Menu

Kłamstwo klimatyczne dotyczące gwałtownego wzrostu szkód spowodowanych warunkami pogodowymi

7 lipca, 2026 - Klimat
Kłamstwo klimatyczne dotyczące gwałtownego wzrostu szkód spowodowanych warunkami pogodowymi
0
(0)

Politycy i media głównego nurtu nieustannie wmawiają nam, że rzekome „zmiany klimatu spowodowane przez człowieka” powodują coraz bardziej niszczycielskie i kosztowne klęski żywiołowe. Szkody miałyby wręcz gwałtownie wzrastać. Jednak dokładna analiza danych liczbowych i rzeczywistych trendów pokazuje, że jest to po prostu nieprawda. Renomowany naukowiec, dr Roger Pielke Jr., przeanalizował oficjalne dane Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) – z wynikiem katastrofalnym dla lobby klimatycznego.

Jeszcze niedawno komisarz UE ds. klimatu Wopke Hoekstra wystąpił publicznie i ogłosił zwyczajową mantrę: „Rzeczywistość jest taka, że wraz z postępującymi zmianami klimatu nasilają się zjawiska takie jak fale upałów, susze, burze i oczywiście powodzie… Będziecie świadkami coraz większych szkód”. Brzmi to groźnie – i właśnie taki jest cel takich wypowiedzi. Mają one wzbudzać strach i przekonywać obywateli, że radykalne środki polityczne i podwyżki podatków są „nieuniknione”. Niestety, Roger Pielke Jr., ekspert ds. analizy danych dotyczących katastrof, postąpił dokładnie tak, jak zazwyczaj nie postępują dziennikarze mediów głównego nurtu: przeanalizował surowe dane, zamiast powtarzać gotową narrację.

Jego analiza najnowszych danych dotyczących katastrof, opublikowanych przez Agencję Ochrony Środowiska Unii Europejskiej (EUA), obala tę konstrukcję kłamstw: gdy tylko prawidłowo uwzględni się w równaniu naturalny globalny wzrost gospodarczy, okazuje się, że szkody spowodowane katastrofami pogodowymi w Europie od 1990 roku de facto nie wzrosły. Tendencja jest całkowicie płaska. Jak więc politycy mogą mówić o „rekordowych szkodach”? To proste: posługuje się nie skorygowanymi, bezwzględnymi liczbami. W rzeczywistości czyste koszty, skorygowane o inflację, wzrosły w ciągu ostatnich trzech dekad. Krzywa idzie w górę i właśnie ta krzywa jest bezlitośnie prezentowana opinii publicznej podczas panicznych szczytów i w talk-showach. Tymczasem takie porównanie jest metodologicznym nonsensem, jeśli nie wręcz oczywistym oszustwem.

Dzisiejsza Europa nie jest tą samą Europą, co w 1990 roku. W ciągu tych 35 lat prowadzono intensywną budowę. Miasta się rozrosły, domy są znacznie większe i lepiej wyposażone, a infrastruktura rządowa i korporacyjna uległa wielokrotnemu rozbudowaniu. Krótko mówiąc: gdy dziś szaleje burza lub pada grad, na drodze stoi po prostu znacznie więcej kosztownych obiektów (w tym rozległe farmy słoneczne), które mogą ulec zniszczeniu. Gdyby dziś nad Europą przeszła burza mniej groźna niż ta z 1990 roku, straty finansowe byłyby mimo to znacznie większe, po prostu dlatego, że w krajobrazie znajduje się znacznie więcej wartościowych obiektów. Kto więc twierdzi, że pogoda stała się bardziej niebezpieczna wyłącznie dlatego, że rosną koszty napraw, ten traktuje ludzi jak głupców.

Trend skorygowany: nic nie pozostaje z paniki klimatycznej

Aby rozpoznać rzeczywiste trendy, renomowani naukowcy stosują metodę „normalizacji”. Polega ona na odniesieniu kwot szkód do odpowiedniego produktu krajowego brutto (PKB). Zadaje się zatem pytanie: ile kosztowałaby burza z 1990 roku, gdyby uderzyła w dzisiejszą infrastrukturę? Metoda ta nie jest ezoteryczną teorią niszową, lecz uznanym globalnym standardem, z którego korzysta nawet ONZ. Jeśli zastosuje się tę standardową metodę do danych europejskich z lat 1990–2024, bańka apokaliptyków pęka. Rzekoma eskalacja znika.

Pielke stwierdza sucho: „Gdy tylko uwzględni się wzrost gospodarczy, znormalizowane koszty ekstremów pogodowych i klimatycznych w Europie w latach 1990–2024 nie wzrosły. Ogólna tendencja jest płaska”. Dane te uwzględniają już tragiczną powódź z 2021 roku (między innymi w dolinie rzeki Ahr). Również takie zdarzenia stulecia, rozpatrywane z metodologicznego punktu widzenia, płynnie wpisują się w ten trend, nie zniekształcając długoterminowej tendencji wzrostowej. Jeśli za miarę przyjąć rzeczywisty potencjał szkód, lata 1990, 1999 i 2002 były równie niszczycielskie, a nawet gorsze niż najnowsze „szoki klimatyczne” wyolbrzymiane przez media.

IPCC o tym wie – ale ukrywa prawdę

Najbardziej podstępne w tym wszystkim jest to, że w kręgach naukowych fakt ten jest od dawna powszechnie znany. Jak na ironię, nawet Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) już dawno przyznał w swoich obszernych raportach, że nie ma przekonujących dowodów na to, iż same rekordowe straty finansowe świadczą o „gorszej pogodzie”. Sam IPCC przyznaje, że to przede wszystkim rosnący dobrobyt jest odpowiedzialny za większe szkody. Ten nieprzyjemny szczegół („wzrost strat spowodowany przede wszystkim większym bogactwem”) rzadko jednak przetrwa drogę z liczącego kilka tysięcy stron raportu naukowego do komunikatu prasowego przeznaczonego dla dziennikarzy.

Pozostaje nam politycznie motywowane przedstawianie sprawy. Każdego dnia czytamy o coraz to nowych „szkodach sięgających miliardów”, które służą jako bat do forsowania przymusowych środków dotyczących CO₂ i niszczenia dobrobytu. Tymczasem porównywanie bezwzględnych danych dotyczących szkód bez uwzględnienia czynników ekonomicznych jest równie niepoważne, jak próba porównania kosztów szkód wypadkowych samochodu z lat 50. z dzisiejszymi modelami high-tech, bez uwzględnienia postępu technologicznego. Społeczeństwa europejskie muszą dostosować się do naturalnych warunków pogodowych, tak jak robiły to od zawsze. Jednak narracja o bezprecedensowej spirali katastrof, która prowadzi nas do zagłady, nie znajduje potwierdzenia w oficjalnych danych.

Źródło: https://report24.news/die-klima-luege-von-den-explodierenden-wetterschaeden/

Jak przydatny był ten artykuł?

Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten artykuł.

Rozpowszechniaj zdrowie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
0
Będę wdzięczny za opinie, proszę o komentarz.x