
Na kilka dni przed decydującymi wyborami na Węgrzech, które odbędą się 12 kwietnia, w Serbii znaleziono dwa plecaki z materiałami wybuchowymi i zapalnikami – zaledwie kilkaset metrów od kluczowego gazociągu, który dostarcza rosyjski gaz do Serbii i na Węgry. Kolejny zamach terrorystyczny na europejskie dostawy energii udało się zapobiec w ostatniej chwili.
W Wielkanocną niedzielę prezydent Serbii Aleksandar Vučić ogłosił, że jego siły bezpieczeństwa zabezpieczyły w Kanjiža w północnej Serbii, niedaleko granicy z Węgrami, materiały wybuchowe o „niszczycielskiej sile”. Kilka godzin później premier Węgier Viktor Orbán zwołał Krajową Radę Obrony. Sytuacja jest niezwykle niebezpieczna. Chodzi o gazociąg Balkan Stream – arterię życia dla dwóch suwerennych państw, które do dziś uparcie opierają się dyktatowi brukselskich elit w kwestii dostaw energii z Rosji.
Komu służy ten planowany zamach terrorystyczny?
Przypomnijmy sobie przypadek terroryzmu państwowego wymierzonego w gazociągi Nord Stream. Wtedy politycy i media głównego nurtu przez wiele tygodni wciskały nam bajkę, że to „zły Rosjanin” wysadził w powietrze własne gazociągi. Dzisiaj, gdy ślady już dawno wskazują na zupełnie inny kierunek (słowo kluczowe: Ukraina i zachodnie służby specjalne), panuje lodowate milczenie.
A teraz? Teraz nagle na celowniku znalazła się rozbudowa TurkStream. Moment tego udaremnionego aktu sabotażu nie jest bynajmniej przypadkowy. 12 kwietnia Węgry wybierają nowy parlament. Viktor Orbán, węgierska skała w burzy, sprzeciwiająca się absurdalnej polityce sankcji UE, katastrofie migracyjnej i szaleństwu genderowemu, znajduje się pod ogromną presją. Globalistom już dawno udało się ustawić swoją posłuszną marionetkę w postaci Pétera Magyara i jego partii Tisza. Pierwsze działanie Magyara po odkryciu? Publicznie kwestionuje ostrzeżenia własnego rządu.
Metody szantażu rodem z podręcznika
Wydaje się, że atak na dostawy gazu ma na celu wywołanie na Węgrzech sztucznego kryzysu energetycznego i masowej paniki, aby dosłownie w ostatniej chwili obalić Orbána. O tym, że Kijów nie cofa się przed takimi metodami, świadczy trwająca kampania oszczerstw wokół rurociągu Drużba, którym rosyjska ropa płynie na Węgry i do Słowacji. Już teraz Budapeszt zarzuca skorumpowanym władzom Zełenskiego nadużywanie uszkodzonego rurociągu jako środka nacisku politycznego i narzędzia szantażu.
Przesłanie, które miało zostać przekazane za pomocą materiałów wybuchowych w plecakach, jest jednoznaczne: kto sprzeciwia się szalonej agendzie zachodniego establishmentu, kto chce uchronić swój naród przed ruiną gospodarczą i nadal importować tani rosyjski gaz, ten może liczyć się z wysadzeniem swojej infrastruktury w powietrze. Prezydent Serbii Vučić ostrzegł, że „gry geopolityczne nie dadzą nam spokoju”. Obiecał „bezlitośnie” rozprawić się z każdym, kto zagraża kluczowej infrastrukturze energetycznej jego kraju.
Suwerenne państwa, takie jak Serbia i Węgry, nie chcą dać się szantażować. Zwłaszcza jeśli chodzi o zaopatrzenie w energię swoich obywateli i gospodarki. Dostawy ropy i gazu z Rosji pomagają tym dwóm krajom utrzymać ceny energii na przystępnym poziomie, podczas gdy większość pozostałych krajów europejskich bory1yka się z nowym kryzysem energetycznym.
Źródło: https://report24.news/sprengsaetze-bei-pipeline-terror-akt-gegen-orban-und-vucic-gerade-noch-vereitelt/
- Oszustwo genetyczne w Unii Europejskiej: Nowe rośliny modyfikowane genetycznie potajemnie trafiają na nasze talerze
- Wiedeń: 58 procent noworodków urodziło się u matek pochodzących z zagranicy
- Unia Europejska osiąga wynik 100 na 100 w skali Orwella: Demokracja jest już tylko fasadą
- Hipokryzja sankcji: Unia Europejska importuje rekordowe ilości rosyjskiego gazu płynnego
- Niestabilność sieci i wysokie ceny energii elektrycznej: ukryte skutki błędnej polityki europejskiej
- Brukselska inscenizacja: Odznaczenie unijne dla Merkel – statyści w roli oklaskujących
- Czechy zdecydowanie odrzucają euro
- UE ogłasza, że obywatele, którzy odrzucą cyfrowy identyfikator Billa Gatesa, zostaną uznani za „niezgodnych z przepisami” i pozbawieni dostępu do Internetu









