
Holenderscy rolnicy znów wyjeżdżają na traktorach – i tym razem chodzi o znacznie więcej niż tylko kolejne wytyczne dotyczące azotu z Hagi. Pięciu hodowców drobiu z Brabancji Północnej ma stracić zezwolenia na prowadzenie działalności w środowisku naturalnym po tym, jak ekolodzy przez lata wywierali presję na władze, wnosząc pozwy sądowe. Sprawa ta dotyka zatem wrażliwego punktu całego rolnictwa: jaką wartość ma jeszcze zezwolenie wydane przez państwo, skoro politycy, sądy i lobby ekologiczne mogą po latach zmienić zasady gry i tym samym pozbawić rolnika środków do życia?
13 sierpnia w Schermerhorn w północnej Holandii nie dało się już nie zauważyć gniewu. Według informacji serwisu NH Nieuws zgromadziło się tam ponad 500 traktorów. Przesłanie rolników było skierowane przeciwko nowym planom rządu dotyczącym azotu – oraz przeciwko obawie, że sprawa pięciu hodowców drobiu w Brabancji może stać się precedensem dla dalszych ingerencji. Dzień później odbył się zapowiadany już od końca lipca ogólnokrajowy dzień protestu w Den Bosch. Podczas gdy na zewnątrz rolnicy demonstrowali przeciwko obecnemu kursowi politycznemu, Provinciale Staten z Noord-Brabant specjalnie przerwały swoją letnią przerwę. W środku dyskutowano o tych pięciu gospodarstwach, które na zewnątrz już dawno stały się symbolem pytania, na ile liczy się jeszcze dane słowo państwa. Nadzwyczajne posiedzenie wymusiło siedem partii opozycyjnych.
Dzisiaj pięciu hodowców drobiu – a jutro?
Prowincja Noord-Brabant zamierza najpóźniej w październiku wszcząć postępowanie mające na celu cofnięcie zezwoleń środowiskowych pięciu gospodarstwom położonym w pobliżu wrażliwych na azot obszarów Natura 2000. Inicjatorami tej sprawy są organizacje Mobilisation for the Environment (MOB) oraz Vereniging Leefmilieu. MOB wniosła sprawę przeciwko władzom prowincji do sądu po tym, jak te odrzuciły wcześniejszy wniosek o podjęcie działań. Sąd w Oost-Brabant zażądał wówczas trwałego i znacznego zmniejszenia zanieczyszczenia azotem. Prowincja, rolnicy i MOB nie zdołali następnie znaleźć rozwiązania akceptowalnego dla wszystkich stron. Teraz rząd prowincji zamierza odebrać pozwolenia pięciu hodowcom drobiu i pozostawić im jedynie 15 procent dotychczasowego limitu emisji azotu na działalność niezwiązaną z hodowlą zwierząt gospodarskich.
Dla dotkniętych tym problemem rodzin jest to cios zagrażający ich egzystencji. Od pozwolenia na działalność w zakresie ochrony przyrody zależą obory, inwestycje, kredyty, miejsca pracy, umowy dostawcze, a często także gospodarstwo, które ma przejąć następne pokolenie. Organizacje rolnicze mówią zatem o kwestii pewności prawnej. Ger Koopmans, przewodniczący holenderskiego związku rolników i ogrodników LTO Nederland, wyjaśnił po ogłoszeniu planów, że jego zdaniem taka procedura nie jest zgodna z zasadami państwa prawa. Platforma protestacyjna SamenOptrekken sformułowała te obawy jeszcze ostrzej: jeśli nawet prawomocne zezwolenie nie daje już pewności, to jutro niepewność dotknie kolejnego przedsiębiorcę.
W przypadku dwóch z pięciu gospodarstw dochodzi jeszcze jeden spór prawny. Stacja Omroep Brabant ustaliła, że hodują one znacznie więcej zwierząt, niż wynika to z pierwotnych zezwoleń dotyczących ochrony przyrody. Rolnicy nie zaprzeczają, że posiadają większe stada. Zwracają uwagę, że przez lata władze akceptowały praktykę, zgodnie z którą techniczne ograniczenia emisji pozwalały na zwiększenie liczby zwierząt, o ile poziom zanieczyszczenia azotem pozostawał poniżej dotychczasowych limitów. Tak zwane „wewnętrzne rozliczenia” były stosowane przez holenderskie gospodarstwa przez wiele lat. Pod koniec 2024 roku Raad van State zmienił swoje orzecznictwo: od tego czasu organ administracyjny nie może już stosować tego wewnętrznego rozliczania już na etapie wstępnej oceny w celu wykluczenia obowiązku uzyskania zezwolenia. Nowa procedura kontrolna ma zastosowanie natychmiastowe i obejmuje również liczne sprawy toczące się obecnie lub z niedawnej przeszłości.
I właśnie w tym tkwi część problemu. Rolnik inwestuje zgodnie z praktyką administracyjną, którą państwo akceptowało przez lata. Sąd zmienia interpretację prawną. Nagle to samo gospodarstwo widzi zagrożenie dla swojej dotychczasowej sytuacji prawnej. Kto w takich warunkach miałby jeszcze inwestować miliony w nową technikę hodowlaną? Który syn lub która córka chętnie przejmie rodzinne gospodarstwo, skoro nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaką wartość będzie miało dzisiejsze zezwolenie za pięć lat?
MOB od lat toczy walkę o azot na drogach sądowych
W tej historii „Mobilisation for the Environment” nie jest byle jakim stowarzyszeniem na rzecz ochrony przyrody. Organizacja kierowana przez Johana Vollenbroeka od lat napędza holenderski konflikt dotyczący azotu, wnosząc kolejne pozwy. Już w 2017 roku ówczesny holenderski program „Programma Aanpak Stikstof”, w skrócie PAS, trafił do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w wyniku odpowiednich postępowań. ETS musiał rozstrzygnąć, czy system ten był zgodny z europejską dyrektywą FFH. Rok później w Luksemburgu ustalono rygorystyczne kryteria dotyczące praktyki wydawania zezwoleń. W 2019 roku holenderska Rada Stanu wyciągnęła z tego wnioski i unieważniła PAS jako podstawę do wydawania nowych zezwoleń.
W ten sposób rozpoczął się słynny holenderski „Stikstofslot”. Program PAS zezwalał na realizację nowych projektów, o ile organy administracji uwzględniały już w swoich obliczeniach spodziewaną poprawę wynikającą z późniejszych działań na rzecz ochrony przyrody. Raad van State uznał takie wyprzedzanie za niedopuszczalne w świetle orzeczenia ETS. Problem ten nie dotyczył bynajmniej wyłącznie gospodarstw rolnych. Również budowa dróg, budownictwo mieszkaniowe i inne projekty znalazły się w impasie związanym z wydawaniem zezwoleń. To, co przez lata traktowano na arenie politycznej jako problem administracyjny, który można rozwiązać, przekształciło się w prawny uścisk duszący dla znacznej części holenderskiej gospodarki.
Organizacja MOB już wcześnie zrozumiała, jak wielką siłę kryje w sobie ta prawna dźwignia. Nie musi ona zdobywać większości w parlamencie ani tworzyć rządu (politycy popadający w klimatyczną histerię sami się tym zajmują). Składa wnioski, wnosi pozwy i zmusza władze do działania na drodze sądowej. W obecnej sprawie dotyczącej Brabancji prowincja początkowo nie chciała cofnąć zezwoleń przyrodniczych. Dopiero postępowanie wszczęte przez MOB i Vereniging Leefmilieu wywarło na władzach presję prawną, która teraz spada na pięć rodzin rolniczych. Nawet sama prowincja opisuje planowane cofnięcie zezwoleń jako drastyczne i w celu uzasadnienia wyraźnie powołuje się na wyroki sądowe. Można nazwać tę drogę legalną – i taka ona jest. Nie oznacza to jednak, że jest on politycznie nieszkodliwy. A kto ostatecznie zapłaci rachunek? W tym przypadku na razie pięciu hodowców drobiu.
Bruksela wyznacza ramy – Haga jeszcze bardziej je zaostrza
Nie da się rzetelnie opisać holenderskiego konfliktu dotyczącego azotu bez wspomnienia o UE. Europejska dyrektywa siedliskowa oraz wynikający z niej system Natura 2000 stanowią kluczową część ram prawnych, na których opierają się Trybunał Sprawiedliwości UE, holenderskie sądy i organizacje ekologiczne. Właśnie art. 6 dyrektywy siedliskowej zobowiązuje państwa do zbadania potencjalnych znaczących negatywnych skutków dla obszarów chronionych. Kiedy w 2019 r. Raad van State unieważnił holenderski PAS, uzasadnił tę decyzję wyraźnie przepisami europejskiego prawa ochrony przyrody oraz wcześniejszym orzeczeniem ETS.
W przypadku azotu z prawnego punktu widzenia mówimy tu przede wszystkim o ochronie przyrody, sieci Natura 2000 i zanieczyszczeniach powietrza – a nie o rzekomym wpływie amoniaku na klimat poprzez emisję CO₂. Architektura polityczna przypomina jednak tę zieloną politykę transformacji, która od lat kształtuje Europę również w dziedzinie energii, transportu i przemysłu: Bruksela ustanawia nadrzędne ramy prawne, sądy interpretują je coraz węziej, rządy krajowe nakładają na nie własne wytyczne, a w rezultacie pojedynczy przedsiębiorca staje przed systemem przepisów, którego prawie nikt już nie jest w stanie ogarnąć.
Tym razem szczególnie rygorystyczny nowy cel pochodzi z Hagi. Rząd Jettena zamierza do 2035 roku ograniczyć emisje amoniaku w rolnictwie o 42–46 procent w porównaniu z rokiem 2019; już w 2030 roku redukcja ma wynieść 23–25 procent. Jeśli sektor nie osiągnie celu na rok 2035, program rządowy przewiduje jako „środek ostateczny” nawet ograniczenie uprawnień do hodowli zwierząt lub stosowania fosforanów. Wokół szczególnie wrażliwych obszarów Natura 2000 Haga planuje utworzenie dodatkowych stref, w których rolnicy będą musieli dokonać większej redukcji emisji, a w razie potrzeby wprowadzić innowacje, przejść na uprawę ekstensywną, zmienić profil działalności, przenieść się lub zlikwidować swoje gospodarstwo.
Rząd przedstawia ten kierunek jako sposób na wyjście z impasu w zakresie wydawania zezwoleń. Rolnicy mają ponownie zyskać pewność planowania, a przyroda – zdaniem rządu – ma się zregenerować; jednocześnie budownictwo mieszkaniowe, infrastruktura i przedsiębiorstwa mają ponownie łatwiej uzyskiwać zezwolenia. W tym celu Haga przeznacza 20 miliardów euro. Dla gospodarstw hodujących bydło mleczne wprowadzona zostanie norma dotycząca emisji amoniaku; hodowcy drobiu, świń i cieląt mają otrzymać swoje wytyczne na początku 2027 roku. Rząd zamierza osiągnąć dalsze redukcje poprzez zmniejszenie ilości rozlewanej gnojowicy, ekstensyfikację, dobrowolne zaprzestanie działalności oraz ograniczenie praw do hodowli zwierząt w przypadku niektórych przypadków przeniesienia gospodarstwa.
Cóż za polityczna farsa: najpierw coraz gęstsza sieć unijnych przepisów dotyczących ochrony przyrody, wytycznych krajowych, modeli, orzeczeń sądowych i dodatkowych przepisów regionalnych dławi proces wydawania zezwoleń. Następnie Haga przeznacza 20 miliardów euro z pieniędzy podatników na sfinansowanie niezbędnej w związku z tym restrukturyzacji. Rolnicy otrzymują środki na nowe technologie, zmniejszenie pogłowia zwierząt, ekstensyfikację, przeniesienie działalności lub zaprzestanie działalności. Produktywny sektor gospodarki ma za pomocą miliardów z kasy państwowej dostosować się do wytycznych politycznych, które wcześniej wpędziły ten sam sektor w kłopoty.
Kraj pozbywa się swoich rolników – i nazywa to polityką na przyszłość
A przecież politycy mówią o jednym z najbardziej wydajnych sektorów rolniczych na świecie. W 2025 roku Holandia wyeksportowała produkty rolne o wartości 137,5 miliarda euro. Z tej kwoty 88,4 miliarda euro stanowiły towary wyprodukowane w kraju. CBS i Wageningen Economic Research szacują, że gospodarka holenderska zarobiła ponad 49 mld euro wyłącznie na eksporcie produktów rolnych. Produkty mleczne i jaja osiągnęły wartość eksportową 13,3 mld euro, a mięso – kolejne 12,1 mld. To rzeczywista produkcja, rzeczywista wartość dodana i rzeczywisty dochód – a nie państwowa operacja przenoszenia środków, polegająca jedynie na przenoszeniu pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Jednocześnie zanikają gospodarstwa rolne. Holenderski urząd statystyczny CBS w 2000 roku odnotował jeszcze 97 390 gospodarstw rolnych. W 2025 roku pozostało ich 49 080, a wstępne dane statystyczne na rok 2026 wskazują zaledwie 48 570. W ciągu ćwierćwiecza liczba ta praktycznie się zmniejszyła o połowę.
Co się stanie, jeśli coraz więcej gospodarstw rolnych będzie zaprzestawać działalności? Nie trzeba tu sięgać po żadne szalone teorie. Oficjalna ocena skutków przeprowadzona przez prowincję Drenthe sama opisuje ten mechanizm: gdy znika gospodarstwo rolne, zanika jego produkcja. Przetwórcy otrzymują mniej lokalnych surowców, dostawcy tracą obroty, a przemysł prawdopodobnie zastąpi część brakującej produkcji importem z zagranicy. Ta sama prowincja w innym miejscu wyraźnie stwierdza, że jej rolnictwo powinno przyczyniać się do bezpieczeństwa żywnościowego Europy.
W ten sposób absurdalność zielonej manii regulacyjnej staje się oczywista. Gospodarstwo znika, bilans azotowy Holandii poprawia się – a popyt na żywność pozostaje niezmieniony. Mleko, mięso i jaja nadal chcą być spożywane. Jeśli brakuje produkcji krajowej, prędzej czy później ktoś inny zajmie tę lukę. Emisje mogą wtedy zniknąć z holenderskich statystyk. Żywność przyjedzie za to ciężarówką lub statkiem przez granicę – i to z krajów, w których polityka nie nęka własnych rolników pod pretekstem ochrony środowiska i klimatu.
Co więc z tego ma Europa? Większą zależność od importu, mniejsze własne moce produkcyjne oraz utratę gospodarstw, wiedzy fachowej, obór, łańcuchów dostaw i młodych następców w gospodarstwach. Kto nieustannie rozprawia o „odporności” i „autonomii strategicznej”, powinien właśnie w kontekście zaopatrzenia w żywność zrozumieć, że zdolność produkcyjna ma wartość samą w sobie. Zamkniętej fermy drobiu nie da się po prostu ponownie uruchomić w poniedziałek rano w czasie kryzysu zaopatrzeniowego.
Protest zmusza Brabant już teraz do stopniowego wycofywania się
Opór rolników nie pozostał jednak bez echa na arenie politycznej. Już sama zapowiedź cofnięcia zezwolenia wywołała tak gwałtowne reakcje, że partie BBB, 50PLUS, JA21, ChristenUnie-SGP, CDA, PVV i Forum voor Democratie zmusiły Radę Prowincji do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia 14 sierpnia, w samym środku przerwy letniej. Wcześniej władze prowincji poinformowały rolników, że najpóźniej w październiku zamierzają rozpocząć procedurę cofnięcia zezwolenia. W sprawę włączył się również minister rolnictwa Jaimi van Essen, oświadczając, że wszystkie zainteresowane strony muszą dołożyć wszelkich starań, aby zapobiec takiemu cofnięciu.
W następstwie protestów władze prowincji podejmują dalsze działania. Noord-Brabant zgadza się nawet na zapłacenie do 75 000 euro kary pieniężnej, ponieważ rząd prowincji zamierza pozwolić, by upłynął wyznaczony przez sąd termin podjęcia decyzji, i do 1 października chce kontynuować rozmowy z pięcioma hodowcami drobiu. Każde gospodarstwo musi zapłacić 100 euro dziennie, maksymalnie do kwoty 15 000 euro. Łączna kwota może wynieść 75 000 euro. Prowincja woli więc zapłacić karę, niż podjąć teraz ostateczne działania przeciwko rolnikom.
Już samo to pokazuje, jak mało nieunikniony wydaje się nagle ten polityczny przebieg wydarzeń, gdy tylko setki rolników stają przed drzwiami ze swoimi traktorami, a presja społeczna rośnie. Przez wiele tygodni mówiono, że sytuacja prawna nie pozostawia prawie żadnego pola manewru. Teraz najwyraźniej jednak znalazł się czas na dalsze rozmowy. Z kolei minister rolnictwa Van Essen nalega, by w miarę możliwości zachować istniejące zezwolenia. Jednocześnie odmawia wycofania się z szeroko zakrojonego programu rządu dotyczącego azotu. Konflikt został zatem jedynie odroczony.
Dla młodych rolników wiadomość ta jest druzgocąca. Stowarzyszenie Brabants Agrarisch Jongeren Kontakt (BAJK) od dawna domaga się pozostawienia dotychczasowych praw i zezwoleń w mocy oraz ostrzega, że niepewność prawna zagraża inwestycjom i przejmowaniu gospodarstw. Do stowarzyszenia należy ponad 1 100 młodych ludzi związanych z rolnictwem. Jeszcze przed obecnym sporem BAJK wraz z innymi organizacjami rolniczymi zaskarżyło do sądu dodatkowe ograniczenia emisji w Brabancji, ponieważ, jak twierdzą młodzi rolnicy, nie widzą już dla siebie żadnych pewnych perspektyw ekonomicznych.
I właśnie tam rozstrzygnie się ostatecznie ta walka o azot: nie w jakichś teoretycznych modelach prognostycznych dotyczących roku 2035, ale w odpowiedzi na pytanie, czy dziś jeszcze ktoś jest gotów przejąć gospodarstwo, zainwestować setki tysięcy lub miliony euro i wierzyć, że państwo jutro nadal będzie przestrzegać własnych zezwoleń.
Można systematycznie doprowadzić rolników do ruiny regulacjami. Można cofać zezwolenia, przekształcać grunty w uprawy ekstensywne, wykupywać gospodarstwa, a następnie cieszyć się ze spadających krajowych wskaźników emisji. Można nawet wydać miliardy z pieniędzy podatników, aby złagodzić społeczne skutki spowodowanej restrukturyzacji gospodarczej. Jest jednak jedna rzecz, której Bruksela, Haga i lobby ekologiczne nie potrafią: wyprodukować żywności na podstawie rozporządzeń, wyroków sądowych i modeli dotyczących azotu.
Źródło: https://report24.news/die-bauern-sind-zurueck-niederlande-erleben-neue-protestwelle-gegen-den-stickstoff-irrsinn/
- Walka UE z rolnictwem: Czy w ten sposób ma się utorować droga dla mięsa hodowanego w laboratorium?
- Rolnicy wracają: Nowa fala protestów przeciwko szaleństwu związanemu z azotem ogarnia Holandię
- Czy Maroko wykorzystuje napływ imigrantów do Ceuty jako narzędzie na zlecenie Stanów Zjednoczonych?
- Chcesz wiedzieć, jak powstają pożary lasów?
- Test samochodów elektrycznych: W temperaturze minus 25 stopni nawet zwycięzca testu traci moc już w połowie trasy!
- Zbliżająca się blokada energetyczna: Dlaczego Twój budżet na kilowatogodziny stanie się Twoim nowym panem
- Technologia w stylu Frankensteina w oborze: Neurochipy mają zamienić krowy w maszyny do produkcji mleka
- Nadeszła „Wielka Zamiana”: Biali uczniowie nie stanowią już większości w amerykańskich szkołach









