
Autor: Morgan G. Murphy
Od lat w salach konferencyjnych, salach lekcyjnych i przy urnach wyborczych rozbrzmiewają głosy zapowiadające zbliżającą się apokalipsę. Politycy i eksperci szerzą wizje spalonej ziemi, gdzie każda burza zwiastuje koniec świata, a każda różnica zdań w kwestiach politycznych skazuje nas wszystkich na zagładę. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Gorączkowa atmosfera katastrofizmu klimatycznego — nieustanne dążenie do wprowadzania zmian pod wpływem paniki – słabnie, co jest bardzo korzystne dla osób, które przedkładają twarde fakty nad gorączkowe marzenia.
Weźmy najnowsze sondaże: badanie Yale Program on Climate Change Communication z lipca 2025 wykazało, że choć 69 procent Amerykanów przyznaje się do globalnego ocieplenia, tylko 60 procent przypisuje to wyłącznie działalności człowieka. Kolejne 28 procent wskazuje na siły naturalne.
W Instytucie Polityki Energetycznej Uniwersytetu Chicagowskiego październikowe badanie wykazało stały spadek wiary w katastrofę klimatyczną wywołaną przez człowieka od 2017 roku. To nie są liczby marginalne; To znaki, że zwykli ludzie przestają słuchać szumu. Jak ujął to jeden z analityków, “intensywność lęku klimatycznego słabnie.”
Ta ucieczka od histerii nie odbywa się w próżni. Sama nauka zadaje ciosy alarmistycznemu schematowi. Wystarczy spojrzeć na szokujące wycofanie głośnego badania Nature z 2024 roku, które kiedyś ostrzegało przed zmianami klimatu, które mogą drastycznie obniżyć globalny PKB o jedną piątą do końca wieku. Krytycy krytykowali jego chwiejne obliczenia — ignorując kluczowe korelacje w danych gospodarczych, jak zasugerował jeden badacz z Instytutu Poczdamskiego — i autorzy się wycofali, wycofując artykuł w grudniu.
Zmieniona opinia? Szkody nadal będą dotkliwe, ale nie będą miały charakteru katastrofalnego. „Zmiany są zbyt znaczące, aby można je było uznać za korektę” – przyznał zespół. To rzadkie przyznanie się, że pośpiech w wyolbrzymianiu katastrofy może przewyższyć dowody, co podsyca rosnące podejrzenia: ile innych „ustalonych” badań może się rozpaść pod wpływem prawdziwej analizy?
Nawet osoby z wewnątrz opuszczają statek. Ted Nordhaus, niegdyś zagorzały zwolennik walki ze zmianami klimatu i założyciel Breakthrough Institute, otwarcie napisał w październikowym eseju: „Dlaczego przestałem być katastrofistą klimatycznym”. Wskazał on na zły nawyk tej branży, polegający na zamianie nieudanych prognoz na nowe straszydła – przechodząc od bezlodowych biegunów do megaburzy, gdy stare straszydła przestały działać. Nordhaus wskazuje na historyczny scenariusz: ludzie się dostosowują. W przeszłości budowaliśmy wały przeciwpowodziowe, uprawialiśmy rośliny odporne na suszę i tworzyliśmy odporne miasta, i zrobimy to ponownie, nie poświęcając naszych gospodarek na ołtarzu nieosiągalnych fantazji o zerowej emisji netto.
Jak zauważa, szalone modele „biznes jak zwykle”, zakładające wzrost temperatury o pięć stopni do 2100 roku, zawsze były mrzonką, opartą na absurdalnym wzroście liczby ludności i stagnacji technologicznej. A rzeczywistość? Zmierzamy w kierunku wzrostu temperatury o trzy stopnie lub mniej, a adaptacja – a nie poświęcenie – pozwala utrzymać ten poziom.
Sceptycy, tacy jak William Happer z Princeton i Richard Lindzen z MIT, dołączyli do tego w niedawnym długim wystąpieniu, rozbijając związek między rosnącym CO2 a bardziej dziką pogodą. Nie ma solidnych danych potwierdzających linię “pogarszających się ekstremów”, twierdzą; To głównie modelowa magia, a nie mierzalne fakty. A lipcowy raport Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych, napisany przez takie osobistości jak John Christy i Judith Curry, jeszcze bardziej pogłębił tę tezę: wyłączenie całej floty pojazdów w Ameryce – ciężarówek, samochodów osobowych, maszyn – nie miałoby prawie żadnego wpływu na klimat.
“Wpływ na klimat byłby tak niewielki, że nie dałoby się go zmierzyć” – podsumowali autorzy. To nie jest zaprzeczenie; to dane, które przypominają nam, że wielkie gesty za granicą często zalewają kieszenie w miejscach takich jak Pekin bardziej niż chłodzą planetę.
Oczywiście, alarm nadal działa. Siódmy Raport Oceny IPCC rozpoczął prace robocze w Paryżu w grudniu tego roku, a zarysy zostały ustalone już w marcu. Ale nawet tam ton jest mniej nerwowy. Raport UNEP o różnicach emisji przyznaje, że według obecnych zobowiązań spodziewamy się wzrostu od 2,3 do 2,5 stopnia do 2100 roku — o krok lepiej niż zeszłoroczna prognoza katastrofy, dzięki oddzieleniu wzrostu od emisji przez niektóre kraje.
Emisja CO2 z paliw kopalnych osiągnęła rekordowy poziom w 2025 r., ale emisje związane z użytkowaniem gruntów spadły, a pochłaniacze dwutlenku węgla utrzymały się na stałym poziomie po El Niño. A temperatury? Rok 2025 ma szansę być drugim lub trzecim najcieplejszym rokiem w historii, ze średnią temperaturą w okresie styczeń-sierpień o 1,42°C wyższą od poziomu sprzed epoki przemysłowej – jest gorąco, ale nie tak gorąco jak w szczytowym momencie 2024 r. i zgodnie z długoterminową tendencją. Nie ma przyspieszenia, tylko stały wzrost, który utrzymujemy od dziesięcioleci.
To, co naprawdę się tu szykuje, to cichy bunt przeciwko fabryce strachu. Media, niegdyś gorliwe wzmacniacze nastoletnich proroków i topniejących czap lodowych, teraz spotykają się z oporem za odsuwanie sprzeciwu na bok. Lobby naftowe i internetowi sceptycy nie są złoczyńcami; Wypełniają lukę pozostawioną przez jednostronne relacjonowanie, które rodzi “lęk klimatyczny” u dzieci, ignorując jednocześnie to, jak bogatsze i elastyczne społeczeństwa lepiej radzą sobie z burzami niż kiedykolwiek.
I nie oszukujmy się: prawdziwy spisek nie tkwi w chmurach, lecz w bilionach kierowanych na zielone programy, które wzbogacają elity, a rodzinom obarczają wyższe rachunki i mniej miejsc pracy.
To osłabienie katastrofizmu może wywrócić sytuację do góry nogami. Demokraci, od dawna przywiązani do przycisku paniki, mogą stracić swoją ulubioną kwestię sporu z konserwatystami fiskalnymi, którzy priorytetowo traktują niezależność energetyczną i portfele klasy robotniczej. Zamknięcie rurociągów lub wprowadzenie obowiązkowych mandatów elektrycznych? To trucizna wyborcza, gdy wyborcy przejrzą taktykę zastraszania. Lepiej skupić się na tym, co działa: rampach jądrowych, wydajnych sieciach energetycznych i innowacjach, które nie doprowadzą do bankructwa centrum kraju.
W końcu planeta nie ulega implozji – dostosowuje się, tak jak my. Wraz ze słabnącą wiarą w wielkiego złego wilka zyskujemy przestrzeń do oddychania, budowania i prosperowania. To nie jest kapitulacja, to powrót rozsądku do dyskusji.
Źródło: https://discernreport.com/why-the-climate-crisis-cults-doomsday-narrative-is-fading-fast/
- Szok w UE: Więcej słońca od 40 lat – czy dogmat CO2 jest zagrożony?
- Stany Zjednoczone wycofują się z kluczowego porozumienia klimatycznego i kilkudziesięciu międzynarodowych organizacji
- Dlaczego apokaliptyczna narracja kultu kryzysu klimatycznego szybko traci na znaczeniu
- Rzeczywistość dopadła „zmiany klimatu”
- Punkt zwrotny w polityce klimatycznej
- Konferencja klimatyczna: Tych ośmiu niezależnych ekspertów powinno naprawdę zabrać głos
- Fałszywe twierdzenia dotyczące temperatury, które stanowią podstawę alarmistycznej agendy COP30
- Biurokratyczna farsa alarmizmu klimatycznego i COP30
- Globalne ocieplenie? Niektóre części Antarktydy ochładzają się od 2003 roku!
- Kolejny cios dla alarmistów klimatycznych: Wielka Rafa Koralowa kwitnie jak nigdy dotąd
- Bill Gates: Kryzys klimatyczny zażegnany
- Koniec szaleństwa? 893 koncerny wycofują się z „zobowiązania klimatycznego”













