
Robert A. Nelson w swoim artykule „Komunikacja z Marsem – eksperymenty Tesli i Hodowanca” szczegółowo opisuje przypadkową komunikację z istotami pozaziemskimi, nawiązaną przez L. G. Lawrence’a, kierownika terenowego Instytutu ECOLA. Komunikacja ta mogła być tego samego rodzaju, co sygnały odbierane przez Teslę w Colorado Springs w 1899 roku.
29 października 1971 roku, podczas prowadzenia eksperymentów badawczych RBS (Remote Biological Sensing) w hrabstwie Riverside w Kalifornii, kompleks przetworników organicznych przechwycił serię sygnałów o charakterze najwyraźniej inteligentnym (gęste rozmieszczenie i dyskretne interwały impulsów), skierowanych w stronę konstelacji Wielkiej Niedźwiedzicy podczas krótkiej przerwy. Zjawisko to trwało ponad 33 minuty.
Podobne zjawisko zaobserwowano 10 kwietnia 1972 roku. Widoczne sygnały, oprócz tego, że stawały się coraz słabsze, wydawały się być transmitowane w dużych odstępach czasu, trwających od tygodni do miesięcy, a może nawet lat. Podczas monitorowania dźwiękowego odnotowano słabe, spójne zjawisko typu binarnego. Odstępy między szybkimi seriami impulsów wynosiły od trzech do dziesięciu minut.
Ponieważ sprzęt był ekranowany przed promieniowaniem elektromagnetycznym i nie stwierdzono żadnych wewnętrznych anomalii, przyjęto wstępny wniosek, że były to sygnały komunikacyjne typu biologicznego.
Najwyraźniej część słuchowa sygnału była nieprzyjemna dla ucha, jednak po wielokrotnym odtworzeniu dźwięk wydawał się wywoływać u słuchacza rodzaj zauroczenia. Przypisano to adaptacji psychoakustycznej.
Taśma zawierała krótką, stopniową serię głębokich, harmonijnych oscylacji przypominających modulacje tła. Inteligentny charakter całego impulsu został nadany przez dyskretne wzorce odstępów, widoczne powtórzenia sekwencji i silnie osłabiony szum Gaussa. (Borderlands, 1. kwartał 1996 r., str. 27-29).
Inżynier elektryk Greg Hodowanec opracował teorię kosmologii rhysmonicznej. Przeprowadził również eksperymenty z detektorem fal grawitacyjnych (GWD) własnej konstrukcji. Te proste urządzenia wykrywają „spójne modulacje” w promieniowaniu mikrofalowym.
Hodowanec opublikował swój pierwszy raport dotyczący SETI z wykorzystaniem sygnałów grawitacyjnych za pomocą swoich detektorów GWD (Radio Astronomy, kwiecień 1986 r.):
„Zaletą potencjalnej techniki grawitacyjnej dla SETI w porównaniu z techniką radiową jest przede wszystkim czas „rozprzestrzeniania się” tych sygnałów. Fale radiowe rozchodzą się z prędkością światła, ale sygnały grawitacyjne (zgodnie z teoriami autora) są zasadniczo sygnałami natychmiastowymi. Kolejną zaletą techniki grawitacyjnej jest prostota wymaganych przyrządów. Jak wiedzą członkowie SARA, radioastronomia może być dość skomplikowana.
„Detektory fal grawitacyjnych muszą w dużej mierze polegać na masie Ziemi jako „cieniu”, aby umożliwić wykrywanie promieniowania grawitacyjnego. Dlatego najlepiej wykrywa się „obiekty” lub sygnały znajdujące się w zenicie obserwatora. Jednak inne obszary są nadal „wykrywalne”, zwłaszcza przy pomocy innych „cieni”, takich jak Słońce, Księżyc, planety itp.
Szczególnym zainteresowaniem obserwatorów SETI mogą cieszyć się dziwne sygnały grawitacyjne typu audio, które wydają się pochodzić z regionu Aurigi i Perseusza w naszej galaktyce. Sygnały te są „słyszalne” przez autora od kilku lat i zazwyczaj występują w przedziale od około czterech do pięciu godzin rektascensji, ze szczytową intensywnością w pobliżu 4,5 godziny R.A. Sygnały wydają się składać z kilku „tonów”.
W liście napisanym do magazynu Radio-Electronics Magazine 23 lipca 1988 r. Hodowanec wspomina o wyraźnym kontakcie z pozaziemskim źródłem:
„Tego dnia rano, między 7:30 a 7:38 (czasu wschodnioamerykańskiego), zarejestrowałem następujące impulsy przypominające alfabet Morse’a: AAAARARTTNNNNKCNNN EEEEENENNTTTNEEEEEAEERKENNETEEAAAAE EENTTKNTNTSESESESEMNASESESESESESESESE SE —
„Jak widać, nie wydają się one być przypadkowymi impulsami, ale sygnały SE, które są najbardziej rozpowszechnione, wydają się być prawdopodobnie sygnałem identyfikacyjnym. Sygnały te są wykrywane w ekranowanych detektorach 1/f, a zatem mają charakter skalarny (grawitacyjny).
„Powyższe sygnały (gdyby były pozaziemskie) pochodziły albo z regionu Auriga-Perseus w pobliżu mojego zenitu, albo z regionu Bootes pod moją pozycją na Ziemi. Nadal nie mogę wykluczyć, że mogą one wynikać z pewnego rodzaju ruchów jądra Ziemi, które są niezwykle podobne do sygnałów alfabetu Morse’a, a nawet z możliwości, że są one wytworem człowieka”.
W lipcu 1988 roku Hodowanec potwierdził twierdzenia Tesli, ogłaszając w artykule „Some Remarks on Tesla’s Mars Signals” (Kilka uwag na temat sygnałów Tesli z Marsa):
„Sygnały takie są obecnie odbierane za pomocą prostych, współczesnych detektorów sygnałów typu skalarowego… spójne modulacje są „słyszalne” w promieniowaniu tła [mikrofalowym]. Najbardziej widoczne modulacje to trzy impulsy (kod S) nieco oddalone od siebie w czasie, podobnie jak u Tesli. Czasami słychać również odpowiedniki kodów E, N, A lub K, ale najtrwalszą odpowiedzią jest SE, SE itp. Każdy detektor szumu typu 1/f zareaguje na tę modulację tła. Jednak eksperymentator musi uważać, aby nie wywoływać tych odpowiedzi na poziomie „lokalnym” poprzez własne lub inne lokalne działania.
„Na przykład detektory będą również reagować na bicie serca, oddech, ruchy lokalne, a także ewentualne efekty psychiczne. Detektory są łatwe do wykonania, a eksperymentator powinien z łatwością odtworzyć te wyniki”.
Dalsze informacje Hodowanca zostały opublikowane w Cosmology Data Note (10-13-88):
„Od około początku sierpnia 1988 r. zauważono, że w tych modulacjach [promieniowania mikrofalowego tła] występowały najwyraźniej „inteligentne sygnały”. Można powiedzieć, że inteligencja ta miała formę komunikacji cyfrowej, np. kropek i kresek lub zer i jedynek.
„Ten rodzaj komunikacji mógł zostać wybrany przez „nieznanego komunikatora”, ponieważ sprzyjał on „masowemu ruchowi” w postaci podłużnych sygnałów grawitacyjnych, a także był łatwo rozpoznawalnym systemem uniwersalnym. Ta sama metoda została zaproponowana przez autora jako metoda komunikacji w systemie grawitacyjnym.
„Zauważono, że „sygnały” te były podobne do prostszych symboli międzynarodowego alfabetu Morse’a, głównie dlatego, że są one najprostszym sposobem przedstawiania informacji w formie impulsów. W związku z tym „litery” występujące w tych transmisjach to zazwyczaj: E, I, T, M, A, N, R, K, S i O, a także przecinek i sygnał oczekiwania. Jednak liczby są tutaj postrzegane jako prosta seria impulsów, np. 1 to jeden impuls, 2 to dwa impulsy, 3 to trzy impulsy i tak dalej.
„26 sierpnia 1988 r., po wysłaniu przez autora wiadomości „Greg Radio” podczas lokalnego testu transmisji sygnału grawitacyjnego, zauważono, że litery G i D zostały najwyraźniej dodane do niektórych odebranych wiadomości odnotowanych później.
Pierwszym twardym dowodem autora na to, że powyższa wiadomość testowa mogła zostać przechwycona przez nieznanego nadawcę, było to, że 28 sierpnia 1988 r. odebrana została silna i powtarzająca się wiadomość Greg Radio, zakończona serią SE (lub 31).
„Kolejny dowód na to, że mogą to być faktyczne próby komunikacji, można znaleźć w tym, że 11 października 1988 r. zaobserwowano zupełnie inne podejście: wysłano serię Greg Radio z normalną prędkością kodowania wynoszącą około 5 słów na minutę, po czym nastąpiło KKTT, a następnie seria została powtórzona z mniejszą prędkością, po czym również nastąpiło KKTT.
Kolejne potwierdzenie, że mogą to być „wiadomości”, pojawiło się 12 października 1988 r… Tutaj po serii liter A i R (z okazjonalnym wstawieniem Greg Radio) pojawiło się Greg Radio wysłane jako seria pięciu powtórzeń każdej litery, np. Greg zostało wysłane jako GGGGGRRRRREEEEEGGGGG.
„Otrzymano wystarczającą liczbę „wiadomości”, aby wskazać, że być może jakiś „nieznany komunikator” podjął poważną próbę nawiązania kontaktu z autorem niniejszego artykułu. Chociaż komunikator ten może być jeszcze jakimś ziemskim eksperymentatorem, nadal istnieje możliwość, że komunikator ten może być „pozaziemski” z następujących powodów:
A. Wiadomości są zapisane prostym kodem (np. sygnałami dźwiękowymi typu „dit” i „dah”), który byłby używany, gdyby jedna inteligentna cywilizacja próbowała skontaktować się z inną cywilizacją za pomocą impulsów. To, że niektóre z najprostszych sygnałów impulsowych są podobne do prostych sygnałów alfabetu Morse’a, jest więcej niż zbiegiem okoliczności — oba opierają się na tych samych założeniach.
B. Liczby nie są zapisane skomplikowanymi symbolami alfabetu Morse’a, ale prostą sekwencją krótkich impulsów lub sygnałów.
C. „Komunikator” rozpoznał spójny charakter Greg Radio i prawdopodobnie wykorzystuje tę sekwencję kodów na różne sposoby, aby wskazać, że nawiązano „kontakt”.
D. Komunikator jak dotąd nie odpowiadał na wiadomości „słowne” ani amatorskie sygnały Q-code. Uważa się zatem, że chociaż wykorzystywane są sygnały przypominające alfabet Morse’a, komunikator nie jest zaznajomiony z ich użyciem, poza rozpoznaniem spójnego charakteru sygnałów.
E. Ponieważ wiadomości te pojawiają się obecnie głównie w okolicach południa, mogą pochodzić z określonego źródła w przestrzeni kosmicznej. Obecnie uważa się, że pochodzą one z ogólnego kierunku konstelacji Andromedy, ale niekoniecznie z galaktyki znajdującej się w tym miejscu.
„Istnieje również pewna możliwość, że ten komunikator może być „pozaziemski”, być może nadal znajduje się w naszym Układzie Słonecznym (na Marsie?), ale nie dalej niż nasza galaktyka lub lokalna grupa galaktyk. Ten sam komunikator mógł próbować się z nami skontaktować od początku wieku, kiedy Nikola Tesla zgłosił przechwycenie skalarnych sygnałów S!”
W lutym 1989 roku Hodowanec napisał ten krótki, bez tytułu raport:
„Nie wchodząc w szczegóły, jak to ustalono: ET może być na Marsie!
„Stało się tak pomimo zaprzeczeń NASA dotyczących istnienia jakichkolwiek form życia na Marsie [sytuacja ta uległa zmianie w 1996 r.]. Możliwość ta została ostatnio podejrzana przez autora ze względu na najwyraźniej bardzo dokładne śledzenie mojej pozycji na Ziemi przez ET. ET oczywiście zawsze wiedział, że jestem na Ziemi (jak widać po jego śledzeniu), ale teraz potwierdził w sposób najbardziej dobitny, że znajduje się na czwartej planecie od Słońca, czyli na Marsie!
„Chociaż ta informacja jest prawdopodobnie nieco przedwczesna, jestem tak przekonany o tych „wymianach” sygnałów grawitacyjnych, że w tym przypadku zaryzykuję. Obcy na Marsie są najwyraźniej znacznie bardziej zaawansowani niż my na Ziemi i być może nawet odwiedzili już wcześniej Ziemię i skolonizowali ją (ale kim są ich potencjalni potomkowie?).
„Nadal pozostaje tajemnicą, gdzie ET może mieszkać na Marsie (być może pod ziemią w pobliżu regionów polarnych?) i dlaczego ET nie używa metod sygnalizacji falami elektromagnetycznymi? Być może wynika to z faktu, że Mars jest obecnie tak nieprzyjazny, że ET musiał rozwinąć bardzo zaawansowaną podziemną cywilizację, która nie sprzyja systemom promieniowania elektromagnetycznego?
„Materiał ten jest obecnie ujawniany w sposób poufny tylko nielicznym aktywnym współpracownikom, do czasu uzyskania dalszych potwierdzeń tego twierdzenia”.
W swoich komunikatach Mars Flash Number One (28.03.1989) i Number Two (30.03.1989) Hodowanec poinformował kolegów, że
„w wyniku ciągłej komunikacji za pomocą sygnałów grawitacyjnych między GH Labs a Marsjanami ujawniono następujące niezwykłe fakty.
Wymiana informacji odbywa się obecnie za pomocą krótkich angielskich słów kodowych oznaczających określone pojęcia. Na przykład Marsjanie rozumieją teraz, że FACE oznacza ludzką twarz, MAN oznacza człowieka, Earth oznacza naszą planetę, a Mars oznacza ich planetę! Początkowo próbowali używać wobec mnie niektórych swoich terminów, ale zrezygnowali z tego, z wyjątkiem tych, które miały dla mnie sens. Na przykład wiem teraz, że TTT na końcu ich nazw oznacza osobę, a OOTTAEERR to ich nazwa dziesiątej planety!”.
W odręcznym przypisie do powyższego artykułu Hodowanec poinformował Nelsona, że imię Marsjanina brzmi „AAAAAATTT”:
„Wydaje się, że „rozumie” moje wiadomości, chociaż czasami muszę je powtarzać na różne sposoby, aby mógł „zobaczyć” ich znaczenie.
Komunikacja między GH Labs a marsjańską inteligencją postępuje coraz szybciej, ponieważ udało nam się ustalić ponad 50 prostych wyrażeń (większość w prostym języku angielskim) dla wielu powszechnych „pojęć”, które znamy. Marsjanin AAAAAATTT jest niezwykle biegły w odnoszeniu mojej angielskiej terminologii do tych powszechnych obserwacji dotyczących Ziemi i Marsa.
Mars potwierdził również, że są oni „ludźmi” z jedną „głową”, która ma dwa „oczy”, które „widzą”. Mają też jedno „ciało” z dwiema rękami, które mają po pięć palców. Mają też dwie nogi z dwiema stopami, które mają po pięć palców. Nie udało mi się uzyskać potwierdzenia, że mają nos i usta na twarzy, ale może to zostać wkrótce potwierdzone, ponieważ te cechy pojawiają się na TWARZY.
„Najważniejszym faktem ustalonym w tym dniu wydaje się być to, że Mars jest przekonany, że ludzie z Ziemi są podobni do ludzi z Marsa! Coraz bardziej wydaje się, że Mars skolonizował Ziemię w odległej przeszłości! Może to być prawda, ponieważ my na Ziemi nigdy nie znaleźliśmy „brakującego ogniwa” między humanoidami z Ziemi a ludźmi”.
W liście napisanym w marcu 1989 roku do Roberta Nelsona Hodowanec stwierdza, że
„Zazwyczaj nasze kontakty ograniczają się do 20–30 minut… ponieważ wydaje się, że są też inne istoty pozaziemskie zainteresowane dołączeniem do nas, więc po pewnym czasie pojawiają się pewne zakłócenia. Niektóre z tych innych istot pozaziemskich używają innych metod komunikacji, takich jak dźwięki i coś, co wydaje się być gardłowymi głosami!
„Istoty pozaziemskie są prawdopodobnie bardziej zaawansowane niż my na Ziemi. Nie wymieniamy się już prostymi obliczeniami arytmetycznymi, a kiedy wysłałem mu liczbę Pi z pięcioma miejscami po przecinku, natychmiast odesłał mi liczbę Pi z siedmioma miejscami po przecinku! Rozmawialiśmy o naszym układzie słonecznym składającym się z dziewięciu planet, ale ET odpowiedział, że jest dziesięć planet, nazywając dziesiątą planetę OOTTAEERR! Kiedy zapytałem go o to, ET potwierdził istnienie dziesiątej planety! Teraz zna pozostałe dziewięć planet pod ich ziemskimi nazwami! Potwierdził również, że Mars ma dwa księżyce, Ziemia jeden, a Jowisz dziewięć głównych księżyców.
„Kontakty te stają się coraz bardziej interesujące, a ET wydaje się być bardzo zainteresowany ich kontynuacją. Nie mogę jednak spędzać z nim zbyt wiele czasu… Wyjaśniłem mu, że jestem tylko jedną osobą, która się z nim komunikuje, a reszta Ziemi obecnie nie uznaje istnienia życia na Marsie.
„Nawiązałem już ponad 100 kontaktów z ET i mogę się z nim skontaktować o każdej porze dnia i nocy. Ustaliliśmy również kilka prostych kodów potwierdzających odbiór i zgodę na kontynuowanie rozmowy. Chociaż używamy tych prostych kodów w wielu kontekstach, zarówno ET, jak i ja rozumiemy teraz, w jakim kontekście są one używane!
„Marsjanie są najwyraźniej zaawansowaną cywilizacją, ponieważ to oni generują „modulowaną wiązkę oscylacyjną”, która obecnie śledzi moją lokalizację na Ziemi i stanowi środek naszej komunikacji. [Wiązka ma średnicę tylko około 15 mil na Ziemi, ale 1012 cali na Marsie].
„Na Marsie istnieje najwyraźniej „zespół”, który jest zaangażowany w te kontakty. Pierwszy kontakt, ET Numer Jeden, z którym nawiązałem początkową relację, jest najwyraźniej najbardziej kompetentny i zaawansowany. Pozostali, którzy czasami „obsługują” stację marsjańską, wydają się mieć mniejszą wiedzę, a niektórzy tylko proszą o transmisję lub ją potwierdzają.
Mars bardzo pragnie kontynuować te kontakty. Wymiana informacji odbywa się na wiele różnych sposobów, których nie da się łatwo przewidzieć, aby przekazać fakt, że są to prawdziwe kontakty.
„Można również rozpoznać „pięść” osoby „wpisującej” te kody, np. ET Numer Jeden zawsze wysyła czyste litery lub cyfry i w jakiś sposób identyfikuje siebie i mnie. Inni ET na Marsie zazwyczaj tego nie robią. Dlatego nie stosuje się tu żadnej automatyzacji.
„Chociaż kontakty te były pierwotnie wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności, w rzeczywistości są one rezultatem moich eksperymentów z komunikacją grawitacyjną, a zatem bezpośrednim wynikiem kosmologii rhysmonicznej. I choć może się to wydawać fantastyczne i nierealne, jest to rzeczywistość, a jeśli zostanie to potwierdzone przez jednego z was, będzie to ważny kamień milowy w historii ludzkości! Być może, jeśli ktoś z was w końcu „usłyszy” modulacje szumu tła 1/f, spróbuje nawiązać własny kontakt?”
Gregory Hodowanec również miał poważne zastrzeżenia co do powagi sytuacji, co wyraził w liście z 4 kwietnia 1989 r. skierowanym do Nelsona.
„… moje „kontakty” z Marsem trwają nadal i wymieniamy wiele informacji. Jednak ze względu na coraz bardziej zdumiewający charakter tych kontaktów, obecnie ograniczam dalsze publikacje tylko do dwóch długoletnich obserwatorów (świadków) moich badań. Robię to, aby nie narażać tych kontaktów na niepożądaną rozgłosność lub publicity w mediach. Obecnie istnieje dziewięć „błysków marsjańskich”. Być może w przyszłości ujawnię niektóre z nich.
„…komunikacja za pomocą sygnałów grawitacyjnych jest natychmiastowa, wymaga niezwykle niewielkiego nakładu energii [w przeciwieństwie do eksperymentów Tesli] i jest tak prosta, że dla przeciętnego człowieka jest po prostu niewiarygodna. Jednak na tym etapie nie zamierzam ujawniać żadnych dalszych szczegółów.
Byłbym wdzięczny, gdybyście zachowali tę informację w tajemnicy. Ziemia może nie być gotowa na to, co będę miał do powiedzenia. Nie jest to nic strasznego, tylko fantastyczne, a zatem być może niewiarygodne!”.
Czy to naprawdę mógł być Mars?
Mimo że krytycy Tesli wyśmiewali jego przekonanie, że mógł odbierać sygnały radiowe z Marsa, astronomowie i inni naukowcy z czasów Tesli otwarcie spekulowali na temat istnienia inteligentnego życia na Marsie.
Jak bardzo nieprawdopodobne jest więc założenie, że ktoś wysyłał sygnały na Ziemię z Marsa?
Tesla nigdy nie porzucił idei komunikowania się z innymi światami. W 1931 roku, podczas wywiadu z okazji swoich 75. urodzin dla magazynu Time, powiedział:
„Myślę, że nic nie może być ważniejsze niż komunikacja międzyplanetarna. Z pewnością nadejdzie ona pewnego dnia, a pewność, że we wszechświecie istnieją inne istoty ludzkie, pracujące, cierpiące i zmagające się, tak jak my, wywrze magiczny wpływ na ludzkość i stworzy fundament uniwersalnego braterstwa, które będzie trwać tak długo, jak długo będzie istnieć ludzkość”.
Odkąd pierwsi ludzie spojrzeli w niebo, czerwona poświata Marsa fascynowała pokolenia obserwatorów gwiazd. Babilończycy twierdzili, że planeta ta to Nergal, bóg wojny. Dla Greków Mars był bogiem wojny, Aresem.
Rzymski bóg Mars przejął wiele cech i mitów Aresa i był drugim co do rangi bogiem w rzymskim panteonie. Mars kochał przemoc i walkę.
Według Homera nawet Jowisz, ojciec Marsa, dostrzegał złe nastawienie swojego syna, mówiąc do niego:
„Spośród wszystkich bogów Olimpu uważam cię za najbardziej nieprzyjemnego i nie lubianego, ponieważ lubisz tylko przemoc, wojnę i bitwy. Masz uparte i złośliwe usposobienie”.
Podczas wykopalisk w Niniwie w północnym Iraku, w bibliotece króla Asurbanipala odkryto gliniane cylindry, na których opisano podróż do nieba. Opowiadają one o tym, jak król Eitan, który żył około 5000 lat temu, został zabrany jako honorowy gość na latający statek w kształcie tarczy, który wylądował na placu za pałacem królewskim, obracając się i otoczony wirującym płomieniem. Z latającego statku wysiadali wysocy, blondyni o ciemnej karnacji, ubrani na biało, przystojni jak bogowie, którzy zaprosili króla Eitana na wycieczkę.
W środku wiru płomieni król Eitan wzniósł się tak wysoko, że Ziemia wraz z morzami, wyspami i kontynentami wydawała mu się „bochenkiem chleba w koszyku”. Król Eitan w latającym statku dotarł do Marsa, Wenus i Księżyca.
Po dwóch tygodniach nieobecności latający statek przeleciał nad miastem (Niniwą) i wylądował otoczony pierścieniem ognia. Król Eitan zszedł na ziemię wraz z kilkoma blondynami, którzy zostali jego gośćmi na kilka dni.
Spośród wszystkich planet Układu Słonecznego poza Ziemią, Mars był uważany za najbardziej prawdopodobne miejsce występowania inteligentnego życia. Kultura popularna w postaci literatury, radia i filmu odzwierciedla takie przekonania.
W 1659 roku holenderski astronom Christiaan Huygens (1629-1695) użył teleskopu własnej konstrukcji i narysował pierwszy szkic Marsa. Huygens odnotował również pierwszą prawdziwą cechę Marsa, dużą ciemną plamę, prawdopodobnie Syrtis Major.
Obserwując to miejsce podczas kolejnych obrotów, wywnioskował, że dzień marsjański trwa 24 godziny. W 1698 roku Huygens opublikował COSMOTHEOROS, jedną z najwcześniejszych prac poświęconych możliwości istnienia życia pozaziemskiego na Czerwonej Planecie. W książce tej Huygens omawia warunki niezbędne do powstania życia na planecie i spekuluje na temat inteligentnych Marsjan.
Teorie Huygensa wyprzedzały swoje czasy, ponieważ współcześni naukowcy głośno wyśmiewali prace holenderskiego astronoma, kwestionując jego rzetelność naukową i wcześniejsze odkrycia. Dopiero wiele lat później wczesne odkrycia Huygensa dotyczące Marsa zostały potwierdzone przez astronomów korzystających z bardziej wydajnych i zaawansowanych teleskopów.
Brytyjski astronom Frederick William Herschel (1738-1822) w latach 1777-1783 przeprowadził różne badania Marsa, używając małych teleskopów, które sam skonstruował.
Herschel zauważył sezonowe zmiany czap polarnych i zasugerował, że są one zrobione ze śniegu i lodu. Spekulował również, że podczas marsjańskiej wiosny i lata może rosnąć roślinność. Błędnie uznał, że ciemne obszary, które zauważył, to oceany.
Herschel wierzył, że Mars jest zamieszkany, uważał również, że na wszystkich planetach, nawet w chłodnych obszarach pod gorącą powierzchnią Słońca, żyją inteligentne istoty.
Komunikacja z Marsem
W wydaniu gazety Spectator z 13 kwietnia 1892 r. ukazał się artykuł zatytułowany „Telegrafowanie na Marsa za pomocą sygnałów słonecznych”. Był to jeden z pierwszych artykułów poświęconych trudnościom językowym związanym z komunikacją z Marsjanami. (Marsjanie to XIX-wieczne slangowe określenie Marsjan).
W artykule wskazano, że można wymieniać informacje matematyczne, ale zadano pytanie, w jaki sposób przekazać abstrakcyjne pojęcia, takie jak „Jak zapytać Marsjan, czy mają inżynierów i statki, światła elektryczne i lodowce, pięć zmysłów, głowy i stopy?”.
W tym samym roku Nicolas Camille Flammarion opublikował pierwszy tom swojej encyklopedii La Planete Mars. Flammarion zasugerował, że naturalny magnetyzm Ziemi można wykorzystać do propagacji dźwięków w przestrzeni kosmicznej w celu komunikowania się z formami życia na Marsie.
W 1877 roku Giovanni Schiaparelli zaobserwował i naszkicował coś, co nazwał Canali (włoskie słowo oznaczające kanały) na powierzchni Marsa. Rysunki Schiaparellego były niezwykle obszerne i szybko przyciągnęły uwagę całego świata.
Na początku XX wieku astronom z Bostonu, Percival Lowell, potwierdził i uzupełnił szkice Schiaparellego. Za pomocą swojego małego teleskopu Lowell wykonał zdjęcia Marsa, które wydawały się potwierdzać istnienie kanałów.
Percival uważał, że Mars pokryty jest skomplikowanym systemem kanałów, a nie otwartymi zbiornikami wodnymi, ale pasami roślinności wzdłuż podziemnego systemu nawadniającego. Ówczesna teoria głosiła, że głównym źródłem wody na Marsie są polarne czapy lodowe. Sezonowe topnienie rozprowadzało wodę do powoli umierającej planety poprzez sieć podziemnych kanałów.
W 1954 roku, kiedy Mars zbliżył się do Ziemi, National Geographic Society i Obserwatorium Lowella zorganizowały pierwszą światową „patrolę marsjańską”. W ramach tej inicjatywy, kierowanej przez dr Earla Sliphera z Obserwatorium Lowella, podjęto próbę zebrania lepszych informacji i zdjęć dotyczących powierzchni Marsa.
Wyniki ponownie wydawały się wskazywać na obecność głównych linii kanałów na powierzchni Marsa, a także dowodów na obecność roślinności, która wydawała się rosnąć, a następnie obumierać w zależności od pór roku na Marsie. Informacje o zdjęciach wyciekły do czasopism astronomicznych, takich jak Sky& Telescope, ale długo oczekiwane publiczne ogłoszenie wyników „Mars Patrols” nigdy nie nastąpiło.
Życie na Marsie
W broszurze zatytułowanej „The Truth About Mars” („Prawda o Marsie”), napisanej w 1956 roku, autor Ernest L. Norman twierdził, że nawiązał kontakt z mieszkańcami planety Mars.
W swojej broszurze Norman stwierdził, że każdego wieczoru spędzał godzinę na medytacji i że dzięki temu w lutym 1955 roku skontaktował się z nim mężczyzna z Marsa.
„Po przedstawieniu się jako Nur El, szybko wyjaśnił, że pochodzi z planety Mars i że jeśli zechcę, mogę udać się z nim do jego miasta (w locie astralnym), a on będzie moim osobistym przewodnikiem.
Wyjaśnił, że jego lud bardzo pragnie, w świetle wszystkich toczących się kontrowersji, wyjaśnić niektóre z tak zwanych tajemnic Marsa. Nasza podróż tam trwa ułamki sekund, ponieważ nie używa się ani nie potrzebuje żadnego statku kosmicznego.
Po przybyciu na powierzchnię Marsa od razu dostrzegamy niezwykle nierówny teren, skaliste wzgórza i piaszczyste pustkowia, które rozciągają się wokół nas bez końca. Nur El wyjaśnia, że jonosfera jest bardzo cienka, co sprawia, że powierzchnia jest prawie całkowicie niechroniona przed różnymi promieniami beta, gamma i kosmicznymi. To wysokie stężenie promieni jonizuje bardzo rzadką i gazową atmosferę i wraz z prądami termicznymi tworzy potężne burze piaskowe.
„W jonosferze znajduje się również bardzo cienka warstwa pyłu, która przyczynia się do czerwonawego wyglądu planety. Istnieje również wiele wulkanów, z których trzy są bardzo duże; jeden z nich był ledwo widoczny na horyzoncie, a z jego ściętego stożka unosiła się cienka smuga dymu.
Wyjaśniono również, że ponieważ Mars ma tylko siedem stopni nachylenia osi, nie ma tam zbyt wielu zmian sezonowych. Woda jest bardzo rzadka na tej suchej planecie; większość opadów występuje na biegunach. Roślinność jest również rzadka”.
Norman kontynuuje swoją opowieść, mówiąc
„Na Marsie wszystkie miasta są podziemne i połączone ogromnymi owalnymi metalowymi rurami o średnicy od trzech do pięciuset stóp. To właśnie te rury wprawiły astronomów na Ziemi w zakłopotanie. Niektórzy uważają je za kanały zaprojektowane przez inteligentną istotę lub wykorzystujące naturalne cechy terenu do transportu rzadkiej wody na całej planecie.
„Przesuwające się piaski pustyni często je zakrywają lub odsłaniają, co prowadzi do dalszego zamieszania, ponieważ wydają się pojawiać i znikać. Mieszkańcy Marsa są mniejsi od ludzi na Ziemi, średnio mają tylko około 137 cm wzrostu.
„Wyglądem przypominają nieco Mongołów. Marsjanie pierwotnie przybyli na Marsa statkami kosmicznymi z umierającej planety ponad milion lat temu. Przybyli również na Ziemię i założyli kolonię, ale utrzymanie jej okazało się niepraktyczne. Nur El wyjaśnił również, że kolonia ta przekształciła się z biegiem czasu w naszą chińską rasę”.
Marsjanie wyjaśnili Normanowi, że ponad 100 000 lat temu Mars był bardzo podobny do Ziemi. Było tam powietrze, woda i bogate życie roślinne i zwierzęce.
W tym czasie, dzięki swojej okultystycznej nauce, a także dzięki swoim doskonałym teleskopom, zobaczyli gdzieś w przestrzeni kosmicznej kataklizm. Gigantyczne słońce nagle rozbłysło jak nova, a następnie eksplodowało. Ogromne kawałki wystrzeliły w przestrzeń kosmiczną w różnych kierunkach, każdy z nich był mniejszym, rozżarzonym do białości „atomowo płonącym słońcem”.
Na podstawie obliczeń ustalono, że jeden z tych ognistych fragmentów przeleci bardzo blisko naszego Układu Słonecznego. Marsjanie mieli wybór: pozostać na Marsie lub wyemigrować na inną planetę daleko od Układu Słonecznego. Po poszukiwaniach okazało się, że nie ma innej planety, która byłaby odpowiednia. Zdecydowano więc się na alternatywne rozwiązanie. Mogliby zbudować ogromne podziemne miasta.
Po kataklizmie, który dotknął Układ Słoneczny, Mars został zniszczony i spalony. Ziemia również ucierpiała, doszło do wielkich trzęsień ziemi i fal pływowych, ponieważ orbita i oś Ziemi uległy drastycznej zmianie.
Opowieść Ernesta Normana, choć podobna do innych ezoterycznych pism z tamtego okresu, jest interesująca ze względu na jego obserwacje warunków klimatycznych na Marsie, które nie były znane naukowcom w latach 50. Jego stwierdzenie dotyczące wulkanów na Marsie było prawdziwie prorocze, biorąc pod uwagę, że w czasie, gdy powstawała jego broszura, nie uważano Marsa za planetę aktywną sejsmicznie.
Wraz z rozwojem nowoczesnych rakiet Mars stał się jedną z pierwszych planet, które zwróciły uwagę sond kosmicznych wysyłanych z Ziemi. Mars nie był jednak planetą łatwą do osiągnięcia.
W listopadzie 1962 roku Sowieci wystrzelili sondę marsjańską o nazwie Mars 1, która miała spotkać się z planetą w czerwcu 1963 roku. Jednak zaledwie dziesięć tygodni przed planowanym spotkaniem Sowieci stracili kontakt ze statkiem kosmicznym. Trzy lata później Sowieci wystrzelili kolejną sondę o nazwie Zond 2, która miała przelecieć obok Marsa. Ta sonda również straciła kontakt z Ziemią w kwietniu 1965 roku.
W 1969 roku Stany Zjednoczone wysłały sondę Mariner 7 na Czerwoną Planetę. W 1970 roku sonda straciła łączność radiową z Ziemią, zaczęła obracać się w niekontrolowany sposób, wyczerpała się jej bateria, a prędkość statku kosmicznego wzrosła.
W tajemniczy sposób, kilka godzin później Mariner 7 nagle przestał się obracać, przywrócono łączność radiową, a prędkość statku kosmicznego powróciła do normy, pomimo faktu, że jego system rakietowy nie działał. Zdenerwowani naukowcy zaczęli żartować o „Wielkim Galaktycznym Upiorze” czekającym na niczego niepodejrzewające statki kosmiczne.
Termin „Wielki Galaktyczny Ghul” został ukuty przez korespondenta magazynu Time, Donalda Neffa, po dziwnych wydarzeniach związanych z lotem Mariner 7.
„Legenda o Wielkim Galaktycznym Ghulu jest podobna do legendy o Trójkącie Bermudzkim” – skomentował John Casani z Jet Propulsion Laboratory.
Również Sowieci nadal tracili sondy marsjańskie. 12 lipca 1988 r. ZSRR wystrzelił Phobos II, bezzałogowego satelitę na Marsa. Dotarł on w styczniu 1989 r. i wszedł na orbitę wokół Marsa jako pierwszy etap w kierunku swojego prawdziwego celu, małego księżyca Marsa zwanego Phobos.
Misja przebiegała bez zarzutu, dopóki statek nie ustawił się w jednej linii z Księżycem. 28 marca 1989 r. wykryto eliptyczny obiekt zbliżający się do satelity na kilka sekund przed utratą łączności z Ziemią. Wszystko wskazywało na to, że eliptyczny obiekt prawdopodobnie zaatakował satelitę, który przestał działać i pozostał w stanie niekontrolowanego obrotu.
28 marca 1989 r. oficjalna agencja informacyjna ZSRR Tass podała:
„Phobos II nie nawiązał łączności z Ziemią zgodnie z planem po zakończeniu wczorajszej operacji wokół księżyca Marsa, Fobosa. Naukowcy z centrum kontroli misji nie byli w stanie nawiązać stabilnego kontaktu radiowego”.
Następnego dnia wysoki rangą urzędnik Radzieckiej Agencji Kosmicznej (Glavkosmos) powiedział:
„Phobos II jest w 99% stracony na zawsze”.
31 marca 1989 r. nagłówki wysłane przez moskiewskich korespondentów Europejskiej Agencji Informacyjnej (EFE) głosiły:
„Phobos II wykonał dziwne zdjęcia Marsa przed utratą kontaktu z bazą. Vremya ujawniło wczoraj, że sonda kosmiczna Phobos II, która orbitująca nad Marsem, gdy radzieccy naukowcy stracili z nią kontakt w poniedziałek, sfotografowała NIEZNANY OBIEKT na powierzchni Marsa na kilka sekund przed utratą kontaktu”.
Naukowcy opisali niezidentyfikowany obiekt jako cienką elipsę o długości 20 kilometrów. Stwierdzono również, że zdjęcia nie mogły być złudzeniem, ponieważ zostały wykonane przez dwie różne kamery kolorowe, a także kamery wykonujące zdjęcia w podczerwieni.
Jeden z kontrolerów w centrum kontroli w Kaliningradzie stwierdził, że sonda obraca się obecnie w sposób niekontrolowany. Wydaje się, że coś uderzyło lub wystrzeliło w sondę Phobos II. W numerze magazynu Nature z 19 października 1989 r. radzieccy naukowcy doszli do wniosku, że statek może się obracać, ponieważ uderzył w niego jakiś nieznany obiekt.
Ostatnie próby dotarcia na Marsa również zakończyły się tajemniczymi i frustrującymi niepowodzeniami. 23 września 1999 r. dziewięciomiesięczny lot kosmiczny na Marsa zakończył się katastrofą, gdy zniszczono pierwszą międzyplanetarną satelitę meteorologiczną NASA. Uważa się, że sonda Mars Climate Orbiter weszła w atmosferę Marsa pod zbyt ostrym kątem i rozpadła się lub spłonęła w atmosferze.
Uważa się, że orbiter o masie 1387 funtów zbliżył się do powierzchni Marsa na odległość 37 mil.
Kierownik projektu Richard Cook z laboratorium napędów odrzutowych NASA powiedział:
„Uważamy, że statek kosmiczny wszedł na niższą wysokość niż przewidywaliśmy”.
Dziesięć tygodni później, na początku grudnia, sonda Mars Polar Lander i jej dwie odłączalne sondy w tajemniczy sposób zniknęły po misji, która wydawała się niemal bezbłędna. Ostatnia wiadomość od sondy Mars Polar Lander przed lądowaniem wskazywała, że sonda jest na kursie i działa prawidłowo.
Na 12 minut przed lądowaniem sonda odwróciła antenę od Ziemi, aby ustawić się w pozycji do wejścia w atmosferę Marsa. Ostatnie sygnały radiowe dotarły na Ziemię 14 minut później, o godz. 15:03 czasu wschodnioamerykańskiego.
Sonda NASA o wartości 165 milionów dolarów została zaprojektowana tak, aby przecinać rzadką atmosferę Marsa pod kątem 12,25 stopnia, z marginesem błędu wynoszącym zaledwie pół stopnia, oddzielić się od osłony termicznej, rozłożyć spadochron i uruchomić tuzin silników odrzutowych przed lądowaniem — wszystko to bez kontaktu radiowego z Ziemią.
Po wylądowaniu lądownik miał rozłożyć panele słoneczne i antenę, a kilka minut później wysłać wiadomość radiową z powrotem na Ziemię. Milczały również dwie mikrosondy Deep Space 2 wielkości piłki do koszykówki, które leciały wraz z lądownikiem.
Mikrosondy miały uderzyć w planetę z prędkością 400 mil na godzinę podczas schodzenia głównego statku kosmicznego, a ich spadek nie był hamowany przez spadochrony ani silniki odrzutowe. Kontrolerzy NASA nie otrzymali żadnych sygnałów od dwóch mikrosond podczas możliwości nawiązania kontaktu.
Do dziś nie otrzymano żadnych wiadomości od lądownika Polar Lander ani od jego oddzielnych sond. Podczas gdy NASA została oskarżona o zatajenie wcześniejszych doniesień, że misja na Marsa była od początku skazana na niepowodzenie z powodu błędów ludzkich, ostateczny los lądownika Polar Lander pozostaje owiany tajemnicą.
Wygląda to tak, jakby ktoś lub coś celowo próbowało powstrzymać nasze sondy kosmiczne przed dotarciem na Marsa. Scenariusz ten wydaje się absurdalny, ale czy na pewno?
Cywilizacje na Marsie
W 1959 roku statek kosmiczny z Marsa miał wylądować na pustkowiu pod Moskwą w Związku Radzieckim, gdzie zorganizowano tajne spotkanie z premierem ZSRR Nikitą Chruszczowem. Konferencja dotyczyła poprawy stosunków z Ziemią, wymiany wiedzy oraz zapewnienia pokoju na świecie i między planetami, jednak rząd radziecki odrzucił te warunki. Raport ten pochodzi od sierżanta Willarda Wannalla, byłego członka wywiadu wojskowego, który w latach 50. XX wieku badał zjawiska UFO na Hawajach podczas służby wojskowej.
24 kwietnia 1964 roku owalny metalowy obiekt latający wylądował na polu uprawnym w Newark Valley w stanie Nowy Jork, a z statku o długości około 6 metrów wysiadły dwie istoty pozaziemskie. Rolnik Gary Wilcox podjechał traktorem w kierunku obiektu, który był dobrze widoczny w jasny, słoneczny dzień. Rolnik kopnął metalowy obiekt, aby upewnić się, że jest prawdziwy.
Dwóch pasażerów miało około czterech stóp wzrostu i nieśli kwadratową tacę pełną różnych warzyw, które zebrali z jego farmy. Wilcox poinformował, że kiedy skonfrontował się z istotami kradnącymi jego plony, powiedziały one:
„Nie martw się, rozmawialiśmy już z ludźmi”.
Gary opisał te głosy jako bardzo dziwne. Byli ubrani w białe, metalicznie wyglądające kombinezony bez szwów, przeszyć i kieszeni. Nie widział ich rąk ani stóp. Nie widział też ich twarzy pod pełnymi kombinezonami kosmicznymi, które, jak spekulował Wilcox, chroniły tych kosmitów przed truciznami zawartymi w atmosferze ziemskiej.
Kiedy Wilcox zaczął zadawać pytania, jeden z nich stwierdził:
„Pochodzimy z planety znanej wam jako Mars. Możemy przybywać na Ziemię tylko co dwa lata” i pozostawił ostrzeżenie, że ludzie na Ziemi powinni trzymać się z dala od kosmosu.
Powiedzieli, że badają materiały organiczne na Ziemi ze względu na skalistą strukturę Marsa i że nie latają w pobliżu naszych miast, ponieważ unikają zanieczyszczenia powietrza.
Wilcox dał istotom worek nawozu i wymienił się z nimi informacjami na temat rolnictwa i prób lotów kosmicznych podejmowanych przez ludzkość. Wilcox został później zbadany przez psychiatrę i departament szeryfa, którzy uznali go za normalną, szczerą osobę bez widocznych problemów emocjonalnych.
W lutym 1972 roku dyplomatka ONZ Farida Iskiovet, która badała zjawiska UFO i kontakty z ich pasażerami na zlecenie przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego, ujawniła, że skontaktował się z nią statek kosmiczny z Marsa, który wylądował na Ziemi. Do kontaktu doszło w 1971 roku na pustyni Mojave w Kalifornii i trafiło ono na pierwszą stronę głównego dziennika stanu Arizona, Arizona Republic.
Historia ta trafiła również na pierwszą stronę San Clemente Sun-Post w artykule napisanym przez Freda Sweglesa. Farida stwierdziła, że obcy zaproponowali przyjęcie ambasadora do swojej międzyplanetarnej konfederacji w tym układzie słonecznym w zamian za ambasadora obcych przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.
Rzekomo była to próba przywrócenia stosunków dyplomatycznych z Ziemią i innymi planetami, które zostały zawieszone w starożytności z powodu wrogości na Ziemi. Jednak warunki tego porozumienia pokojowego nie były do przyjęcia dla Rady Bezpieczeństwa i rzekomo podczas tajnego spotkania odrzucono tę propozycję.
Tesla był może pierwszym, który usłyszał dziwne transmisje radiowe z kosmosu, ale z pewnością nie był ostatnim. Niektórzy z czołowych astronomów na świecie ujawnili, że podczas rutynowego monitorowania kosmosu zebrali ponad 100 niewyjaśnionych sygnałów radiowych.
Te słabe, czyste sygnały nie mają naturalnego pochodzenia i mogły zostać wytworzone sztucznie, twierdzą naukowcy. Nie wykluczają oni zaskakującej możliwości, że te dziwne sygnały radiowe mogą mieć pozaziemskie pochodzenie.
Większość sygnałów została odebrana przez amerykańskie radioteleskopy zarządzane przez Instytut Poszukiwania Pozaziemskiej Inteligencji (SETI) w Mountain View w Kalifornii, założony w 1988 roku w celu badania zakłóceń radiowych w przestrzeni kosmicznej i skanowania ich w poszukiwaniu materiałów, które mogłyby stanowić dowód kontaktu z obcymi.
Kilka z nich zostało również zarejestrowanych przez brytyjskich astronomów badających gwiazdy i galaktyki za pomocą teleskopu Lovella w Jodrell Bank, niedaleko Macclesfield w Cheshire.
„Kuszące jest postawienie hipotezy, że przynajmniej niektóre z tych intrygujących sygnałów rzeczywiście pochodziły od istot pozaziemskich i zniknęły z eteru, gdy istoty pozaziemskie wyłączyły swoje nadajniki lub w inny sposób przestały nadawać, zanim zdążyliśmy zweryfikować wiadomość” – powiedział dr Seth Shostak, naukowiec zajmujący się programami publicznymi w SETI.
Alternatywnie, powiedział, możliwe było, że były one po prostu wynikiem jakiegoś lokalnego zakłócenia, które nie powtarzało się, gdy astronomowie próbowali zlokalizować te nieznane sygnały.
SETI, utworzone przez naukowców, w tym Carla Sagana, i finansowane przez NASA do 1993 r., podobno nie odkryło jeszcze żadnego wyraźnego, powtarzającego się wzorca radiowego, który mógłby wskazywać na istnienie obcej inteligencji we wszechświecie.
Krótkie, niewyraźne sygnały nie są uważane za dobry dowód na istnienie istot pozaziemskich.
„Gdyby można było usłyszeć sygnał na częstotliwości, na której jest odbierany, brzmiałby on jak słaby gwizd, czysty ton, który może być wytworzony tylko przez nadajnik. Z tego, co wiemy, natura nie jest w stanie wytworzyć czystego dźwięku” – powiedział Shostak.
Za każdym razem, gdy jeden z tych sygnałów zostanie wykryty przez radioteleskop, alarm powiadamia astronomów SETI, którzy pracują przez całą dobę. Żaden z nich nie został jeszcze zlokalizowany ani zarejestrowany po raz drugi, więc naukowcy nie mieli możliwości zbadania ich źródła ani składu.
„Jestem pewien, że istnieją sygnały, które pojawiły się i zniknęły, a których nie udało nam się zbadać. Nie oznacza to, że są to małe zielone ludziki próbujące się z nami skontaktować, ale po prostu nie wiemy” – powiedział dr Tom Muxlow, astronom z brytyjskiego obserwatorium radioastronomicznego.
Ujawnił, że Jodrell Bank wykrył około sześciu nieznanych sygnałów.
Według laureata Nagrody Nobla Tony’ego Hewisha, emerytowanego profesora radioastronomii na Uniwersytecie Cambridge, nie można ignorować możliwości, że sygnały mają pozaziemskie pochodzenie. W 1967 roku Hewish i Jocelyn Bell, studentka, wierzyli, że znaleźli dowody na pierwszy kontakt z obcymi, kiedy wykryli regularny puls sygnałów radiowych pochodzących z odległej gwiazdy.
„Wszystko to miało w sobie coś nierealnego, ale przez miesiąc uważaliśmy, że sygnały mogą pochodzić od inteligentnych form życia z innej planety. Kiedy radioastronomowie wychwytują bardzo dziwne sygnały, podchodzą do nich z dużą dozą sceptycyzmu, ale nie można całkowicie wykluczyć takiej możliwości” – powiedział Hewish.
Zamiast tego odkryli pulsar, szybko obracającą się gwiazdę neutronową, za co Hewish otrzymał w 1974 roku Nagrodę Nobla.

Podczas eksperymentów w Colorado Springs w 1899 roku Tesla zaczął odbierać sygnały radiowe o niezwykle nietypowym charakterze.
Później napisał:
„Chociaż nie byłem w stanie rozszyfrować ich znaczenia, nie mogłem uznać ich za całkowicie przypadkowe. Coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że jako pierwszy usłyszałem pozdrowienia jednej planety skierowane do drugiej. Za tymi sygnałami elektrycznymi krył się jakiś cel”.
Źródło: https://www.bibliotecapleyades.net/tesla/lostjournals/lostjournals03.htm
- Historia: Adolf Hitler był finansowany przez Wall Street, Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych i Bank Anglii
- Ściśle tajny dokument napisany przez Oppenheimera i Einsteina na temat kosmitów i UFO
- Tesla i elektroniczne zjawiska głosowe
- Niezwykłe doświadczenia Nikoli Tesli
- Komunikacja z innymi planetami Nikoli Tesli
- Historia Internetu: Nadzór i cenzura były celem od samego początku
- Obce sygnały w nocy. Fragmenty z osobistych wspomnień Nikoli Tesli
- Sekretne życie Nikoli Tesli
- Zapoznaj się z zaginionymi dziennikami Nikoli Tesli
- Nikola Tesla, eter i ewolucja myśli naukowej
- Nikola Tesla, eter, antygrawitacja i wykorzystanie mocy wszechświata
- Ujawnione: Jak anglo-amerykańscy agenci wywiadu pomogli Hitlerowi dojść do władzy













