
Postępujący rozwój człowieka jest w dużej mierze zależny od wynalazczości. Jest to najważniejszy produkt jego twórczego mózgu. Jego ostatecznym celem jest całkowite opanowanie umysłu nad światem materialnym, wykorzystanie sił natury do zaspokojenia ludzkich potrzeb.
To trudne zadanie wynalazcy, który często jest źle rozumiany i nienagradzany. Jednakże znajduje on wystarczające wynagrodzenie w przyjemnym wykonywaniu swoich mocy i w świadomości, że należy do tej wyjątkowo uprzywilejowanej klasy, bez której rasa dawno by zginęła w zaciętej walce z bezlitosnymi żywiołami. Mówiąc za siebie, miałem już więcej niż pełną miarę tej wspaniałej przyjemności; do tego stopnia, że przez wiele lat mojemu życiu niewiele brakowało ciągłego zachwytu.
Przypisuje mi się bycie jednym z najcięższych pracowników i być może nim jestem, jeśli myśleć, że jest to odpowiednik pracy, ponieważ poświęciłem jej prawie wszystkie godziny czuwania. Jeśli jednak praca jest interpretowana jako określone wykonanie w określonym czasie zgodnie ze sztywną zasadą, to mogę być najgorszym z próżniaków.
Każdy wysiłek pod przymusem wymaga poświęcenia energii życiowej. Nigdy nie zapłaciłem takiej ceny. Wręcz przeciwnie, rozwijałem się dzięki swoim myślom. Próbując przedstawić spójny i wierny opis moich działań w tej historii mojego życia, muszę, choć niechętnie, skupić się na wrażeniach z młodości oraz okolicznościach i wydarzeniach, które odegrały kluczową rolę w ukształtowaniu mojej kariery.
Nasze pierwsze wysiłki są czysto instynktownymi podpowiedziami wyobraźni żywej i niezdyscyplinowanej. W miarę jak się starzejemy, rozum utwierdza się w przekonaniu, a my stajemy się coraz bardziej systematyczni i projektujący. Ale te wczesne impulsy, choć nie od razu produktywne, są najważniejszym momentem i mogą kształtować nasze losy.
Rzeczywiście, teraz czuję, że gdybym je zrozumiał i pielęgnował, zamiast je tłumić, dodałbym znaczną wartość do mojego zapisu na rzecz świata. Ale dopiero gdy osiągnęłam męskość, zdałam sobie sprawę, że jestem wynalazcą. Było to spowodowane wieloma przyczynami.
Po pierwsze, miałem brata, który był obdarzony niezwykłym talentem; było to jedno z tych rzadkich zjawisk mentalności, których nie udało się wyjaśnić badaniami biologicznymi. Jego przedwczesna i nieoczekiwana śmierć wywołała niezadowolenie moich rodziców.
Mieliśmy konia, którego podarował nam drogi przyjaciel. Było to wspaniałe zwierzę rasy arabskiej, posiadające niemal ludzką inteligencję, którym opiekowała się i głaskała cała rodzina, a pewnego razu uratowało życie mojemu drogiemu ojcu w niezwykłych okolicznościach.
Pewnej zimowej nocy wezwano mojego ojca do wykonania pilnego obowiązku i podczas przekraczania gór opanowanych przez wilki koń przestraszył się i uciekł, gwałtownie rzucając go na ziemię.
Wrócił do domu wyczerpany i krwawiący, ale po uruchomieniu alarmu natychmiast ponownie ruszył, wracając na miejsce zdarzenia. Zanim ekipa poszukiwawcza zdążyła daleko się oddalić, natknęła się na mojego ojca, który odzyskał przytomność i ponownie dosiadł konia, nie zdając sobie sprawy, że leżał w śniegu przez kilka godzin.
Ten koń był odpowiedzialny za obrażenia mojego brata, na które zmarł. Byłem świadkiem tej tragicznej sceny i chociaż minęło już wiele lat, moje wizualne wrażenie na jej temat nie straciło nic ze swojej siły.
Wspomnienia o jego osiągnięciach sprawiły, że każdy mój wysiłek wydawał się w porównaniu z nim nudny. Wszystko, co zrobiłem, co było godne uznania, po prostu sprawiło, że moi rodzice odczuli swoją stratę bardziej dotkliwie. Dorastałem więc z niewielkim zaufaniem do siebie. Ale byłem daleki od bycia uważanym za głupiego chłopca, jeśli mam sądzić po zdarzeniu, o którym wciąż mam silne wspomnienia.
Pewnego dnia radni przechodzili ulicą, na której bawiłem się z innymi chłopcami. Najstarszy z tych czcigodnych panów, bogaty obywatel, zatrzymał się, aby dać każdemu z nas srebrny kawałek. Podszedł do mnie i nagle zatrzymał się i rozkazał: „Spójrz mi w oczy”
Spojrzałem na jego spojrzenie, wyciągnąłem rękę, aby otrzymać bardzo cenną monetę, gdy ku mojemu przerażeniu powiedział:
„Nie; nic ode mnie nie dostaniesz. Jesteś za mądry.”
Moja matka pochodziła z jednej z najstarszych rodzin w kraju i linii wynalazców. Zarówno jej ojciec, jak i dziadek stworzyli liczne narzędzia do użytku domowego, rolniczego i innego. Była naprawdę wspaniałą kobietą, o rzadkich umiejętnościach, odwadze i harcie ducha. Tak wiele zawdzięczam jej łaskom i pomysłowemu umysłowi, że do dziś widzę jej wspaniałe rysy wyryte w mojej głowie.
Wewnętrzny umysł stał się rzeczywistością
W dzieciństwie cierpiałem na szczególną przypadłość spowodowaną pojawianiem się obrazów, którym często towarzyszyły silne błyski światła, które psuły widok prawdziwych przedmiotów i zakłócały moje myśli i działanie. Były to zdjęcia rzeczy i scen, które naprawdę widziałem, nigdy tych wyobrażonych.
Kiedy wypowiadano do mnie słowo, obraz wyznaczonego przez nie obiektu żywo prezentował się w mojej wizji i czasami nie byłem w stanie rozróżnić, czy to, co widziałem, było namacalne, czy nie.
To spowodowało u mnie wielki dyskomfort i niepokój. Żaden ze studentów psychologii czy fizjologii, z którymi się konsultowałem, nie potrafił w sposób zadowalający wyjaśnić tego zjawiska.
Wygląda na to, że były wyjątkowe, choć prawdopodobnie byłem do tego predysponowany, bo wiem, że mój brat miał podobne problemy. Sformułowana przeze mnie teoria głosi, że obrazy te są wynikiem odruchowego działania mózgu na siatkówkę pod wpływem dużego pobudzenia. Z pewnością nie były to halucynacje, jakie powstają w chorych i cierpiących umysłach, gdyż pod innymi względami byłem normalny i opanowany.
Aby dać wyobrażenie o moim cierpieniu, załóżmy, że byłem świadkiem pogrzebu lub jakiegoś tak stresującego spektaklu. Wtedy nieuchronnie, w ciszy nocy, żywy obraz sceny rzuciłby się mi przed oczy i trwał pomimo wszystkich moich wysiłków, aby wygnać ją z mojej najgłębszej istoty.
Zacząłem też widzieć wizje rzeczy, które w niczym nie przypominały rzeczywistości. To było tak, jakby pokazywano mi idee jakiegoś kosmicznego umysłu, czekającego na urzeczywistnienie jego koncepcji.
Jeśli moje wyjaśnienie jest poprawne, powinna istnieć możliwość wyświetlenia na ekranie obrazu dowolnego obiektu, jaki sobie wyobrazimy, i uczynienia go widocznym. Taki postęp zrewolucjonizowałby wszystkie stosunki międzyludzkie. Jestem przekonany, że ten cud może się wydarzyć i zostanie dokonany w przyszłości.
Mogę dodać, że poświęciłem wiele uwagi rozwiązaniu problemu. Udało mi się odzwierciedlić taki obraz, który widziałem w myślach, w umyśle innej osoby, w innym pokoju.
Aby uwolnić się od tych dręczących pozorów, starałem się skupić umysł na czymś innym, co widziałem, i w ten sposób często uzyskiwałem chwilową ulgę; ale żeby ją uzyskać, musiałem nieustannie wyczarowywać nowe obrazy.
Niedługo potem odkryłem, że wyczerpałem już wszystkie te rzeczy, którymi dysponowałem; mój „bęben” jakby się wyczerpał, bo widziałem niewiele przedmiotów ze świata – tylko te w moim domu i jego bezpośrednim otoczeniu.
Gdy wykonywałem te operacje umysłowe po raz drugi lub trzeci, aby pozbyć się pozorów ze swojego pola widzenia, środek zaradczy stopniowo tracił całą swoją siłę. Potem instynktownie zacząłem odbywać wycieczki poza granice małego świata, o którym miałem wiedzę, i zobaczyłem nowe sceny.
Początkowo były one bardzo zamazane i niewyraźne, a kiedy próbowałem skupić na nich swoją uwagę, znikały. Z czasem stały się wyraźniejsze i nabrały konkretnego kształtu, aż w końcu przybrały formę rzeczywistych przedmiotów.
Wkrótce odkryłem, że mój najlepszy komfort można osiągnąć, jeśli po prostu będę coraz dalej podążał za swoją wizją, cały czas zdobywając nowe wrażenia, i tak zacząłem podróżować; oczywiście w moim umyśle. Każdej nocy (a czasem w ciągu dnia), gdy byłem sam, zaczynałem swoje podróże, poznawałem nowe miejsca, miasta i kraje; mieszkałem tam, poznawałem ludzi, nawiązywałem przyjaźnie i znajomości. Jakkolwiek niewiarygodne, faktem jest, że byli mi tak samo drodzy jak ci w prawdziwym życiu, a ich przejawy nie były ani trochę mniej intensywne.
Robiłem to nieustannie, aż do siedemnastego roku życia, kiedy moje myśli poważnie zwróciły się ku wynalazkom. Potem z radością zauważyłem, że potrafię wizualizować z największą łatwością. Nie potrzebowałem żadnych modeli, rysunków ani eksperymentów. Mógłbym sobie wyobrazić je wszystkie jako prawdziwe w mojej głowie.
W ten sposób nieświadomie zostałem doprowadzony do opracowania tego, co uważam za nową metodę materializacji pomysłowych koncepcji i idei, która jest promieniowo przeciwna czysto eksperymentalnej i moim zdaniem jest o wiele szybsza i skuteczniejsza.
W chwili, gdy konstruuje się urządzenie, które ma wcielić w życie prymitywny pomysł, nieuchronnie zostaje pochłonięty szczegółami urządzenia. W miarę jak udoskonala i rekonstruuje, jego siła koncentracji maleje, a on sam traci z oczu wielką, leżącą u jego podstaw zasadę.
Wyniki można uzyskać, ale zawsze kosztem jakości. Moja metoda jest inna. Nie spieszę się do prawdziwej pracy. Kiedy już wpadnę na pomysł, od razu zaczynam go budować w wyobraźni. Zmieniam konstrukcję, wprowadzam ulepszenia i obsługuję urządzenie w myślach.
Dla mnie nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy w myślach uruchomię turbinę, czy przetestuję ją w warsztacie. Zauważam nawet, czy jest niezrównoważony. Nie ma żadnej różnicy; wyniki są takie same.
W ten sposób jestem w stanie szybko opracować i udoskonalić koncepcję, nie dotykając niczego. Kiedy osiągnę etap, w którym wpadam na wszystkie możliwe ulepszenia, jakie tylko przychodzą mi do głowy, i nie widzę żadnych wad, nadaję konkretną formę końcowemu produktowi mojego umysłu. Niezmiennie moje urządzenie działa tak, jak sobie to wyobraziłem, a eksperyment przebiega dokładnie tak, jak to zaplanowałem.
Przez dwadzieścia lat nie było ani jednego wyjątku. Dlaczego miałoby być inaczej? Inżynieria, elektryczna i mechaniczna, daje pozytywne rezultaty. Niewiele jest tematu, którego nie można by wcześniej zbadać na podstawie dostępnych danych teoretycznych i praktycznych.
Uważam, że realizacja prymitywnego pomysłu w praktyce, jak to się zwykle robi, to nic innego jak strata energii, pieniędzy i czasu. Moja wczesna dolegliwość miała jednak inną rekompensatę. Nieustanny wysiłek umysłowy rozwinął moją zdolność obserwacji i pozwolił mi odkryć prawdę o wielkim znaczeniu.
Zauważyłem, że pojawianiu się obrazów zawsze towarzyszyło rzeczywiste widzenie scen w szczególnych i na ogół bardzo wyjątkowych warunkach, i za każdym razem byłem zmuszony zlokalizować pierwotny impuls.
Po pewnym czasie wysiłek ten stał się niemal automatyczny i zyskałem dużą łatwość w łączeniu przyczyny i skutku. Wkrótce, ku mojemu zdziwieniu, uświadomiłem sobie, że każda myśl, którą wymyśliłem, była sugerowana przez wrażenie zewnętrzne. Co więcej, wszystkie moje działania były motywowane w podobny sposób.
Z biegiem czasu stało się dla mnie całkowicie oczywiste, że jestem jedynie automatyzacją obdarzoną mocą ruchu reagującą na bodźce narządów zmysłów oraz odpowiednio myślącą i działającą.
Praktycznym rezultatem tego była sztuka „teleautomatyki”, która dotychczas była realizowana jedynie w sposób niedoskonały. Jego ukryte możliwości zostaną jednak ostatecznie pokazane. Od lat planuję samokontrolujące się automaty i wierzę, że można stworzyć mechanizmy, które będą działać tak, jakby posiadały rozum, w ograniczonym stopniu, i wywołają rewolucję w wielu działach handlowych i przemysłowych.
Miałem około dwunastu lat, kiedy po raz pierwszy udało mi się celowo usunąć obraz z mojej wizji, ale nigdy nie miałem kontroli nad błyskami światła, o których wspomniałem. Były to chyba moje najdziwniejsze i [najbardziej] niewytłumaczalne doświadczenia.
Zwykle zdarzały się, gdy znajdowałem się w niebezpiecznej lub niepokojącej sytuacji lub gdy byłem bardzo podekscytowany. W niektórych przypadkach widziałem całe powietrze wokół mnie wypełnione językami żywego płomienia. Ich intensywność zamiast maleć, z czasem rosła i pozornie osiągnęła maksimum, gdy miałem około dwudziestu pięciu lat.
Podczas pobytu w Paryżu w 1883 roku wybitny francuski producent wysłał mi zaproszenie na wyprawę strzelecką, na którą się zgodziłem. Przez długi czas byłem zamknięty w fabryce, a świeże powietrze miało na mnie cudownie orzeźwiający wpływ.
Po powrocie do miasta tej nocy poczułem pozytywne uczucie, że mój mózg się zapalił. Byłem światłem, jakby znajdowało się w nim małe słońce i całą noc spędzałem na stosowaniu zimnych uciśnięć na moją udręczoną głowę.
W końcu częstotliwość i siła błysków zmniejszyły się, ale minęły ponad trzy tygodnie, zanim całkowicie ustąpiły. Kiedy wystosowano do mnie drugie zaproszenie, moja odpowiedź brzmiała stanowcze NIE!
Te świetliste zjawiska wciąż od czasu do czasu się manifestują, jak wtedy, gdy uderza mnie nowa idea otwierająca możliwości, ale nie są już ekscytujące, gdyż mają stosunkowo niewielką intensywność. Kiedy zamykam oczy, niezmiennie najpierw obserwuję tło o bardzo ciemnym i jednolitym błękicie, podobne do nieba w czystą, ale bezgwiezdną noc.
W ciągu kilku sekund pole to ożywa niezliczonymi migoczącymi płatkami zieleni, ułożonymi w kilku warstwach i zbliżającymi się do mnie. Następnie po prawej stronie pojawia się piękny wzór dwóch układów równoległych i blisko siebie rozmieszczonych linii, ustawionych względem siebie pod kątem prostym, w najróżniejszych kolorach, z przewagą żółtego, zielonego i złotego.
Zaraz potem linie stają się jaśniejsze, a całość gęsto posypuje się kropkami migoczącego światła. Obraz ten powoli przesuwa się w polu widzenia i po około dziesięciu sekundach znika po lewej stronie, pozostawiając za sobą podłoże o raczej nieprzyjemnej i obojętnej szarości, aż do osiągnięcia drugiej fazy.
Za każdym razem, zanim zasnę, przed oczami pojawiają się obrazy osób lub przedmiotów. Kiedy je widzę, wiem, że zaraz stracę przytomność. Jeśli ich nie ma i nie pojawiają się, oznacza to bezsenną noc.
W tym okresie nabrałem wielu dziwnych upodobań, niechęci i nawyków, z których niektóre mogę przypisać wpływom zewnętrznym, a inne są niewytłumaczalne. Fascynował mnie blask kryształów, ale perły niemal doprowadzały mnie do szału.
Po ukończeniu studiów w Politechnice i na Uniwersytecie miałem całkowite załamanie nerwowe i podczas trwania tej choroby obserwowałem wiele dziwnych i niewiarygodnych zjawisk.
Nikola Tesla – urodzony 9/10 lipca 1856 r
Z pism samego Tesli możemy wywnioskować, że miał on wyjątkową zdolność umysłową, na jaką niewielu jego bliźnich kiedykolwiek liczyło. Nic dziwnego, że gdy Tesla stanął w obliczu wydarzenia tak wstrząsającego umysłem, jak odkrycie, że ludzie mogą nie być sami we wszechświecie, stanął z nim twarzą w twarz.
Nietypowy sposób Tesli na stawianie czoła nieznanemu i radzenie sobie z nim skłonił niektórych do spekulacji, że jego prawdziwe pochodzenie mogło pochodzić spoza tej planety. Ta sugestia nie jest nowa, w rzeczywistości Tesla zwierzył się kiedyś jednemu ze swoich osobistych asystentów, że często czuł, że jest obcy temu światu.
Tesla pochodził z rodziny pochodzenia serbskiego. Urodzony we wsi Smiljan, Lika (Austria-Węgry) na terenie dzisiejszej Chorwacji. Ojciec Tesli był prawosławnym księdzem; jego matka była nieuczona, ale bardzo inteligentna. Marzyciel z poetyckim akcentem, gdy dojrzewał, Tesla dodał do tych wcześniejszych cech samodyscyplinę i pragnienie precyzji.
Margaret Cheney w swojej książce: Tesla: Man out of time (1981) zauważyła, że Tesla jako dziecko zaczął tworzyć oryginalne wynalazki. Kiedy miał pięć lat, zbudował małe koło wodne, zupełnie inne niż te, które widział na wsi. Było gładkie, bez łopatek, a mimo to obracało się równomiernie w prądzie. Wiele lat później miał sobie przypomnieć ten fakt, projektując swoją wyjątkową turbinę bezłopatkową.
Niektóre z jego innych eksperymentów okazały się mniej udane. Pewnego razu usiadł na dachu stodoły, ściskając rodzinny parasol i hiperwentylując na świeżej górskiej bryzie, aż jego ciało poczuło światło, a zawroty głowy przekonały go, że potrafi latać. Zanurzając się na ziemię, leżał nieprzytomny i matka zabrała go do łóżka. Tesla napisał później, że incydent ten był katalizatorem jego niezwykłych wizji.
W swojej książce Return of the Dove Margaret Storm stwierdza, że Tesla nie był człowiekiem ziemi. Na stronie 71 swojej prywatnie wydrukowanej książki pisze, że ludzie kosmosu opowiedzieli, iż na pokładzie statku kosmicznego, który leciał z Wenus na Ziemię w lipcu 1856 roku, urodził się chłopiec.
Mały chłopiec nazywał się Nikola. Statek wylądował o północy, między 9 a 10 lipca, w odległej górskiej prowincji na terenie dzisiejszej Chorwacji. Tam, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, dziecko zostało oddane pod opiekę dobrego mężczyzny i jego żony, pastora Milutina i Djouki Tesli.
Podobno ludzie z kosmosu przekazali tę informację w 1947 roku Arthurowi H. Matthewsowi z Quebecu w Kanadzie.
Sygnały obcych w nocy
Arthur H. Matthews był inżynierem elektrykiem, który od dzieciństwa był blisko związany z Teslą. Matthews twierdził, że Tesla powierzył mu wiele zadań, w tym międzyplanetarny zestaw komunikacyjny Tesli, który powstał po raz pierwszy w 1901 roku, a którego celem była komunikacja z planetą Mars. Tesla zasugerował, że mógłby przesyłać przez Ziemię i powietrze ogromne ilości energii na odległości tysięcy mil.
„Mogę łatwo pokonać przepaść oddzielającą nas od Marsa i wysłać wiadomość niemal tak łatwo, jak do Chicago”
Ze względu na presję innych badań w tamtym czasie, pierwszy działający model został zbudowany przez Teslę dopiero w 1918 roku.
W 1899 roku Nikola Tesla, z pomocą swojego sponsora finansowego, JP Morgan założył w Colorado Springs laboratorium eksperymentalne zawierające sprzęt do transmisji radiowej wysokiego napięcia. Laboratorium posiadało wieżę o wysokości 200 stóp służącą do transmisji i odbioru fal radiowych oraz najlepszy dostępny wówczas sprzęt odbiorczy.
Pewnej nocy, gdy był sam w laboratorium, Tesla zaobserwował coś, co ostrożnie nazwał działaniami elektrycznymi, które z pewnością wydawały się inteligentnymi sygnałami. Zmiany następowały okresowo i z tak wyraźną sugestią liczby i kolejności, że nie można było ich powiązać z żadną znaną mu wówczas przyczyną.
Tesla rozwinął temat Rozmowy z planetami w Collier’s Weekly (marzec 1901):
„W miarę jak udoskonalałem swoje maszyny do wytwarzania intensywnych czynności elektrycznych, udoskonalałem także środki do obserwacji słabych wysiłków. Jednym z najciekawszych wyników, a zarazem niezwykle istotnym w praktyce, było opracowanie pewnych urządzeń umożliwiających wskazanie z odległości wieluset mil zbliżającej się burzy, jej kierunku, prędkości i przebytej odległości.
„To właśnie kontynuując tę pracę, po raz pierwszy odkryłem te tajemnicze efekty, które wzbudziły tak niezwykłe zainteresowanie. Dopracowałem wspomniane urządzenie do tego stopnia, że z mojego laboratorium w górach Kolorado mogłem niejako poczuć puls globu, odnotowując każdą zmianę elektryczną, która nastąpiła w promieniu jedenastuset mil.
„Nigdy nie zapomnę pierwszych wrażeń, jakich doświadczyłem, gdy dotarło do mnie, że zaobserwowałem coś, co mogło mieć nieobliczalne konsekwencje dla ludzkości. Miałem wrażenie, że jestem obecny przy narodzinach nowej wiedzy lub objawieniu wielkiej prawdy… Moje pierwsze obserwacje pozytywnie mnie przeraziły, gdyż było w nich coś tajemniczego, żeby nie powiedzieć nadprzyrodzonego, a nocą byłem sam w laboratorium; ale w tamtym czasie nie pojawiła się jeszcze myśl, że te zakłócenia są inteligentnie kontrolowanymi sygnałami.
„Zmiany, które zauważyłem, miały miejsce okresowo i z tak jasną sugestią liczby i kolejności, że nie można ich było powiązać z żadną znaną mi przyczyną. Znałem oczywiście takie zakłócenia elektryczne, jakie powodują słońce, zorza polarna i prądy ziemskie, i byłem tak pewien, jak tylko mogłem, że te zmiany nie wynikają z żadnej z tych przyczyn.
„Charakter moich eksperymentów wykluczał możliwość, że zmiany te będą spowodowane zaburzeniami atmosferycznymi, co niektórzy pochopnie twierdzili. Jakiś czas później w mojej głowie pojawiła się myśl, że zaobserwowane przeze mnie zakłócenia mogą być spowodowane inteligentnym sterowaniem.
„Chociaż nie potrafiłem wówczas rozszyfrować ich znaczenia, nie mogłem myśleć o nich jako o czymś całkowicie przypadkowym. Ciągle narasta we mnie poczucie, że jako pierwszy usłyszałem powitanie jednej planety dla drugiej. Za tymi sygnałami elektrycznymi krył się cel”
Był to pierwszy z wielu incydentów, podczas których Tesla przechwycił, jego zdaniem, inteligentne sygnały z kosmosu.
W tamtym czasie wybitni naukowcy przypuszczali, że Mars będzie prawdopodobną przystanią dla inteligentnego życia w naszym Układzie Słonecznym, a Tesla początkowo sądził, że sygnały te mogą pochodzić z czerwonej planety. Później zmienił ten punkt widzenia, gdy stał się bardziej biegły w tłumaczeniu tajemniczych sygnałów. Pod koniec życia Tesla opracował kilka wynalazków, które rzekomo mogły wysyłać ogromne ilości energii na inne planety.
W 1937 roku, podczas jednej ze swoich urodzinowych konferencji prasowych, Tesla ogłosił:
„Przez lata poświęciłem większość czasu na udoskonalenie nowego, małego i kompaktowego urządzenia, dzięki któremu energia w znacznych ilościach może być teraz przesyłana przez przestrzeń międzygwiazdową na dowolną odległość bez najmniejszego rozproszenia”
(New York Times, 11 lipca 1937.)
Tesla nigdy publicznie nie ujawnił szczegółów technicznych swojego ulepszonego nadajnika, ale w swoim ogłoszeniu z 1937 r. ujawnił nową formułę, która pokazuje, że:
„Energia kinetyczna i potencjalna ciała jest wynikiem ruchu i jest określona przez iloczyn jego masy i kwadratu jego prędkości. Niech masa zostanie zmniejszona, energia zostanie zmniejszona o tę samą proporcję. Jeśli zostanie zredukowana do zera, energia również wynosi zero dla dowolnej skończonej prędkości.”
(New York Sun, 12 lipca 1937, str. 6.)
Strach przed kosmitami
W odkrytych przez siebie dziennikach Tesli Dale Alfrey zauważył, że w latach dwudziestych XX wieku Tesla nabrała pewności, że jest w stanie zrozumieć dziwne audycje radiowe z kosmosu. Jednak wkrótce potem Tesla zaczął wyrażać wielkie obawy dotyczące istot z innych planet, które miały nieprzyjemne plany dotyczące planety Ziemia.
„Sygnały są zbyt silne, aby pokonać duże odległości z Marsa na Ziemię” – napisał Tesla. „Jestem więc zmuszony przyznać przed samym sobą, że źródła muszą pochodzić skądś z pobliskiej przestrzeni kosmicznej, a nawet z księżyca. Jestem jednak pewien, że stworzenia, które komunikują się ze sobą każdej nocy, nie pochodzą z Marsa, ani być może z żadnej innej planety naszego Układu Słonecznego.”
Kilka lat po tym, jak Tesla ogłosił odbiór sygnałów z kosmosu, Guglielmo Marconi twierdził również, że słyszał z obcego nadajnika radiowego. Jednak Marconi został równie szybko odrzucony przez swoich współczesnych, którzy twierdzili, że otrzymał zakłócenia od innej stacji radiowej na Ziemi.
Istnieją pewne publiczne potwierdzenia słuszności zaginionych czasopism oraz wiary Tesli w istoty pozaziemskie i znaczenia komunikowania się z nimi. Jak zauważono wcześniej, Arthur H. Mathews twierdził, że Tesla potajemnie opracował Teslaskop w celu komunikowania się z kosmitami. Zmarła dr Andrija Puharich przeprowadziła wywiad z Matthewsem dla Pyramid Guide w maju-czerwcu i lipcu-sierpniu 1978 r. Wywiad ten po raz pierwszy ujawnił powiązania Matthewsa z Teslą.
Arthur Matthews urodził się w Anglii, a jego ojciec był asystentem laboratoryjnym znanego fizyka Lorda Kelvina w latach 90. XIX wieku. Tesla przyjechał do Anglii, aby spotkać się z Kelvinem… i przekonać go, że prąd przemienny jest bardziej wydajny niż prąd stały. Kelvin sprzeciwiał się wówczas ruchowi AC.
W 1902 roku rodzina Matthewsów opuściła Anglię i wyemigrowała do Kanady. Kiedy Matthews miał 16 lat, ojciec zorganizował mu praktykę u Tesli. W końcu dla niego pracował i kontynuował ten sojusz aż do śmierci Tesli w 1943 roku.
„To nie jest powszechnie znane, ale Tesla faktycznie miał dwa ogromne nadajniki powiększające zbudowane w Kanadzie” – powiedział Matthews.
„Operowałem jeden z nich. Ludzie wiedzą głównie o nadajnikach Colorado Springs i niedokończonym nadajniku na Long Island. Widziałem dwa kanadyjskie nadajniki. Wszystkie dowody są.”
Matthews stwierdził, że Teslaskop to rzecz, którą Tesla wynalazł, aby komunikować się z istotami na innych planetach. Schemat Teslaskopu znajduje się w książce Matthewsa Ściana światła.
„W zasadzie przyjmuje sygnały promieniowania kosmicznego” – powiedział Matthew.
„W końcu sygnały zostają zredukowane do dźwięku. Przemów do jednego końca, a sygnał wyjdzie z drugiego końca jako emiter promieniowania kosmicznego.”
Diagramy Teslaskopu autorstwa Matthewsa nie mają większego sensu elektronicznego. Nikt nigdy nie potwierdził realności urządzenia. Matthews twierdzi jednak, że w 1947 roku zbudował model Tesla Interplanetary Communications Set i z powodzeniem nim zarządzał.
Zasugerował, że ze względu na ograniczony zasięg zestawu, mógł on kontaktować się jedynie ze statkami kosmicznymi działającymi w pobliżu Ziemi. Miał nadzieję, że pewnego dnia uda mu się zbudować zestaw zdolny do bezpośredniej komunikacji z planetami.
„Tesla powiedział mi, że istoty z innych planet już tu są” – opowiadał Matthews. „Bardzo się bał, że kontrolują człowieka od tysięcy lat i że jesteśmy po prostu obiektami testowymi eksperymentu o niezwykle długim czasie trwania”
Matthews nie podzielał przekonań Tesli, że kosmici mogą nie mieć na uwadze najlepszego interesu Ziemi. Jego zdaniem, jeśli istoty pozaziemskie są tak zaawansowane, że mogą podróżować z Układu Słonecznego do Układu Słonecznego, to muszą być również zaawansowane społecznie i miłujące pokój.
Chęć Matthewsa do kontynuowania eksperymentów z Teslaskopem wskazywała na początki tzw. „nowoczesnej ery UFO” W latach pięćdziesiątych kontaktowcy tacy jak George Adamski i Howard Menger pisali książki i wygłaszali wykłady dla zapalonych wierzących na temat niemal boskich braci kosmicznych.
Ci mieszkańcy UFO twierdzili, że pochodzą z prawie każdej planety Układu Słonecznego, przy czym szczególnie preferowane są Wenus i Mars. Bracia kosmiczni głosili formę „religii kosmicznej New Age”, zawierającą utopijne opisy ich rodzinnych światów i potępiającą wojownicze sposoby ludzkości.
Tesla z pewnością czułby się usprawiedliwiony swoimi wcześniejszymi twierdzeniami, gdyby żył wystarczająco długo, aby doświadczyć współczesnej ery UFO. Wspomina w swoich dziennikach o swoich frustrujących próbach zainteresowania swoimi teoriami przedstawicieli rządu i wojska. Najwyraźniej listy Tesli pozostały bez odpowiedzi – pozostaje pytanie, czy jego pomysły zostały poważnie rozważone, czy też uważano go po prostu za wariata.
Dowody poszlakowe wskazują na pewne oczekiwania Stanów Zjednoczonych, gdy podczas II wojny światowej zauważono pierwsze UFO. Możliwe, że pomysły Tesli wywarły większy wpływ, choć potajemnie, niż Tesla kiedykolwiek sobie wyobrażał.

Nikola Tesla zasugerował, że mógłby przesyłać przez Ziemię i powietrze ogromne ilości energii na odległości tysięcy mil.
„Mogę łatwo pokonać przepaść oddzielającą nas od Marsa i wysłać wiadomość niemal tak łatwo, jak do Chicago”
Źródło: https://www.bibliotecapleyades.net/tesla/lostjournals/lostjournals02.htm
- Ściśle tajny dokument napisany przez Oppenheimera i Einsteina na temat kosmitów i UFO
- Tesla i elektroniczne zjawiska głosowe
- Niezwykłe doświadczenia Nikoli Tesli
- Komunikacja z innymi planetami Nikoli Tesli
- Historia Internetu: Nadzór i cenzura były celem od samego początku
- Obce sygnały w nocy. Fragmenty z osobistych wspomnień Nikoli Tesli
- Sekretne życie Nikoli Tesli
- Zapoznaj się z zaginionymi dziennikami Nikoli Tesli
- Nikola Tesla, eter i ewolucja myśli naukowej
- Nikola Tesla, eter, antygrawitacja i wykorzystanie mocy wszechświata
- Ujawnione: Jak anglo-amerykańscy agenci wywiadu pomogli Hitlerowi dojść do władzy
- Historia III Rzeszy. Hitler i bomba atomowa













