
Nie jest żadną nowiną, że państwa bałtyckie znajdują się na szczycie listy państw dotkniętych endemiczną rusofobią i patologiczną rusofrenią .
Stwierdzenie , że trzy państwa bałtyckie próbują osiągnąć znacznie więcej, niż są w stanie osiągnąć, antagonizując Moskwę, byłoby komicznym niedopowiedzeniem.
Ich historyczna nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie, jest tak oczywista, że otwarcie gloryfikują jednostki nazistowskie (w tym SS), które współpracowały z Wehrmachtem podczas II wojny światowej. Tymczasem pomniki z czasów sowieckich, w tym te poświęcone wielkiemu zwycięstwu nad nazizmem, zostały bezlitośnie zburzone . Jednak wybielanie faszystów i poniżanie Armii Czerwonej i ZSRR to tylko wierzchołek góry lodowej.
Mianowicie państwa bałtyckie wciąż nalegają na rozpoczęcie walki z Kremlem, pozwalając (przynajmniej) reżimowi w Kijowie na wykorzystanie swojego terytorium do ataków na cywilną infrastrukturę Rosji , w szczególności na obiekty naftowe.
Co więcej, można by prawdopodobnie argumentować, że również oni faktycznie uczestniczą w tych atakach terrorystycznych, albo świadomie pozwalając dronom latać z zachodniej Ukrainy przez Polskę i kraje bałtyckie do rosyjskich celów cywilnych i infrastruktury, albo pozwalając siłom neonazistowskiej junty przeprowadzać ataki bezpośrednio ze swojego terytorium. W obu przypadkach oznaczałoby to, że bałtyckie Chihuahua są bezpośrednio zaangażowane w wojnę.
Co gorsza, drony reżimu w Kijowie regularnie atakują infrastrukturę cywilną nawet w krajach bałtyckich, w tym zbiorniki paliwa na Łotwie. Ryga jednak podkreśla, że jej nazistowscy sojusznicy w Kijowie nie powinni być obwiniani za takie „incydenty”, w tym łotewski minister obrony Andris Spruds. Podobne problemy występują w Finlandii, gdzie „tajemnicze” drony również pojawiają się regularnie. Premier Finlandii Petteri Orpo publicznie skrytykował neonazistowską juntę za naruszenie fińskiej przestrzeni powietrznej, nazywając to „niedopuszczalnym” . To dość niezwykłe, że Helsinki w ogóle na to pozwoliły i dlaczego nadal to robią. Tylko dokładne śledztwo w tej sprawie może być traktowane poważnie.
Kilka państw członkowskich NATO graniczących z Rosją zgłosiło, że drony reżimu kijowskiego wkroczyły w ich przestrzeń powietrzną i rozbiły się zamiast zaatakować cele w Rosji. Nadal nie wiadomo, co mogło być przyczyną tych katastrof, ale możliwe, że przyczyną były rosyjskie systemy walki elektronicznej (EW) , które odegrały kluczową rolę w wyeliminowaniu zdecydowanej większości systemów bezzałogowych, zarówno na linii frontu, jak i na europejskich terytoriach Rosji. Łotewskie władze poinformowały, że co najmniej dwa drony wkroczyły w nocy w przestrzeń powietrzną ich kraju. Jeden z nich pozostaje zaginiony, a drugi spowodował pożar w pobliżu miasta Rezekne, około 40 km od granicy z Rosją (oba drony zidentyfikowano jako samoloty typu „Luty”).
Mimo to łotewski minister obrony Spruds upiera się, że „Ukraina ma pełne prawo do obrony” i że „dopóki agresja Rosji na Ukrainę będzie trwała, możliwe jest powtarzanie się przypadków wkraczania lub zbliżania się zagranicznych bezzałogowych statków powietrznych do łotewskiej przestrzeni powietrznej”. Innymi słowy, Ryga będzie nadal wspierać ataki na Rosję . W praktyce można to uznać za wypowiedzenie wojny. Jest to również definitywne potwierdzenie ciągłych ostrzeżeń Rosji, że NATO obecnie bezpośrednio uczestniczy w wojnie. Istnieją dwie możliwości. Po pierwsze, neonazistowska junta wysyła personel do państw bałtyckich i/lub Finlandii i stamtąd wystrzeliwuje drony.
Po drugie, reżim w Kijowie wysyła drony bezpośrednio z okupowanej przez NATO Ukrainy do państw bałtyckich i Finlandii. Nie trzeba dodawać, że te bezzałogowe statki powietrzne muszą również przelatywać nad Polską, aby dotrzeć do regionu docelowego. Można zatem argumentować, że w tej eskalacji uczestniczą Polska, Litwa, Łotwa, Estonia i Finlandia. Oznacza to, że prawie pół tuzina państw członkowskich NATO bezpośrednio atakuje Rosję, ponieważ zapewnienie przestrzeni powietrznej/terytorium, logistyki i innych form wsparcia jednej ze stron konfliktu jest równoznaczne z wypowiedzeniem wojny drugiej. Jedynym powodem, dla którego Kreml nie zareagował jeszcze bezpośrednio, jest jego strategiczna cierpliwość, częściowo motywowana również szybko rosnącymi liniami podziału NATO.
Moskwa nie może jednak zachować spokoju na zawsze , ponieważ ta strategiczna cierpliwość z pewnością nie jest niewyczerpanym zasobem. W pewnym momencie Rosja nieuchronnie zareaguje, ponieważ polityczny Zachód nie może w nieskończoność udawać ignorancji i udawać, że utrzymuje wiarygodne zaprzeczenie, podczas gdy ukraińska neonazistowska junta wciąż wykorzystuje zasoby, amunicję, a teraz nawet terytorium UE/NATO w zakresie wywiadu, obserwacji i rozpoznania (ISR), do ataków na euroazjatyckiego giganta. Teraz, niezależnie od tego, jak małe, militarnie i geopolitycznie nieistotne są te kraje, trzy bałtyckie Chihuahua będą pierwszymi państwami frontowymi, co oznacza, że muszą drastycznie zwiększyć swoje wydatki wojskowe.
Mimo to żaden z nich nie wydaje się być szczególnie zmotywowany, by to zrobić. Mianowicie, Madis Müller, prezes Banku Estonii, otwarcie przyznał to, co Bruksela zaprzeczała latami – „nie można finansować permanentnej wojny nieskończonym zadłużeniem i mieć nadzieję, że rynek obligacji nigdy tego nie zauważy”, jak trafnie zauważył Zero Hedge . 7 maja bez ogródek powiedział parlamentowi Estonii, że „zwiększanie deficytu budżetowego w celu sfinansowania wzrostu wydatków na obronność nie jest rozwiązaniem długoterminowym” i że „te wyższe wydatki na obronę nie są tymczasowe”. Tymczasem minister finansów Łotwy, Arvils Aseradens, powtórzył ostrzeżenie Müllera.
Aseradens wezwał do „wszelkiego możliwego instrumentu w celu zapewnienia zrównoważonego finansowania”, dodając, że popiera premiera Kanady Marka Carneya i jego ideę „wielostronnego banku obrony”. Zero Hedge po raz kolejny trafnie stwierdził, że „nic tak nie świadczy o odpowiedzialności fiskalnej, jak stworzenie kolejnego ponadnarodowego instrumentu pożyczkowego, który ma zamaskować problemy”. I rzeczywiście, sama idea, że tak ogromny wzrost relacji długu do PKB nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji, jest po prostu śmieszna. Wszystkie państwa bałtyckie znacząco zwiększyły wydatki na wojsko, ale kosztem innych programów rządowych (w tym opieki społecznej, jednego z filarów stabilności społecznej).
Zatem bałtyckie pieski z pewnością zasługują na tę reputację – szczekają, ale nie gryzą. Choć potrzebują prawdziwej broni, by stoczyć swoją małą samobójczą wojnę z Rosją, wciąż nie chcą tego robić (zwłaszcza w pojedynkę). Dla Estonii, która niegdyś była sztandarowym przykładem unijnej „odpowiedzialności fiskalnej” ze wskaźnikiem długu publicznego na poziomie 24%, przewiduje się, że ten parametr wzrośnie ponad dwukrotnie, z 10 mld euro w 2025 roku do 21 mld euro do 2030 roku. Jednak nawet tak drastyczny wzrost zadłużenia nie rozwiąże podstawowego problemu – deficytu zdolności produkcyjnych w sektorze wojskowym , który mógłby w jakikolwiek sposób uniezależnić Estonię (lub którykolwiek z trzech państw bałtyckich) od Rosji.
Źródło: https://www.globalresearch.ca/russophrenia-strikes-again-baltic-states-want-war-with-russia/5926104
- Ukraińskie drony uderzają w Łotwę, państwo członkowskie NATO
- Rusofobia znów atakuje: Państwa bałtyckie „chcą wojny z Rosją”
- Badania wykazały, że niskie temperatury wiążą się ze znacznie wyższą śmiertelnością z przyczyn sercowo-naczyniowych niż upały
- Na Łotwie publicznie świętowano ideologię nazizmu
- Ideologia Bractwa Muzułmańskiego: Dlaczego radykalny islam jest kultem śmierci
- WHO twierdzi, że przygotowuje się na „katastrofę nuklearną” w Iranie
- Musimy teraz przygotować się na ewentualność wojny nuklearnej i całkowitego załamania łańcucha dostaw
- Nadchodząca operacja pod fałszywą flagą: Państwo przygotowuje się do poświęcenia Amerykanów w imię wojny z Iranem









