego zasady zakłóci obecny system gospodarczy, dr Tesla odpowiedział:
„Już teraz jest on poważnie zakłócony”. Dodał: „Teraz, jak nigdy dotąd, nadszedł czas na rozwój nowych zasobów”.
Podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji swoich 76. urodzin Tesla ogłosił, że wynalazł silnik wykorzystujący promieniowanie kosmiczne.
Zapytany, czy jest on mocniejszy od radiometru Crooke’a, odpowiedział:
„Tysiące razy mocniejszy”.
Tesla twierdził, że dzięki różnicy potencjałów elektrycznych między podwyższoną płytką (plus) a uziemieniem (minus) w kondensatorze gromadzi się energia, która po upływie odpowiedniego czasu uwalnia się w postaci potężnego wyładowania.
Niestety, wynalazek ten, podobnie jak wiele innych, o których Tesla wspominał pod koniec życia, rzekomo nigdy nie został zrealizowany. A przynajmniej nigdy nie został zaprezentowany publicznie. Kiedy zmarł, rząd skonfiskował materiały Tesli z około czterech różnych miejsc przechowywania, których łączna ilość odpowiadała mniej więcej ładowności wagonu kolejowego.
Z tego tylko około 150 000 dokumentów zostało przekazanych jugosłowiańskim krewnym Tesli i obecnie znajduje się w posiadaniu Instytutu Tesli w Belgradzie. Dokumenty te oraz stare modele, mające przede wszystkim charakter historyczny, stanowią większość opublikowanych materiałów Instytutu dotyczących Tesli.
Ogromna ilość dokumentów i modeli została zatrzymana przez Kuratora Majątku Obcokrajowców w stanie nieklasyfikowanym, ponieważ eksperci rządowi stwierdzili, że żadna z tych rzeczy nie zasługuje na klasyfikację.
W latach 1943–1945, po przybyciu nazistowskich naukowców i tajnych akt wojennych nazistowskich Niemiec, pozyskanych w ramach operacji Paperclip, urzędnicy z bazy lotniczej Wright-Patterson pośpiesznie udali się do magazynów Kuratora Majątku Obcokrajowców i przejęli wszystkie dokumenty oraz inne materiały, które zostały zaklasyfikowane na najwyższym poziomie.
Pozostała część dokumentów Tesli znajdujących się w rękach rządu nadal jest objęta klauzulą tajności. Są to dosłownie tony notatek, dokumentów, rysunków i planów, a także ponad dwadzieścia pudeł z materiałami Tesli, które wciąż pozostają zaginione. Rząd rozpowszechniał fałszywe pogłoski, że Tesla nigdy nie prowadził notatek, co było rażącym kłamstwem.
Do dziś nie ma możliwości ustalenia, czy silnik Tesli wykorzystujący promieniowanie kosmiczne był praktyczny, czy nie. Jednak dowody znalezione w zaginionych dziennikach Tesli wydają się wskazywać, że darmowa energia jest możliwa i mieści się w ramach znanej nauki.
Richard (Scott) McKie zaprojektował i przetestował w 1991 roku mały model modułu Power On Demand (MODule). Obwód wykorzystuje teorie Tesli dotyczące przepływu elektronów, rezonansu i magnetyzmu w połączeniu z nowoczesnymi teoriami dotyczącymi elektroniki wysokiej częstotliwości i anten radiowych w celu bezpośredniego wytwarzania energii, bez nieefektywnej konwersji energii z innych źródeł.

Tesla wykorzystał wiedzę zdobytą podczas eksperymentów w Kolorado przy budowie stacji Wardenclyffe, położonej w miejscu, które dziś znane jest jako Shoreham na Long Island. Obiekt ten miał stać się jego największym osiągnięciem: Światowym Centrum Telegraficznym.
Tesla przewidywał nie tylko nadawanie wiadomości i przesyłanie zakodowanych wiadomości osobistych, ale także wprowadzenie uniwersalnego kodu czasowego oraz przesyłanie energii elektrycznej.
Współczesne badania nad energią drzew
Dr Patrick G. Bailey w swojej pracy „Review Of Zero Point Energy And Free Energy Theory, Progress, And Devices” pisze, że badania nad dziedziną energii swobodnej pokrywają się z wieloma innymi obszarami nauki i technologii, które nie są dobrze poznane i są zazwyczaj nazywane „dziedzinami marginalnymi”.
Bailey uważa, że rzetelne badania w tych dziedzinach pozwalają odkrywać istotne informacje i dane, które mogą mieć związek z różnymi zagadnieniami pojawiającymi się w badaniach nad energią swobodną.
Zagadnienia te obejmują:
- Dlaczego nie prowadzi się tych badań?
- Czy są one blokowane?
- Dlaczego są blokowane?
- Czy są inne przykłady takiego blokowania?
- Gdzie mogę uzyskać więcej informacji?
- Czy są jakieś przykłady tak zaawansowanych technologii z tej dziedziny?
- Jeśli takie źródła energii istnieją, czy ktoś odkrył, jak z nich korzystać?
- Jak one działają?
- Czy mogę z nich korzystać i czy mogę to robić w odpowiedzialny sposób?
Wśród osób zaznajomionych z naszą obecną polityką energetyczną oraz publiczną siecią elektroenergetyczną słychać głośne wołania o konieczność nowego przełomu w technologii wytwarzania energii. Dr Gary Johnson, profesor uniwersytecki i starszy członek IEEE, opublikował niedawno w renomowanym amerykańskim czasopiśmie technicznym krótki przegląd badań naukowców zajmujących się tą dziedziną i zakończył swój czterostronicowy raport następującym stwierdzeniem:
„W literaturze przedmiotu panuje ogromny zamęt. Niektóre koncepcje są ewidentnie nonsensem. Inne okażą się błędne. Ale czy w tym całym szumie jest jakiś sygnał? Jest, jeśli Tesla, Moray i Bearden mają rację. Potencjalne korzyści są ogromne, więc poszukiwania powinny być kontynuowane, jeśli istnieje choćby najmniejsza szansa na sukces”.
Również Llewellen King, wydawca biuletynów „The Energy Daily”, „Defense Week” i „Environmental Week” w Waszyngtonie, niedawno zdecydowanie i dramatycznie stwierdził w przemówieniu wygłoszonym podczas międzynarodowej konferencji technicznej:
„Nie udało nam się w dziedzinie energii dokonać tego »wielkiego przełomu!«, »ogromnej zmiany«, »radykalnej transformacji« ani »kwantowego skoku naprzód«. Gdzie jest ten skok od drutu miedzianego do światłowodu lub kabla? Gdzie jest odpowiednik światłowodów dla elektryczności?… Nowe technologie, takie jak magnetohydrodynamika, (rozwijają się i pojawiają), a jednak nie przyniosły one postępu – i nadal gotujemy wodę! Teoretycznie możliwe jest, że w pewnym momencie uda nam się dokonać tego „kwantowego skoku naprzód”. Aby to osiągnąć, uważam, że potrzebne będą nowe instytucje, które wdrożą nową technologię.
„Nie zostaną one wdrożone przez istniejące stare instytucje. Wyzwaniem w technologii jest znalezienie jej, a następnie sprzedanie jej i wreszcie wdrożenie jej”.
Czy istnieje spisek mający na celu stłumienie urządzeń wykorzystujących darmową energię – podobny do tego, z którym zmagał się Tesla ze swoim odbiornikiem darmowej energii? Istnieje możliwość, że istnieje zbiór i sieć grup interesów, które wydają się ściśle współpracować dla wzajemnego finansowego przetrwania.
Działania podejmowane przez każdą z tych grup mogą być całkowicie niezależne od pozostałych. Ponadto bardzo wyraźnie widać pewnego rodzaju kontrolę i cenzurę w prasie. Ken MacNeill opublikował w 1983 roku bardzo niepokojący artykuł zatytułowany „Insights into the Proprietary Syndrome” („Wgląd w syndrom własności”), w którym wskazuje, że zablokowano ponad 3000 patentów!
Warto w tym miejscu wspomnieć o dwóch wydarzeniach historycznych związanych z możliwym tłumieniem i niemożnością komercjalizacji urządzeń wykorzystujących darmową energię. Są to urządzenie Over-Unity T. Henry’ego Moraya oraz silnik Hindershota. Oba urządzenia zostały publicznie zaprezentowane amerykańskiej prasie w latach 30. XX wieku i poddano je starannie przeprowadzonym testom w celu ich oceny.
Z doniesień prasowych i wycinków wynika, że oba urządzenia przeszły wszystkie testy, by następnie popaść w zapomnienie. Nie wiadomo, co dokładnie stało się z urządzeniami, ich wynalazcami i technologią. Wydaje się również, że tajemnice tych urządzeń zginęły wraz z ich wynalazcami.
Toby Grotz przedstawił teorię i wyniki projektu Tesla, aby ustalić, czy można wywołać rezonans w elektrostatycznej (atmosferycznej) wnęce Schumanna, czy energia dostarczana do wnęki rozprzestrzenia się przy bardzo niewielkich stratach oraz czy można pozyskać energię w innych miejscach wewnątrz wnęki. Toby Grotz (1991) przedstawił również analizę teoretyczną „promienia śmierci” Tesli.
Po dokładnym przeanalizowaniu historycznych zapisów można stwierdzić, że ten projekt z 1937 roku był prawdopodobnie pierwszą próbą skonstruowania urządzenia wykorzystującego wiązkę cząstek o wysokim napięciu. Szacunki Tesli wskazują, że metalowa kula o średnicy pięciu metrów, naładowana do 60 milionów woltów, mogłaby wystrzelić wiązkę cząstek o wysokiej energii na odległość do 60 kilometrów w powietrzu w określonym kierunku.
W 1991 roku Oliver Nichelson podsumował dwa późniejsze projekty urządzeń do wytwarzania energii autorstwa Tesli, w tym projekt jednobiegunowego dynamo w kształcie turbiny – maszyny, która może nadal wytwarzać energię elektryczną po odłączeniu od zewnętrznego źródła zasilania.
Artykuł ten jest również ważny, ponieważ opisuje on „Cewkę elektromagnetyczną” Tesli, opatentowaną w 1893 roku.
Podążając śladami Tesli
Na początku XX wieku dr Thomas Henry Moray z Salt Lake City skonstruował swoje pierwsze urządzenie do pozyskiwania energii z oscylacji metafrekwencyjnych samej pustej przestrzeni. Ostatecznie Moray zdołał stworzyć urządzenie wykorzystujące darmową energię, ważące sześćdziesiąt funtów i wytwarzające 50 000 watów energii elektrycznej przez kilka godzin. Jak na ironię, mimo że wielokrotnie demonstrował swoje urządzenie przed naukowcami i inżynierami, Moray nie był w stanie uzyskać finansowania na dalszy rozwój urządzenia w kierunku użytecznej elektrowni, która dostarczałaby energię elektryczną na masową skalę.
Podobnie jak Tesla, Moray popadł w konflikt z tymi, którzy mieli „monopol na energię” i nie byli skłonni się nią dzielić.
Jako chłopiec Moray był głęboko zainspirowany postacią Nikoli Tesli. Moray był szczególnie zafascynowany twierdzeniami Tesli dotyczącymi darmowej energii oraz jego naciskiem na częstotliwości jako podstawowy element wszechświata. Po ukończeniu szkoły średniej Moray wyjechał na studia za granicę i w latach 1912–1914 zdał egzaminy wymagane do uzyskania stopnia doktora inżynierii elektrycznej na Uniwersytecie w Uppsali w Szwecji.
Moray początkowo wysnuł teorię, że energia pochodzi z wnętrza Ziemi. Dzięki ciągłym eksperymentom i pomimo wątpliwości ówczesnego środowiska naukowego odkrył, że energia nie pochodzi z ziemi, ale ze źródła zewnętrznego, oddalonego od Ziemi.
Energia napływała w ciągłych falach, podobnie jak fale morskie, częściej w ciągu dnia niż w nocy. W tym czasie Moray dysponował energią wystarczającą do zasilania lampy węglowej o mocy 16 świec przy około połowie jej wydajności. Nazwał i zdefiniował swoją „energię promieniującą” jako źródło energii przybywające z kosmosu na Ziemię i promieniujące z powrotem tam, skąd pochodziło.
Około 1920 roku Moray skonstruował swoje pierwsze proste urządzenie, które dostarczało mierzalną energię elektryczną, i w wolnym czasie nadal pilnie pracował nad urządzeniami energetycznymi. W latach 20. i 30. XX wieku stopniowo ulepszał swoje urządzenia, zwłaszcza rurkę detekcyjną, która według samego Moraya była jedyną prawdziwą tajemnicą urządzenia.
W swojej książce „The Sea Of Energy In Which The Earth Floats” Moray przedstawia udokumentowane dowody na to, że w 1925 roku wynalazł pierwszą lampę typu tranzystorowego. W swojej lampie do wykrywania energii swobodnej Moray najwyraźniej zastosował wewnątrz samej lampy odmianę tej koncepcji tranzystorowej – małą, zaokrągloną kulkę złożoną z mieszanki cynku triboluminescencyjnego, materiału półprzewodnikowego oraz materiału radioaktywnego.
Kierowanie falami energii odbywało się za pomocą anteny. Po ustawieniu i podłączeniu do uziemienia, przygotowaniu, a następnie dostrojeniu, urządzenie pobierało energię elektryczną. Wyniki tych eksperymentów dowiodły, że wytwarzanie energii nie pochodziło z wnętrza urządzenia. Urządzenie, poprzez kierowanie energią promieniowania, wytwarzało do 50 000 watów mocy i działało przez długi czas.
Według Moraya maszyna wykorzystuje wysokoenergetyczne promienie kosmiczne z kosmosu, pozostając w rezonansie subharmonicznym z tym poziomem energii o wysokiej częstotliwości, i przekształca ten poziom energii w użyteczną formę elektryczności. Jednak użycie przez Moraya terminu „promień kosmiczny” niekoniecznie pokrywa się z definicją współczesnej fizyki, ale w rzeczywistości odpowiada obecnej koncepcji energii punktu zerowego próżni.
Moray wyobrażał sobie całą przestrzeń wypełnioną wibracjami o niezwykle wysokiej częstotliwości, niosącymi ogromne i nieobliczalne ilości czystej, surowej energii. Wyobrażał sobie dynamiczny wszechświat jako burzliwe źródło wielkiej energii, podobnie jak fale oceaniczne przenoszą energię po całej ziemi. Ideę tę podzielał również Tesla,
Wniosek patentowy Moraya (który nigdy nie został przyznany) został złożony 13 lipca 1931 roku, na długo przed pojawieniem się tranzystora opracowanego przez Bell Laboratories. Moray z powodzeniem zaprezentował swoje urządzenie wykorzystujące energię promieniowania profesorom elektrotechniki, kongresmenom, dostojnikom oraz licznym innym gościom odwiedzającym jego laboratorium. Moray przeniósł nawet swoje urządzenie kilka mil poza miasto, z dala od wszelkich linii energetycznych, aby udowodnić, że nie polegał po prostu na energii potajemnie emitowanej z innej części swojego laboratorium.
Kilkakrotnie pozwolił niezależnym badaczom na całkowity demontaż swojego urządzenia, ponowne złożenie go, a następnie samodzielne ponowne uruchomienie. We wszystkich testach udało mu się wykazać, że urządzenie może wytwarzać energię wyjściową bez żadnego znaczącego wkładu energii. Zgodnie z wyczerpującą dokumentacją nikt nigdy nie był w stanie udowodnić, że urządzenie było fałszywe lub że Moray nie osiągnął dokładnie tego, co twierdził.
Z drugiej strony, archiwa są pełne podpisanych oświadczeń fizyków, inżynierów elektryków i naukowców, którzy przybyli do laboratorium Moraya jako sceptycy, a opuścili je przekonani, że Morayowi udało się wykorzystać uniwersalne źródło energii, które mogło wytwarzać darmową energię elektryczną.
Jednak pomimo swoich sukcesów Urząd Patentowy Stanów Zjednoczonych odmówił przyznania Morayowi patentu, po pierwsze dlatego, że w jego urządzeniu zastosowano zimną katodę w lampach (rzeczoznawca patentowy stwierdził, że powszechnie wiadomo, iż do uzyskania elektronów konieczna jest katoda rozgrzana), a po drugie dlatego, że nie zidentyfikował on źródła energii.
Przedstawiono również różnego rodzaju nieistotne patenty i urządzenia, które miały być naruszone lub skopiowane przez prace Moraya. Na każdy z tych zarzutów Moray cierpliwie odpowiadał i obalał je; niemniej jednak patent do dziś nie został wydany, chociaż rodzina Moraya nadal utrzymuje wniosek patentowy w mocy.
Według pisarza Toma Beardena, jednym z wysiłków Moraya zmierzających do opracowania urządzenia była krótkotrwała współpraca z Agencją Elektryfikacji Obszarów Wiejskich (Rural Electrification Agency) przed II wojną światową. W tamtym czasie R.E.A. była najwyraźniej zinfiltrowana na najwyższych szczeblach przez sympatyków komunistycznych. Urzędnicy ci nieustannie naciskali na Moraya, aby przekazał wszystkie szczegóły dotyczące swojego urządzenia Związkowi Radzieckiemu, a nawet zorganizowali wizytę wysokich rangą radzieckich naukowców w laboratorium Moraya, aby mogli zobaczyć urządzenie w działaniu.
Uważa się, że z powodu kontaktów Moraya z R.E.A. – znaczna część jego ważnych prac została potajemnie pozyskana przez Związek Radziecki. Bearden spekuluje, że prace Moraya zainspirowały Sowietów do opracowania wzmacniaczy hiperprzestrzennych, wykorzystanych później w ich broni psychotronicznej.
Moray był bardzo zaniepokojony nieustannymi próbami swoich kontaktów z R.E.A., by przekazać urządzenie w ręce Rosjan. W końcu doszedł do wniosku, że związał się z grupą rządową złożoną z radykałów i reakcjonistów. Podobnie jak Tesla, Moray zaczął się obawiać, że działania piątej kolumny są w rzeczywistości skierowane przeciwko niemu i mają na celu kradzież jego urządzenia.
Być może z powodu tych obaw Moray został ranny od strzału w swoim własnym laboratorium 2 marca 1940 roku. Nigdy nie ujawniono żadnych szczegółów dotyczących tego, kto oddał strzał ani czy Moray był zamierzonym celem. Moray ostatecznie zerwał współpracę z R.E.A. w lutym 1941 roku.
Niestety, podstawowa jednostka Moraya została zniszczona w 1939 roku przez mężczyznę, który chciał, aby Moray w pełni ujawnił wewnętrzne działanie i konstrukcję swojego urządzenia. W czasach Moraya nie istniała teoria przewidująca, że pusta przestrzeń zawiera ogromne ilości energii. Współcześni zwolennicy geometrodynamiki kwantowej potwierdzają prawdziwość pierwotnej wizji Tesli. Dzisiaj wiemy, że jeden centymetr sześcienny czystej próżni zawiera wystarczającą ilość energii, aby skondensować się w 1080–10120 gramów materii. Tym samym główna część tezy Tesli i Moraya – że sama próżnia zawiera nieograniczoną energię – znajduje dziś potwierdzenie.
W obliczu wysokich cen benzyny i coraz większej troski o środowisko naturalne główni producenci samochodów ponownie rozważają koncepcję samochodu w pełni elektrycznego. Niestety, problem związany z masą akumulatorów i ich magazynowaniem nadal sprawia, że samochody elektryczne są ekonomicznie nieopłacalne.
W artykule Arthura Abroma opublikowanym w „Dallas Morning News” zwrócono uwagę, że samochody z napędem elektrycznym były jednym z najwcześniejszych rozwiązań branych pod uwagę, a ten rodzaj napędu cieszył się krótkim, choć przemijającym powodzeniem. W początkach rozwoju motoryzacji rozważano i stosowano napęd elektryczny.
Samochód z napędem elektrycznym miał wiele zalet, których nie mogły zaoferować hałaśliwe, kapryśne i dymiące samochody benzynowe. Przede wszystkim jest to absolutna cisza, której doświadcza się podczas jazdy pojazdem z napędem elektrycznym. Nie ma nawet cienia hałasu.
Wystarczyło po prostu przekręcić kluczyk i nacisnąć pedał gazu – pojazd ruszał natychmiast. Nie trzeba było kręcić rozrusznikiem, nie było korby do obracania (było to przed pojawieniem się rozruszników elektrycznych), nie trzeba było pompować pedału gazu, nie było regulacji zapłonu ani linki przepustnicy do ustawienia przed uruchomieniem. Wystarczyło po prostu włączyć zapłon i można było ruszać.
Jeśli chce się zwiększyć prędkość, wystarczy nacisnąć pedał gazu, a samochód reaguje bez żadnego opóźnienia. Zwolnienie pedału gazu powoduje natychmiastowe zwolnienie pojazdu – kierowca zawsze ma pełną kontrolę. Nietrudno zrozumieć, dlaczego pojazdy te cieszyły się tak dużą popularnością na przełomie XIX i XX wieku oraz do około 1915 roku.
Dużą wadą tych samochodów wtedy, a nawet dzisiaj, był ich zasięg i konieczność ładowania każdej nocy. Wszystkie te pojazdy elektryczne wykorzystywały szereg akumulatorów i silnik prądu stałego. Akumulatory wymagały ciągłego ładowania, a zasięg był ograniczony do około 100 mil. Wiele dużych domów towarowych w obszarach metropolitalnych zaczęło kupować elektryczne samochody dostawcze. Były ciche i nie emitowały żadnych zanieczyszczeń. Były niemal idealnym samochodem.
Konserwacja pojazdów z napędem elektrycznym była minimalna. Na początku XX wieku działało niewiele warsztatów i mechaników. Wydawało się więc, że życie miejskie i transport chętnie przyjmą samochód elektryczny.
Dwie rzeczy osłabiły popularność samochodów elektrycznych. Jedną z nich była podświadoma żądza prędkości, która ogarnęła wszystkich entuzjastów motoryzacji tej epoki. Pojazdy elektryczne nie mogły osiągać prędkości 45 lub 50 mil na godzinę, ponieważ zniszczyłoby to akumulatory w ciągu kilku chwil. Prędkość od 25 do 35 mil na godzinę można było utrzymać przez chwilę.
Normalna prędkość jazdy, w zależności od warunków na drodze, wynosiła od 15 do 20 mil na godzinę; według standardów z lat 1900–1910 była to akceptowalna prędkość, jaką można było osiągnąć pojazdem elektrycznym. Ponadto samochodu elektrycznego nie dało się przystosować do pracy z wielofazowym silnikiem prądu przemiennego Tesli. Tak więc około 1915 roku samochód elektryczny stał się jedynie wspomnieniem.
W 1931 roku, dzięki finansowaniu firm Pierce-Arrow i George Westinghouse, wybrano model Pierce-Arrow z 1931 roku do testów na terenie fabryki w Buffalo w stanie Nowy Jork. Usunięto standardowy silnik spalinowy i zamontowano silnik elektryczny o mocy 80 KM i prędkości obrotowej 1800 obr./min, podłączając go do sprzęgła i skrzyni biegów. Silnik prądu przemiennego miał 40 cali długości i 30 cali średnicy, a przewody zasilające pozostawiono w powietrzu – bez zewnętrznego źródła zasilania.
O umówionej porze Nikola Tesla przybył z Nowego Jorku i obejrzał samochód marki Pierce-Arrow. Następnie udał się do lokalnego sklepu radiowego i kupił kilka lamp, przewodów oraz różnych rezystorów. Zmontowano skrzynkę o wymiarach 24 cali długości, 12 cali szerokości i 6 cali wysokości, w której umieszczono obwód.
Skrzynkę umieszczono następnie na przednim siedzeniu i podłączono jej przewody do chłodzonego powietrzem silnika bezszczotkowego. Z skrzynki wystawały dwa pręty o średnicy 1/4 cala i długości około 3 cali. Pan Tesla zasiadł na miejscu kierowcy, wcisnął oba pręty i stwierdził: „Mamy teraz zasilanie”. Włączył bieg i samochód ruszył do przodu.
Ten pojazd, napędzany silnikiem prądu przemiennego, osiągał prędkość 90 mil na godzinę i działał lepiej niż jakikolwiek silnik spalinowy tamtych czasów. Testy pojazdu trwały tydzień. Kilka gazet w Buffalo opisało ten test.
Zapytany, skąd pochodzi energia, Tesla odpowiedział: „Z eteru, który nas otacza”. Kilka osób sugerowało, że Tesla oszalał i w jakiś sposób sprzymierzył się z mrocznymi siłami wszechświata. Wpadł w gniew, wyjął swoje tajemnicze pudełko z pojazdu i powrócił do swojego laboratorium w Nowym Jorku.
Jego sekret najwyraźniej zginął wraz z nim. Spekuluje się, że Tesla był w stanie w jakiś sposób wykorzystać pole magnetyczne Ziemi, które otacza naszą planetę. I w jakiś sposób był w stanie czerpać ogromne ilości energii, przecinając te linie sił lub powodując ich wzajemne wzmocnienie. Dokładna natura jego urządzenia pozostaje tajemnicą.
W 1969 roku Joseph R. Zubris wziął swój samochód marki Mercury z 1961 roku i wymontował z niego silnik spalinowy Detroit. Następnie zainstalował silnik elektryczny jako źródło napędu. Jego unikalny układ okablowania ograniczył pobór energii podczas rozruchu do 75% normalnego poziomu i podwoił sprawność elektryczną silnika podczas pracy.
Amerykański Urząd Patentowy przyznał mu patent nr 3,809,978. Chociaż zwrócił się do wielu firm z propozycją wprowadzenia produktu na rynek, nikt nie wydawał się być tym zainteresowany. W rezultacie jego unikalny system nadal nie jest dostępny na rynku.
W latach 70. pewien wynalazca wykorzystał generator Ev-Gray, który wzmacniał prąd akumulatora, a napięcie było indukowane w cewkach polowych za pomocą bardzo prostego programatora (sekwencera). Dzięki umożliwieniu silnikowi ładowania oddzielnych akumulatorów podczas pracy urządzenia, wymagane były niezwykle małe natężenia prądu.
Urządzenie zostało przetestowane w Crosby Research Institute w Beverly Hills w Kalifornii, gdzie silnik EMA o mocy 10 koni mechanicznych pracował przez ponad tydzień (9 dni) na czterech standardowych akumulatorach samochodowych. Wynalazcy oszacowali, że silnik elektryczny o mocy 50 koni mechanicznych mógłby przejechać 300 mil z prędkością 50 mil na godzinę, zanim konieczne byłoby ponowne naładowanie.
Dr Keith E. Kenyon, wynalazca z Van Nuys w Kalifornii, odkrył rozbieżność w powszechnie przyjętych i od dawna uznawanych prawach dotyczących magnesów w silnikach elektrycznych. W 1976 roku dr Kenyon zaprezentował swój wynalazek wielu naukowcom i inżynierom, ale ich reakcja była zaskakująca. Chociaż przyznali, że urządzenie dr. Kenyona działa, nie widzieli dla niego praktycznie żadnego zastosowania.
Najlepszym rozwiązaniem dla udanego samochodu z napędem elektrycznym byłby silnik elektryczny, który nie wymagałby zewnętrznego źródła zasilania. Brzmi to niemożliwie, ponieważ jest sprzeczne z całym obecnym stanem wiedzy naukowej. Niemniej jednak został on wynaleziony, a H.R. Johnson otrzymał 24 kwietnia 1979 r. patent nr 4,151,431 na takie urządzenie.
Ta nowa konstrukcja, choć pierwotnie zaproponowana przez Teslę w 1905 roku, to silnik z magnesami trwałymi. Pan Johnson umieścił szereg magnesów trwałych na wirniku i odpowiadający im szereg – z innym rozstawem – na stojanie. Wystarczy po prostu ustawić stojan w odpowiedniej pozycji, a wirnik natychmiast zaczyna się obracać.
W patencie Johnsona stwierdza się:
„Wynalazek dotyczy metody wykorzystania niesparowanych spinów elektronów w materiałach ferromagnetycznych i innych jako źródła pól magnetycznych do wytwarzania energii bez przepływu elektronów, jaki występuje w zwykłych przewodnikach, oraz silników z magnesami trwałymi do wykorzystania tej metody w celu wytworzenia źródła energii”.
W praktycznym zastosowaniu tego wynalazku niesparowane spiny elektronów występujące w magnesach stałych są wykorzystywane do wytwarzania źródła siły napędowej wyłącznie dzięki właściwościom nadprzewodzącym magnesu stałego, a strumień magnetyczny wytwarzany przez magnesy jest kontrolowany i skupiany w celu zorientowania sił magnetycznych w taki sposób, aby wykonywały użyteczną pracę ciągłą, taką jak przemieszczanie wirnika względem stojana.
Czas i orientacja specjalnych sił magnetycznych na elementach wirnika i stojana wytwarzanych przez magnesy stałe w celu wytworzenia silnika są osiągane dzięki odpowiednim relacjom geometrycznym tych elementów. Inżynierowie z Hitachi Magnetics Corp. z Kalifornii stwierdzili, że silnik napędzany wyłącznie magnesami jest wykonalny i logiczny, ale polityka w tej sprawie uniemożliwia im kontynuowanie prac nad silnikiem magnetycznym lub jakimkolwiek urządzeniem, które konkurowałoby z kartelami energetycznymi.
W rzeczywistości wydaje się, że urządzenia tego typu były przez lata celowo blokowane, aby zapobiec konkurencji ze strony maszyn zdolnych do wytwarzania energii bez źródła paliwa.
To doprowadziłoby do upadku wielkich koncernów naftowych i innych karteli energetycznych.
Prawdziwy powód zainteresowania Tesli darmową energią
Zgodnie z prywatnymi dziennikami Tesli, anomalne transmisje głosowe odbierane przez jego specjalne odbiorniki radiowe dotyczyły ocieplenia planety spowodowanego przez naturalne i antropogeniczne źródła zanieczyszczeń atmosferycznych.
Tesla odniósł również wrażenie, że nieznane głosy popierały ten wynik i mogły faktycznie „przyspieszyć” ten proces, zachęcając do rozwoju silnika spalinowego.
Tesla mógł być pierwszym człowiekiem, który dowiedział się o zjawiskach znanych dziś jako „globalne ocieplenie” i „efekt cieplarniany”. Przekonany, że głosy, które odbierał, pochodziły od wrogich istot pozaziemskich, Tesla podjął zdecydowane działania mające na celu opracowanie źródła energii, które nie wymagałoby spalania drewna ani paliw kopalnych. Źródło energii, które byłoby czyste i nieograniczone oraz zapobiegałoby zanieczyszczaniu atmosfery, przynajmniej przez człowieka, i zatrzymywaniu ciepła słonecznego.
Tesla jako pierwszy zdał sobie sprawę z jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów w dzisiejszych kręgach konspiracyjnych – Alternatywy Trzeciej i zniszczenia Ziemi!
Źródło: https://www.bibliotecapleyades.net/tesla/lostjournals/lostjournals07.htm
- Zimna wojna – relacja byłego oficera: UFO miało unieszkodliwić amerykańskie rakiety nuklearne
- UFO i napęd elektrograwitacyjny Czy Tesla odkrył sekrety antygrawitacji?
- Darmowa energia Nikoli Tesli – fakt czy fikcja?
- Historia: Adolf Hitler był finansowany przez Wall Street, Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych i Bank Anglii
- Ściśle tajny dokument napisany przez Oppenheimera i Einsteina na temat kosmitów i UFO
- Tesla i elektroniczne zjawiska głosowe
- Niezwykłe doświadczenia Nikoli Tesli
- Komunikacja z innymi planetami Nikoli Tesli









