
Wiele mówi się o niesamowitej zdolności Tesli do wizualizacji obrazów z jego umysłu. Ten talent pojawiał się głównie mimowolnie i często w nieodpowiednich momentach. Kiedy był młodszy, Tesla martwił się, że cierpi na jakąś formę szaleństwa, gdy pojawiały się jego wizje. Później zdał sobie sprawę, że ta szczególna cecha była darem i podstawą wszystkich jego wynalazków.
Wizje Tesli były tak żywe, że czasami nie był pewien, co jest rzeczywistością, a co wyobraźnią. Obrazom tym często towarzyszyły silne błyski światła. Machał ręką przed oczami, aby ustalić, czy obiekty znajdują się tylko w jego umyśle, czy też na zewnątrz.
W 1919 roku Tesla napisał o tych obrazach i swoich wysiłkach, aby znaleźć dla nich wyjaśnienie. Konsultował się z kilkoma lekarzami i psychologami, ale nikt nie był w stanie mu pomóc.
“Sformułowałem teorię, że obrazy były wynikiem odruchowego działania mózgu na siatkówkę oka pod wpływem silnego pobudzenia. Z pewnością nie były to halucynacje, ponieważ pod innymi względami byłem normalny i opanowany.”
Aby dać wyobrażenie o moim cierpieniu, wyobraź sobie, że byłem świadkiem pogrzebu lub innego podobnego, wywołującego silne emocje wydarzenia. Wtedy, nieuchronnie, w ciszy nocy, przed moimi oczami pojawiał się żywy obraz tej sceny i utrzymywał się pomimo wszystkich moich wysiłków, aby go pozbyć się. Czasami pozostawał nawet w przestrzeni, mimo że przechodziłem przez niego ręką”.
Powszechnie wiadomo, że koncepcja silnika prądu przemiennego (AC) przyszła Tesli do głowy podczas jednej z jego wizji.
Pewnego popołudnia… spacerowałem z przyjacielem po miejskim parku i recytowałem wiersze. W tym wieku znałem na pamięć całe książki, słowo po słowie. Jedną z nich był „Faust” Goethego. Słońce właśnie zachodziło i przypomniało mi wspaniały fragment: Blask zanika, dzień pracy dobiegł końca; Tam, w oddali, pędzi, odkrywając nowe obszary życia; Ach, żadne skrzydła nie mogą unieść mnie z ziemi, abym mógł podążać za nim, podążać w locie!
Kiedy wypowiedziałem te inspirujące słowa, pomysł pojawił się jak błyskawica i w jednej chwili prawda została objawiona. Narysowałem patykiem na piasku diagram, który sześć lat później pokazałem w swoim przemówieniu przed Amerykańskim Instytutem Inżynierów Elektryków.
Obrazy były niezwykle ostre i wyraźne, miały solidność metalu. „Zobaczcie mój silnik; patrzcie, jak go odwracam”.
Tesla wykorzystywał swoją niesamowitą moc przez całą swoją niezwykłą karierę. Nie lubił przelewać swoich pomysłów na papier, ponieważ brakowało im realizmu, jaki zapewniała mu wewnętrzna deska kreślarska. Dla Tesli rysowanie było całkowicie nierealne i uciążliwe.
Dzięki tej mocy natychmiastowego przypominania sobie nie musiał tworzyć planów ani zapisywać wymiarów. Mógł przechowywać w pamięci dowolne projekty, aby po latach odtworzyć je w nienaruszonej formie.
Pomimo swoich niezwykłych zdolności, Tesla początkowo nie miał cierpliwości do osób wierzących w moce parapsychiczne lub duchy. Tesla często zaprzeczał, że posiada nadprzyrodzone moce lub pochodzi spoza Ziemi. Takie zarzuty, wraz z jego przekonaniem o istnieniu istot pozaziemskich, prawie na pewno zaszkodziły reputacji Tesli w późniejszym okresie jego życia.
Tesla tak mocno odczuwał takie zarzuty, że często pisał o swojej frustracji związanej z ludźmi, którzy chcieli wierzyć, że jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem.
„Zdecydowana większość ludzi nie jest świadoma tego, co dzieje się wokół nich i w nich samych, a miliony padają ofiarą chorób i umierają przedwcześnie właśnie z tego powodu. Najzwyklejsze, codzienne zdarzenia wydają im się tajemnicze i niewytłumaczalne.
„Ktoś może poczuć nagłą falę smutku i łamać sobie głowę, szukając wyjaśnienia, podczas gdy mógłby zauważyć, że spowodowała ją chmura zasłaniająca promienie słońca. Może zobaczyć obraz bliskiego mu przyjaciela w okolicznościach, które interpretuje jako bardzo dziwne, podczas gdy chwilę wcześniej minął go na ulicy lub gdzieś widział jego zdjęcie.
„Kiedy gubi guzik kołnierzyka, przez godzinę denerwuje się i przeklina, nie będąc w stanie przypomnieć sobie swoich poprzednich działań i odnaleźć przedmiotu. Niedostateczna obserwacja jest jedynie formą ignorancji i odpowiada za wiele panujących chorobliwych przekonań i głupich pomysłów.
„Nie ma więcej niż jedna na dziesięć osób, która nie wierzy w telepatię i inne zjawiska parapsychiczne, spirytualizm i kontakt z zmarłymi, i która odmówiłaby słuchania chętnych lub niechętnych oszustów?
„Aby zilustrować, jak głęboko zakorzeniła się ta tendencja nawet wśród trzeźwo myślącej amerykańskiej ludności, przytoczę zabawny incydent. Tuż przed wojną, kiedy wystawa moich turbin w tym mieście wywołała szerokie komentarze w czasopismach technicznych, spodziewałem się, że producenci będą walczyć o zdobycie tego wynalazku, a ja miałem szczególne plany wobec tego człowieka z Detroit (Forda), który ma niezwykłą zdolność gromadzenia milionów.
Byłem tak pewien, że pewnego dnia się pojawi, że ogłosiłem to mojej sekretarce i asystentom. Rzeczywiście, pewnego pięknego poranka grupa inżynierów z Ford Motor Company zgłosiła się do mnie z prośbą o omówienie ważnego projektu.
„A nie mówiłem?”, zauważyłem triumfalnie do moich pracowników, a jeden z nich odpowiedział: „Jest pan niesamowity, panie Tesla. Wszystko zawsze dzieje się dokładnie tak, jak pan przewiduje”.
Gdy tylko ci twardogłowi mężczyźni usiedli, oczywiście natychmiast zacząłem wychwalać wspaniałe cechy mojej turbiny, ale rzecznik przerwał mi i powiedział: „Wiemy o tym wszystko, ale mamy specjalne zadanie. Utworzyliśmy stowarzyszenie psychologiczne zajmujące się badaniem zjawisk paranormalnych i chcemy, aby pan dołączył do nas w tym przedsięwzięciu”.
„Przypuszczam, że ci inżynierowie nigdy nie dowiedzieli się, jak blisko byli zwolnienia z mojego biura. Odkąd niektórzy z najwybitniejszych ludzi tamtych czasów, liderzy nauki, których nazwiska przeszły do historii, powiedzieli mi, że posiadam niezwykły umysł, poświęciłem wszystkie swoje zdolności umysłowe na rozwiązanie wielkich problemów, nie zważając na poświęcenia.
Przez wiele lat starałem się rozwiązać zagadkę śmierci i z niecierpliwością wypatrywałem wszelkich duchowych wskazówek. Jednak tylko raz w całym moim życiu doświadczyłem czegoś, co na chwilę wywarło na mnie wrażenie zjawiska nadprzyrodzonego.
Było to w czasie śmierci mojej matki. Byłem całkowicie wyczerpany bólem i długim czuwaniem, więc pewnej nocy przeniesiono mnie do budynku oddalonego o dwie przecznice od naszego domu.
Leżąc tam bezradnie, pomyślałem, że jeśli moja matka umrze, gdy nie będę przy jej łóżku, na pewno da mi jakiś znak. Dwa lub trzy miesiące wcześniej byłem w Londynie w towarzystwie mojego zmarłego przyjaciela, sir Williama Crookesa, gdzie dyskutowaliśmy o spirytualizmie i byłem całkowicie pochłonięty tymi myślami.
„Być może nie zwracałem uwagi na innych mężczyzn, ale byłem podatny na jego argumenty, ponieważ to właśnie jego epokowa praca na temat materii promienistej, którą przeczytałem jako student, sprawiła, że zdecydowałem się na karierę w dziedzinie elektryczności. Doszedłem do wniosku, że warunki do spojrzenia w zaświaty były najbardziej sprzyjające, ponieważ moja matka była kobietą genialną, wyróżniającą się szczególnie intuicją.
Przez całą noc każda komórka mojego mózgu była napięta w oczekiwaniu, ale nic się nie działo aż do wczesnego rana, kiedy zapadłem w sen, a może w omdlenie, i ujrzałem chmurę niosącą anielskie postacie o cudownej urodzie, z których jedna patrzyła na mnie z miłością i stopniowo przybierała rysy mojej matki.
Pojawienie się powoli unosiło się po pokoju i zniknęło, a ja obudziłem się przy akompaniamencie nieopisanie słodkiej pieśni wielu głosów. W tej chwili ogarnęło mnie nie do opisania przekonanie, że moja matka właśnie zmarła. I tak było naprawdę.
Nie byłem w stanie zrozumieć ogromnego ciężaru bolesnej wiedzy, którą otrzymałem z wyprzedzeniem, i napisałem list do Sir Williama Crookesa, będąc nadal pod wpływem tych wrażeń i w złym stanie zdrowia fizycznego.
„Kiedy doszedłem do siebie, długo poszukiwałem zewnętrznej przyczyny tego dziwnego zjawiska i ku mojej wielkiej uldze udało mi się to po wielu miesiącach bezowocnych wysiłków. Widziałem obraz znanego artysty, przedstawiający alegorycznie jedną z pór roku w postaci chmury z grupą aniołów, które wydawały się naprawdę unosić w powietrzu, i wywarło to na mnie ogromne wrażenie.
Było to dokładnie to samo, co pojawiło się w moim śnie, z wyjątkiem podobizny mojej matki. Muzyka pochodziła z chóru w pobliskim kościele podczas porannej mszy wielkanocnej, co wyjaśniało wszystko w sposób zadowalający i zgodny z faktami naukowymi”.
Wraz z wiekiem Tesla coraz bardziej interesował się duchowością i miejscem ludzkości we wszechświecie. Tesla wspomniał kiedyś o wynalezieniu maszyny, która mogłaby wyświetlać ludzkie myśli na ekranie, podobnie jak współczesny telewizor. Pomysł ten nie opuszczał go aż do śmierci.
Dale Alfrey pamięta kilka notatek dotyczących poglądów Tesli na temat natury ludzkiego ducha i tego, czy istnieje on po śmierci fizycznej. Tesla wychował się w religijnym środowisku, ale stał się bardziej „humanistyczny” w swoich poglądach i uważał życie fizyczne za nic więcej niż „automatyzację natury”.
„Tesla stał się bardziej otwarty na ideę, że istnieje duch lub dusza, która po śmierci kontynuuje istnienie na innym poziomie egzystencji” – wspomina Alfrey. „W pewnym momencie Tesla skarcił Edisona za kradzież jego pomysłu wykorzystania radia do kontaktowania się ze zmarłymi”.
Głosy w eterze
Po pierwszym odebraniu tajemniczych sygnałów radiowych w 1899 roku Tesla przez wiele lat pracował nad udoskonaleniem sprzętu odbiorczego i nadawczego, który był potrzebny do lepszego odbioru i tłumaczenia potencjalnych transmisji obcych. Początkowo sygnały były niczym więcej niż rytmicznymi dźwiękami, niemal transmisją typu alfabetu Morse’a, jak relacjonował.
Około 1918 roku Tesla zaczął odbierać coś, co uważał za transmisje głosowe, z tym że głosy, które odbierał, nie były ludzkie. Zamiast tego Tesla napisał, że
„Dźwięki, których słucham każdej nocy, na pierwszy rzut oka wydają się być ludzkimi głosami rozmawiającymi w języku, którego nie rozumiem. Trudno mi sobie wyobrazić, że faktycznie słyszę prawdziwe głosy ludzi spoza tej planety. Musi istnieć prostsze wyjaśnienie, które jak dotąd umyka mojej uwadze”.
W 1925 roku Tesla napisał:
„W tych transmisjach słyszę więcej fraz, które są zdecydowanie w języku angielskim, francuskim i niemieckim. Gdyby nie fakt, że częstotliwości, które monitoruję, są bezużyteczne dla naziemnych stacji radiowych, pomyślałbym, że słucham ludzi gdzieś na świecie, którzy rozmawiają ze sobą. Nie może tak być, ponieważ sygnały te pochodzą z punktów na niebie nad Ziemią”.
Nikola Tesla był prawdopodobnie jedną z pierwszych osób, które odebrały dziwne sygnały radiowe, które uznał za pochodzące spoza Ziemi, ale z pewnością nie był ostatnią. Obecnie w czasopismach Fortean wiadomo, że tajemnicze wiadomości, które rzekomo pochodzą z kosmosu, są wielokrotnie odbierane przez zwykłe urządzenia elektroniczne. Zaskoczeni świadkowie zgłaszali dziwne sygnały dochodzące z wyłączonych telewizorów i radioodbiorników, a także dziwne telefony wypełnione elektronicznymi dźwiękami i szeptami.
W początkach eksperymentów radiowych hobbyści byli zdumieni, gdy ich prymitywne odbiorniki nagle zaczęły nadawać silne, wyraźne sygnały, znacznie silniejsze niż jakakolwiek istniejąca wówczas stacja. Sygnały te często tłumaczono jako normalne zakłócenia radiowe spowodowane pogodą lub innymi naturalnymi źródłami.
W 1965 roku radzieccy naukowcy Gennady B. Sholomitsky, Nikolai Kardashev i I. S. Shklovskii zwrócili na siebie uwagę całego świata, ogłaszając, że odebrali sygnały radiowe z nadajników jakiejś supercywilizacji w kosmosie. Twierdzili oni, że sygnały te były uporządkowane i wskazywały na istnienie międzyplanetarnej inteligencji.
Później inni radioastronomowie odkryli, że sygnały te pochodziły z ciał niebieskich, które obecnie znamy jako kwazary. Inne dziwne sygnały radiowe nie były tak łatwe do wyjaśnienia.
Dr Hugh Mansfield Robinson, przeprowadzając w 1921 r. serię eksperymentów radiowych, odebrał inteligentne sygnały o długości fali trzydziestu tysięcy metrów. Ernest B. Rogers, inżynier odpowiedzialny za testy, stwierdził, że
„sygnały miały pochodzenie pozaziemskie, ponieważ w tamtym czasie na Ziemi nie było urządzeń o takiej mocy”.
Amatorski radioastronom Grote Reber zgłosił w 1939 roku odbiór silnych sygnałów punktowo-kreskowych z kosmosu. Zbudował on trzydziestostopową antenę paraboliczną w Wheaton w stanie Illinois i twierdził, że często słuchał sygnałów przez osiem godzin bez przerwy. Wydawało się, że pochodziły one z jednego konkretnego miejsca na niebie.
Żaden z tych wczesnych, tajemniczych sygnałów nie został nigdy wyjaśniony.
Długo opóźnione echa
W latach dwudziestych XX wieku entuzjaści radiowi odkryli zjawisko, które nazwali LDE (Long Delayed Echoes, czyli długo opóźnione echa). Sygnały wysyłane z Ziemi czasami wracały po kilku sekundach, jakby odbijały się od czegoś w przestrzeni kosmicznej. W kilku przypadkach niektóre LDE wracały po kilku dniach, miesiącach, a nawet latach. Naukowcy z Europy zgłaszali LDE w latach 1927, 1928 i 1934. Impulsy echa były opóźnione od trzech do piętnastu sekund.
Dr Ronald N. Bracewell z Uniwersytetu Stanforda spekulował w 1962 roku, że za dziwnymi LDE może stać obcy satelita wyposażony w komputer, który skanowałby wszystkie częstotliwości radiowe podczas podróży przez kosmos. Satelita odbierałby inteligentne sygnały, rejestrował je, a następnie retransmitował na tej samej częstotliwości.
Założył, że satelita został zaprogramowany tak, aby w przypadku ponownego odebrania wiadomości, co oznaczałoby zrozumienie systemu, wysyłał własną wiadomość. Bracewell sugerował, że LDE z lat 20. XX wieku mogły pochodzić z takiego satelity.
W tygodniku naukowym „Nature” w numerze z 3 listopada 1928 r. ukazał się list napisany przez Jorgena Halse, inżyniera radiowego z Bygodo w Oslo, do fizyka Carla Stormera.
„Pod koniec lata 1927 roku wielokrotnie odbierałem sygnały z holenderskiej stacji krótkofalowej PCJJ w Eindhoven. Jednocześnie z nimi słyszałem również echa. Słyszałem zwykłe echo, które okrąża Ziemię z przerwą około 1/7 sekundy, a także słabsze echo około trzy sekundy po ustąpieniu głównego echa.
„Kiedy główny sygnał był szczególnie silny, przypuszczam, że amplituda ostatniego echa trzy sekundy później wynosiła od 1/10 do 1/20 siły głównego sygnału. Nie potrafię obecnie powiedzieć, skąd pochodziło to echo, mogę tylko potwierdzić, że naprawdę je słyszałem”.
W wyniku tej komunikacji Stormer zainicjował pewne testy, które 11 października 1928 roku zakończyły się pewnym sukcesem. Po południu tego dnia stacja PCJJ w Eindhoven nadawała bardzo silne sygnały na częstotliwości 31,4 metra.
Zarówno Hals, jak i Stormer kilkakrotnie słyszeli bardzo wyraźne echa, a odstęp między sygnałem a echem wynosił od trzech do pięciu sekund, przy czym większość z nich powracała około ośmiu sekund po sygnale głównym. Czasami słychać było dwa echa w odstępie około czterech sekund.
Fizyk Van der Pol potwierdził te obserwacje w telegramie, który brzmiał:
„Wczoraj w nocy specjalna emisja wywołała tutaj echa trwające od trzech do piętnastu sekund. 50% ech słyszano po ośmiu sekundach!”
W tamtym czasie Stormer przypisywał te niezwykle długie echa zjawiskom zorzy polarnej, ale obecnie uważa się, że nigdy nie zostały one odpowiednio wyjaśnione. Sześć lat później, w 1934 roku, podobne echa radiowe słyszano również w Holandii.
Młody szkocki astronom Duncan Lunan przejrzał zapisy LDE z lat 20. XX wieku i postanowił je rozszyfrować. Przedstawił dane LDE na wykresie, używając kropek do oznaczenia przerw między echami.
Ku jego zdziwieniu zaczęła się wyłaniać mapa.
„Kropki tworzyły mapę łatwo rozpoznawalnej konstelacji” – powiedział Lunan. „Konstelacja Bootis na północnym niebie. Ciekawy wzór opóźnionych ech był w rzeczywistości wzorem pozycji gwiazd”.
Lunan opracował inne mapy LDE i odkrył, że wszystkie wydają się skupiać wokół Epsilon Bootis, gwiazdy w tej konstelacji.
Lunan spekulował, że LDE wskazywały, iż punktem pochodzenia obcego satelity był układ gwiezdny Epsilon Bootis. Lunan przedstawił swoje odkrycia Brytyjskiemu Towarzystwu Międzyplanetarnemu.
Kenneth Gatland, wiceprezes stowarzyszenia, był zachwycony odkryciami Lunana.
„Odkrycia Lunana są absolutnie zdumiewające. Przeanalizowałem mapy i doszedłem do takich samych wniosków jak on”.
W obszarach o dużej aktywności UFO często zgłaszane są niezwykłe transmisje radiowe. W styczniu 1954 roku mieszkańcy środkowego zachodu Stanów Zjednoczonych usłyszeli głos dochodzący z wyłączonych odbiorników radiowych.
Głos, mówiący nudnym, monotonnym tonem, stwierdził:
„Nie chcę, aby ktokolwiek się bał, chociaż mówię z kosmosu. Ale jeśli nie zaprzestaniecie przygotowań do wojny, zostaniecie zniszczeni”.
Tego typu niezwykłe transmisje były słyszane przez zaskoczonych słuchaczy na całym świecie. Żaden ziemski oszust nigdy nie został złapany ani nie przyznał się do tego.
3 sierpnia 1958 roku radioamatorzy w całych Stanach Zjednoczonych podobno odebrali dziwną audycję na międzynarodowym paśmie 75-metrowym. Męski głos, podający się za „Nacomę z planety Jowisz”, ostrzegł słuchaczy, że testy bomb atomowych mogą doprowadzić do katastrofy. Głos mówił przez dwie i pół godziny po angielsku, niemiecku, norwesku i swoim własnym języku, opisywanym jako rodzaj muzycznego bełkotu.
„Był to najsilniejszy sygnał, jaki kiedykolwiek zarejestrowano” – czytamy w jednej z relacji. „Podczas transmisji było mnóstwo czasu, aby setki osób mogły jej wysłuchać, a operatorzy radiowi dzwonili do przyjaciół i sąsiadów oraz wykonywali międzymiastowe połączenia telefoniczne do krewnych w innych stanach, aby mogli jej posłuchać”.
Autor John Keel napisał w wydaniu UFO Report z września 1977 r., że podczas pobytu w Zachodniej Wirginii odwiedził radioamatora i słuchał dziwnych dźwięków na domowej stacji radiowej VLF (Very Low Frequency).
„Dziwne głosy rozmawiały na częstotliwościach, które rzekomo nie mogą przenosić transmisji głosowej. Mówiły w szybkim, gardłowym języku, którego nie mogliśmy zidentyfikować. Początkowo pomyślałem, że mogą to być zwykli ludzie mówiący przez „scrambler”, ale później poszukałem i wysłuchałem próbek transmisji głosowych przez różne rodzaje scramblerów i nie znalazłem żadnego podobieństwa”.
Według hiszpańskiej gazety El Diario De Nueva York, 31 stycznia 1950 r. aktywności UFO nad Madrytem w Hiszpanii towarzyszyły niezwykłe transmisje radiowe.
„W ciągu ostatnich dwóch dni, około północy, zaobserwowano jednocześnie intensywną fosforescencję i dziwne światła. Przemierzały one niebo z północy na południe, a odbiorniki radiowe odbierały podczas tego zjawiska słowa wymawiane w niezrozumiałym języku. Popularna fantazja sugeruje, że te świetliste sygnały mogą pochodzić z planety Mars”.
Dziwne głosy mówiące gardłowym, nieznanym językiem często kojarzone są z niewytłumaczalnymi transmisjami radiowymi. Zjawisko to nie ogranicza się jedynie do anegdotycznych opowieści osób nieposiadających odpowiedniego wykształcenia. Od momentu powstania NASA doświadczała problemów związanych z nieautoryzowanymi zakłóceniami radiowymi w takiej czy innej formie praktycznie podczas każdej załogowej misji kosmicznej.
Dobrym przykładem był lot Mercury Faith 7 z astronautą Gordonem Cooperem. 15 maja 1963 r., podczas czwartego przelotu nad Hawajami, transmisja głosowa Coopera została nagle przerwana i zagłuszona przez „niezrozumiałą transmisję w obcym języku” na kanale zarezerwowanym dla lotów kosmicznych – częstotliwości, na której niewielu amatorów, jeśli w ogóle, było wyposażonych do nadawania.
Jeśli sygnał pochodził z ziemi, musiał pochodzić z Hawajów, ale FCC nigdy nie rozwiązała tej zagadki. NASA nagrała transmisję, która brzmiała jak chrząkanie i szybka mowa w języku, który nigdy nie został zidentyfikowany.
Poszukiwanie pozaziemskiej inteligencji
W 1955 roku dwaj fizycy z Uniwersytetu Cornell, Giuseppi Cocconi i Philip Morrison, opublikowali artykuł sugerujący, że możliwe jest wykorzystanie fal mikrofalowych do komunikacji między gwiazdami. Kierując radioteleskop na pobliską gwiazdę podobną do Słońca, która może mieć planety, astronomowie mogliby wykryć fale radiowe generowane przez inteligentne formy życia tam występujące. Od 1960 roku naukowcy prowadzą badania nad poszukiwaniem pozaziemskiej inteligencji (SETI).
Fale radiowe są uważane za najlepszy dostępny środek, biorąc pod uwagę obecną technologię, do wykrywania pozaziemskiej inteligencji. Fale radiowe rozchodzą się z prędkością światła (która jest najszybszą możliwą prędkością teoretyczną), czyli około 300 000 kilometrów na sekundę.
Przy tej prędkości sygnał wysłany z naszej najbliższej sąsiedniej gwiazdy, Proxima Centauri, potrzebuje ponad czterech lat, aby dotrzeć do Ziemi. Może się to wydawać długim czasem, ale najszybsza sonda kosmiczna zbudowana obecnie potrzebowałaby 300 000 lat, aby pokonać tę samą odległość.
Radioastronom Frank Drake jako pierwszy podjął próbę poszukiwań SETI, używając 85-stopowej anteny w Greenbank w Zachodniej Wirginii do nasłuchiwania w kierunku dwóch pobliskich gwiazd, Tau Ceti i Epsilon Eridani.
Przez dwa miesiące monitorował gwiazdy w poszukiwaniu sygnałów o częstotliwości 1420 MHz, związanej z wodorem, która została wybrana jako logiczny kanał do nasłuchiwania ze względu na jej znaczenie astronomiczne (wodór jest najobficiej występującym pierwiastkiem we wszechświecie). Niestety, projekt Drake’a nie przyniósł żadnych pozytywnych rezultatów.
Dodatkowe programy SETI były prowadzone w Związku Radzieckim w latach 60., ale kolejna poważna próba w Stanach Zjednoczonych miała miejsce dopiero na początku lat 70., kiedy Centrum Badawcze Amesa NASA zebrało zespół ekspertów, aby zastanowić się, jak można przeprowadzić skuteczne poszukiwania.
Wynikiem tych prac był projekt Cyclops. Radioastronomowie, korzystając z wyników raportu Cyclops, rozpoczęli poszukiwania w latach 70. przy użyciu istniejących anten i odbiorników.
Sygnał „WOW!”.
W 1977 roku dr Jerry Ehman był zaangażowany w poszukiwanie sygnałów pochodzenia sztucznego za pomocą anteny „Big Ear” (obecnie zastąpionej polem golfowym) na Uniwersytecie Stanowym w Ohio. Efektem tych wysiłków był jeden z najciekawszych i najbardziej tajemniczych sygnałów, jakie kiedykolwiek zarejestrowano. Znany jako sygnał „Wow!” (od wykrzyknika napisanego przez dr. Ehmana obok szczególnie intrygującej części wydruku komputerowego), nadal pozostaje niewyjaśniony.
Emisja radiowa „Wow!” dotarła do odbiornika radioteleskopu Big Ear około godziny 23:16 czasu wschodnioamerykańskiego czasu letniego 15 sierpnia 1977 roku. Dr Ehman pracował na OSU jako adiunkt na wydziale elektrotechniki i astronomii.
Kiedy w 1972 roku National Science Foundation ograniczyła finansowanie projektu Big Ear, dr Ehman został zwolniony, ale pozostał w nim jako wolontariusz.
Kilka dni po wykryciu sygnału 15 sierpnia 1977 r. zacząłem rutynową analizę wydruku komputerowego z wielodniowego badania, które rozpoczęło się 15 sierpnia. Po przejrzeniu kilku stron wydruku komputerowego byłem zaskoczony, widząc ciąg cyfr i znaków „6EQUJ5” w kanale 2 wydruku.
Natychmiast rozpoznałem ten wzór jako typowy dla wąskopasmowego źródła radiowego o małej średnicy kątowej na niebie. Czerwonym długopisem natychmiast zakreśliłem te sześć znaków i napisałem „Wow!” na lewym marginesie wydruku, naprzeciwko nich.
Po przejrzeniu pozostałej części wydruku skontaktowałem się z Bobem Dixonem i dr Johnem D. Krausem, dyrektorem obserwatorium radiowego Big Ear. Oni również byli zdumieni. Następnie rozpoczęliśmy analizę tego, co od ponad 20 lat nazywano „źródłem Wow!”.
Czy sygnał mógł faktycznie pochodzić z kosmosu?
Naukowcy z Ohio State University nie byli tego pewni. Przez następny miesiąc kierowali potężny teleskop na tę część nieba, ale sygnał nigdy więcej nie został zarejestrowany.
Dr Ehman, który kontynuował badania nad sygnałem „Wow!”, pisze, że po ponad dwudziestu latach sygnał ten nadal pozostaje tajemnicą.
„Nawet gdyby to inteligentne istoty wysyłały sygnał, robiłyby to znacznie więcej niż raz” – mówi Ehman.
„Powinniśmy byli go zobaczyć, gdy szukaliśmy go ponownie. W tym momencie wyeliminowaliśmy wszelkie ziemskie źródła sygnału. Tak więc, ponieważ wszystkie możliwości ziemskiego pochodzenia zostały wykluczone lub wydają się mało prawdopodobne, a możliwość pozaziemskiego pochodzenia nie została wykluczona, muszę stwierdzić, że ETI (pozaziemska inteligencja) mogła wysłać sygnał, który odebraliśmy jako źródło „Wow!”.
„Oczywiście, jako naukowiec, czekam na odbiór dodatkowych sygnałów, takich jak źródło „Wow!”, które mogą być odbierane i analizowane przez wiele obserwatoriów. Muszę zatem stwierdzić, że pochodzenie sygnału „Wow!” pozostaje dla mnie kwestią otwartą. Po prostu jest zbyt mało danych, aby wyciągać wiele wniosków. Innymi słowy, nie zamierzam wyciągać daleko idących wniosków na podstawie „pół-daleko idących” danych”.
Według artykułu opublikowanego 29 stycznia 1978 r. w gazecie „The Baltimore Sun”, 300-stopowy radioteleskop w Green Bank w stanie Wirginia Zachodnia wychwycił dziwne sygnały pochodzące z 12 gwiazd. Sygnały miały postać silnych impulsów o długości fali 21 cm, jednej z charakterystycznych dla cząsteczki wodoru.
Niestety sygnały były tak krótkie, że nie udało się zarejestrować ich zawartości informacyjnej, o ile w ogóle ją posiadały. Ponieważ impulsy nie powtórzyły się (z wyjątkiem drugiego impulsu z gwiazdy Barnarda), przyczyną mogło być raczej zjawisko naturalne, a nie inteligentni komunikatorzy, którzy prawdopodobnie byliby bardziej wytrwali.
Te osobliwe sygnały, które nigdy wcześniej nie zostały zarejestrowane, zostały odkryte w ramach projektu Ozma II, w ramach którego radioastronomowie nasłuchiwali fal radiowych o długości 21 cm pochodzących z setek pobliskich gwiazd.
SETI intensyfikuje wysiłki, aby zwiększyć swoje szanse na ponowne zlokalizowanie jednego z tych sygnałów i zapewniło sobie możliwość korzystania z największego na świecie radioteleskopu w Arecibo w Puerto Rico. Naukowcy na całym świecie są podekscytowani możliwością przyszłych odkryć.
Naukowcy z SETI prowadzą również negocjacje z brytyjskimi astronomami w sprawie uruchomienia pięcioletniego projektu, który umożliwi szybką weryfikację i śledzenie tych nieuchwytnych szumów. Za każdym razem, gdy SETI zidentyfikuje podejrzany sygnał, radioteleskopy w Jodrell Bank będą skanować ten sam obszar nieba, aby go zlokalizować.
W ten sposób naukowcy mogą wykluczyć jako przyczynę możliwe zakłócenia ziemskie pochodzące z radarów, samolotów, a nawet kuchenek mikrofalowych.
„Jestem pewien, że istnieją sygnały, które pojawiły się i zniknęły, a których nie udało nam się zbadać. Nie oznacza to, że są to małe zielone ludziki próbujące się z nami skontaktować, ale po prostu nie wiemy” – powiedział dr Tom Muxlow, astronom z brytyjskiego obserwatorium radioastronomicznego.
Ujawnił, że Jodrell Bank wychwycił około sześciu nieznanych sygnałów.
Według laureata Nagrody Nobla Tony’ego Hewisha, emerytowanego profesora radioastronomii na Uniwersytecie Cambridge, nie można ignorować możliwości, że sygnały te mają pozaziemskie pochodzenie. W 1967 roku Hewish i Jocelyn Bell, studentka, wierzyli, że znaleźli dowody na pierwszy kontakt z obcymi, kiedy wykryli regularny puls sygnałów radiowych pochodzących z odległej gwiazdy.
„Wszystko to miało w sobie coś nierealnego, ale przez miesiąc uważaliśmy, że sygnały mogą pochodzić od inteligentnych form życia z innej planety. Kiedy radioastronomowie wychwytują bardzo dziwne sygnały, podchodzą do nich z dużą dozą sceptycyzmu, ale nie można wykluczyć takiej możliwości” – powiedział Hewish.
Zamiast tego odkryli pulsar, szybko wirującą gwiazdę neutronową, za co Hewish otrzymał w 1974 roku Nagrodę Nobla.
Shostak nie zraża się perspektywą, że sygnał z obcego świata będzie prawdopodobnie nie do rozszyfrowania.
„Gdybyśmy usłyszeli wiadomość od kosmitów, pochodziłaby ona od cywilizacji znacznie bardziej zaawansowanej od naszej, być może nawet o milion lat” – powiedział.
Niedawno Peter Backus z Project Phoenix w Kalifornii sądził, że słucha wiadomości z kosmosu za pośrednictwem 64-metrowego radioteleskopu Parkes w Australii. Teleskop, największy na półkuli południowej, wychwytywał wyraźny, ale niewytłumaczalny sygnał radiowy o częstotliwości około 2,4 gigaherca mniej więcej o tej samej porze każdego wieczoru.
Jednak dokładne badania wykazały, że naukowcy nie słuchali komunikatów z innych planet przesyłanych przez kosmos. Zamiast tego podsłuchiwali posiłki przygotowywane w kuchence mikrofalowej na parterze.
„Było to dość głośne” – powiedział dr Backus podczas dorocznego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego w San Antonio. „Pewnego razu śledziłem jeden sygnał przez dwie godziny. Nie mogłem wykluczyć, że był to hałas wytwarzany przez ludzi. Już miałem powiedzieć o tym moim kolegom, kiedy zdałem sobie sprawę, że sygnał był podejrzanie powiązany z przerwami”.
Źródło: https://www.bibliotecapleyades.net/tesla/lostjournals/lostjournals04.htm
- Ściśle tajny dokument napisany przez Oppenheimera i Einsteina na temat kosmitów i UFO
- Tesla i elektroniczne zjawiska głosowe
- Niezwykłe doświadczenia Nikoli Tesli
- Komunikacja z innymi planetami Nikoli Tesli
- Historia Internetu: Nadzór i cenzura były celem od samego początku
- Obce sygnały w nocy. Fragmenty z osobistych wspomnień Nikoli Tesli
- Sekretne życie Nikoli Tesli
- Zapoznaj się z zaginionymi dziennikami Nikoli Tesli
- Nikola Tesla, eter i ewolucja myśli naukowej
- Nikola Tesla, eter, antygrawitacja i wykorzystanie mocy wszechświata
- Ujawnione: Jak anglo-amerykańscy agenci wywiadu pomogli Hitlerowi dojść do władzy
- Historia III Rzeszy. Hitler i bomba atomowa













