
Światowa Organizacja Zdrowia odkryła nową przyczynę.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) , która wyszła z ery COVID i której wiarygodność jest poddawana coraz większej krytyce, próbuje teraz zdefiniować zmiany klimatyczne jako zagrożenie zdrowia publicznego.
Najnowszy apel pochodzi od specjalnej komisji, która apeluje, aby traktować zmiany klimatyczne w Europie jako międzynarodowy kryzys zdrowotny wymagający pilnych działań.
Język jest znajomy.
Ostrzega się nas przed katastrofalnymi zagrożeniami, eskalacją sytuacji kryzysowych i rosnącymi zagrożeniami dla dobrobytu ludzkości. Cel jest jasny: stworzyć poczucie pilności, które uzasadnia większą interwencję polityczną i międzynarodową koordynację.
Jednak gdy cofniemy się i przyjrzymy dowodom, wyłania się zupełnie inny obraz.
Najważniejszy wykres w całej debacie klimatycznej to taki, który rzadko jest pokazywany przez rządy, aktywistów ekologicznych czy media. Dane z międzynarodowej bazy danych katastrof EM-DAT pokazują, że liczba zgonów spowodowanych ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi gwałtownie spadła w ciągu ostatniego stulecia. Chociaż globalna populacja wzrosła z około dwóch miliardów do ponad ośmiu miliardów, roczna liczba zgonów związanych z pogodą spadła o ponad 95%. W przeliczeniu na mieszkańca spadek ten przekracza 99%.
To niezwykłe osiągnięcie nie nastąpiło dzięki zniknięciu huraganów ani ustaniu susz. Stało się tak, ponieważ społeczeństwa ludzkie stały się bogatsze i bardziej odporne. Lepsza infrastruktura, udoskonalone rolnictwo, systemy nawadniające, prognozowanie pogody, klimatyzacja, systemy reagowania kryzysowego i nowoczesna technologia radykalnie zmniejszyły podatność na zagrożenia.
Innymi słowy, adaptacja działa.
Jednak ta oczywista historia sukcesu jest praktycznie nieobecna w komunikatach WHO dotyczących klimatu. Zamiast tego, uwaga skupiła się niemal wyłącznie na śmiertelności związanej z upałami.
WHO powołuje się na badania sugerujące, że wzrost temperatur powoduje rosnącą liczbę zgonów w całej Europie. Na pierwszy rzut oka takie twierdzenia wydają się przekonujące. Wiele artykułów opublikowano w prestiżowych czasopismach i publikuje się w nich nazwiska dziesiątek autorów naukowych.
Jednak bliższa analiza ujawnia poważny problem.
Jak wielokrotnie podkreślał duński ekonomista Bjørn Lomborg, wiele z tych analiz nie uwzględnia w pełni szybko starzejącego się społeczeństwa Europy. Osoby starsze są z natury bardziej podatne na stres cieplny. Jeśli odsetek osób starszych wzrośnie, śmiertelność związana z upałami może wzrosnąć, nawet jeśli wzorce temperatur pozostaną w dużej mierze niezmienione.
To nie jest drobne przeoczenie statystyczne. To radykalnie zmienia interpretację danych.
Jeśli populacja się starzeje, można spodziewać się większej liczby zgonów spowodowanych upałami, nawet bez żadnego wpływu klimatu.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, o czym często się zapomina w tych dyskusjach.
Znacznie więcej ludzi umiera z zimna niż z upału.
W obszernym badaniu opublikowanym w czasopiśmie „The Lancet Planetary Health” oszacowano, że około 5,1 miliona zgonów na całym świecie każdego roku jest związanych z nieoptymalnymi temperaturami, co stanowi około 9,4% globalnej śmiertelności. Co istotne, badanie wykazało, że liczba zgonów z powodu zimna przewyższała liczbę zgonów z powodu upałów w stosunku około dziewięć do jednego.
Jednak zdecydowana większość z nich wiąże się z narażeniem na zimno, a nie na ciepło.
Wskaźnik ten różni się w zależności od regionu, ale na całym świecie śmiertelność z powodu zimna znacznie przewyższa śmiertelność z powodu upałów.
Fakt ten rzadko pojawia się w nagłówkach gazet poświęconych klimatowi.
Powód jest oczywisty. To komplikuje prostą narrację polityczną.
Jeśli ocieplenie zmniejsza śmiertelność z powodu zimna, a jednocześnie zwiększa śmiertelność z powodu upałów, to pytanie staje się o wiele bardziej złożone, niż chcieliby przyznać aktywiści. Problem nie jest już prostą opowieścią o katastrofie klimatycznej. Staje się kwestią równowagi kosztów i korzyści, adaptacji, postępu technologicznego i odporności człowieka.
Ta dyskusja nie wywołuje takiego samego poczucia paniki.
Nie popiera również żądań całkowitej kontroli politycznej.
Warto zatem bliżej przyjrzeć się rosnącej tendencji do traktowania zmian klimatycznych jako zagrożenia dla zdrowia.
Zdrowie publiczne stało się jednym z najpotężniejszych narzędzi politycznych, jakimi dysponują rządy i organizacje międzynarodowe. W sytuacji zagrożenia zdrowia publicznego uzasadnione mogą być nadzwyczajne środki, które w innym przypadku byłyby politycznie nieakceptowalne.
Gdy zmiana klimatu zostanie zdefiniowana na nowo jako kryzys zdrowotny, zakres interwencji drastycznie się rozszerzy. Polityka energetyczna, transport, rolnictwo, urbanistyka, mieszkalnictwo, a nawet osobiste wybory dotyczące stylu życia – wszystko to może zostać włączone do zarządzania zdrowiem publicznym.
Ta transformacja już się rozpoczęła.
Ramy WHO „Jedno Zdrowie” jednoznacznie łączą zdrowie ludzi, zdrowie zwierząt, ekosystemy i klimat w jeden zintegrowany system. Teoretycznie brzmi to rozsądnie. W praktyce jednak uzasadnia to rozszerzenie uprawnień instytucji międzynarodowych na praktycznie każdy aspekt życia społecznego i gospodarczego.
Kwestia klimatu przestaje być wyłącznie kwestią środowiskową. Staje się uzasadnieniem dla scentralizowanego zarządzania.
Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z tym celem, czy nie, powinien przynajmniej otwarcie o nim powiedzieć.
Zamiast tego, społeczeństwu przedstawia się wybrane statystyki, najgorsze scenariusze i nacechowany emocjonalnie język, mający na celu wywołanie zgody.
Sto lat temu ludzkość była naprawdę bezbronna wobec natury. Susze mogły wyniszczyć całe populacje. Powodzie mogły zniszczyć miasta. Zjawiska pogodowe regularnie powodowały masowe ofiary.
Dziś, dzięki dobrobytowi, technologii i rozwojowi gospodarczemu, ludzkość jest znacznie mniej podatna na zagrożenia związane ze zmianami klimatu niż poprzednie pokolenia. Nie oznacza to jednak, że zagrożenia pogodowe nie istnieją. Oznacza to, że adaptacja, innowacje i postęp gospodarczy konsekwentnie okazują się skuteczniejsze niż strach i panika.
Zanim zaakceptujemy twierdzenia, że zmiana klimatu stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego, decydenci powinni zadać sobie proste pytanie: skoro w ciągu ostatniego stulecia ludzkość stała się znacznie bezpieczniejsza od katastrof związanych z pogodą, to dlaczego instytucje międzynarodowe tak bardzo starają się przekonać nas, że kryzys nigdy nie był poważniejszy?
Źródło: https://www.globalresearch.ca/who-climate-narrative-doesnt-match-evidence/5929343
- Narracja WHO dotycząca klimatu nie pokrywa się z dowodami
- Dlaczego dane dotyczące temperatury są później zawyżane?
- Szaleństwo klimatyczne: Komisja Lauterbacha wzywa WHO do ogłoszenia międzynarodowego stanu zagrożenia zdrowia
- Szaleństwo klimatyczne w Wielkiej Brytanii: Naukowcy chcą zasłonić słońce parą słonej wody!
- Naukowcy z IPCC przyznają: Przerażające scenariusze klimatyczne są całkowicie przesadzone
- Kolejne badanie potwierdza: To Słońce wpływa na klimat – a nie człowiek
- Szef firmy BlackRock, Larry Fink, kładzie kres klimatycznemu szaleństwu!
- Podatek CO2 od ścieków? Oczyszczalnie ścieków uznane za nowych „zabójców klimatu”









