Menu

Psychologia lat pandemii koronawirusa (1/7): Od jednostki do tłumu – Le Bon i siła zbiorowości

17 sierpnia, 2026 - Koronawirus
Psychologia lat pandemii koronawirusa (1/7): Od jednostki do tłumu – Le Bon i siła zbiorowości
0
(0)

Zamknęli szkoły, sklepy i granice, zmusili miliony ludzi do pozostania w domach – i sprzedali posłuszeństwo jako przejaw solidarności. W ciągu zaledwie kilku dni w marcu 2020 roku powstało politycznie ukształtowane „my”, w którym posłuszny obywatel był postrzegany jako ratownik, a osoba wątpiąca stawała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Gustave Le Bon opisał leżącą u tego u podstaw psychologię już 130 lat temu, a współczesne badania pokazują, dlaczego mechanizm ten działa właśnie w przypadku ludzi, którzy uważają się za rozsądnych, oświeconych i całkowicie samodzielnych.

Wszystko działo się błyskawicznie. 13 marca 2020 roku Sebastian Kurz oświadczył: „Jako Republika Austrii jesteśmy zespołem, w którym każdy ma swój wkład”. Dwa dni później rząd federalny i Czerwony Krzyż rozpoczęły kampanię „Dbaj o siebie, dbaj o mnie. Tak się chronimy”. Przekaz ten pojawiał się w gazetach codziennych, radiu i telewizji, w Internecie oraz w mediach społecznościowych. Wkrótce zaczęto mówić o „Zespole Austrii”, a Kurz podziękował społeczeństwu za to, że swoim zachowaniem ratuje życie. Pojedynczy obywatel siedział w izolacji w swoim mieszkaniu, ale z politycznego punktu widzenia nagle stał się częścią wielkiej wspólnej misji. Co prawda był to dziwny zespół: rząd ustalał skład, na bieżąco zmieniał zasady w trakcie gry i groził karą tym, którzy chcieli opuścić boisko.

Niemcy podążały tym samym tropem. W swoim przemówieniu telewizyjnym z 18 marca Angela Merkel określiła pandemię jako największe wyzwanie od czasów II wojny światowej. „Każdy ma tu znaczenie” – ostrzegła kanclerz. Zachowanie dystansu stało się przejawem troski, a rezygnacja z kontaktów – służbą na rzecz społeczności. W Szwajcarii Federalny Urząd Zdrowia stworzył hasło „Tak się chronimy”, które stało się powtarzającym się w całym kraju przekazem wizualnym, nieustannie docierającym do obywateli. Trzy państwa, różne systemy polityczne, niemal ta sama formuła: twoje zachowanie decyduje o życiu innych. Z współobywatela stał się potencjalne źródło zakażenia, z codziennego życia – strefa zagrożenia, a przestrzeganie wytycznych państwowych – kwestia charakteru.

Oczywiście ludzie pomagali sobie nawzajem. Robili zakupy dla starszych sąsiadów, szyli maseczki i organizowali codzienne życie w warunkach, które polityka narzuciła im w ciągu kilku dni. Właśnie ta autentyczna gotowość do pomocy nadawała tej inscenizacji siłę. Potrzeba ochrony innych została powiązana z ustalonym politycznie katalogiem zachowań. Kto się do niego stosował, wykazywał się przyzwoitością. Kto pytał o szkody, proporcjonalność lub dowody, musiał wkrótce wyjaśniać, dlaczego rzekomo jest obojętny na ludzkie życie. Rządy osiągnęły w ten sposób ogromny przyrost władzy: dysponowały teraz nie tylko rozporządzeniami i policją, ale także sumieniem obywateli.

Posłuszeństwo stało się cnotą

Prawdziwym majstersztykiem tej manipulacyjnej polityki związanej z koronawirusem była właśnie ta moralna reinterpretacja. Lockdown nie był już przymusem ze strony państwa, lecz „wspólnym wytrwaniem”. Izolacja oznaczała odpowiedzialność. Maska stała się widocznym wyrazem przekonania, a później szczepienie – dowodem społecznej rzetelności. Każdy środek można było przedstawić jako wkład w wielką całość; każdy sprzeciw wydawał się w zamian atakiem na tę całość. Politycy nie musieli argumentacyjnie obalać swoich krytyków. Wystarczyło umieścić ich poza społecznością.

Odpowiednie etykiety były szybko pod ręką. „Covidioci”, „zaprzeczający koronawirusowi”, „osoby stanowiące zagrożenie”, a później „odmawiający szczepień” sprowadzali bardzo różnorodnych ludzi do rzekomych wad moralnych. Wśród nich byli lekarze, naukowcy, przedsiębiorcy, rodzice, opiekunowie i obywatele, którzy zgłaszali zupełnie różne zastrzeżenia. Niektórzy kwestionowali rzekomą niebezpieczność wirusa, inni krytykowali zamknięcie szkół, ograniczenia w przemieszczaniu się, system testów lub wykluczenie osób niezaszczepionych. W opinii publicznej różnice te uległy zatarciu. Tłum uwielbia wyraźne podziały, a państwo koronawirusowe je zapewniło: z jednej strony rozsądni, z drugiej nieodpowiedzialni; z jednej strony solidarne „my”, z drugiej ci, którzy rzekomo zagrażali wszystkim innym.

Jak łatwo w takiej sytuacji można skłonić ludzi do utworzenia zbiorowości, opisał już w 1895 roku francuski lekarz Gustave Le Bon w dziele „Psychologie des foules”, które ukazało się w języku niemieckim w 1908 roku pod tytułem „Psychologie der Massen”. Le Bon nie miał tu na myśli wyłącznie szalejącego tłumu na placu. Pod wpływem wielkiego wydarzenia o znaczeniu narodowym nawet ludzie oddzieleni od siebie przestrzennie mogą przybrać cechy „masy psychologicznej”. Cały naród może stać się masą, nawet jeśli jego członkowie nigdy się nie spotkają. W kontekście wiosny 2020 roku ta obserwacja wydaje się niemal niesamowicie trafna: miliony ludzi siedziały w domach, oddzielone od siebie, oglądały te same konferencje prasowe, czytały te same nagłówki i uczyły się tych samych wzorców zachowań narzuconych przez polityków.

Pogląd Le Bona na naturę człowieka był ukształtowany przez polityczne wstrząsy XIX wieku oraz pogardę ówczesnych elit wobec rosnących w siłę mas. Niektóre fragmenty jego dzieła są przestarzałe, a niektóre nasycone współczesnymi ówczesnym teoriom rasowym. Jednak jego opis wywierania wpływu politycznego jest do dziś nieprzyjemnie trafny. Wymienia on trzy środki, dzięki którym idee zakorzeniają się w masach: twierdzenie, powtarzanie i zarażanie. Do tego dochodzi prestiż osób i instytucji, które rozpowszechniają te idee. Właśnie te cztery siły dominowały w latach pandemii koronawirusa.

Mechanizm działał jak w zegarku

Według Le Bona hasło musi być zwięzłe, obrazowe i pozbawione skomplikowanych argumentacji. „Zostań w domu”. „Chroń innych”. „Razem damy radę”. Takie zdania nie wymagały zagłębiania się w ryzyko związane z wiekiem, nadmierną śmiertelnością, skutkami ubocznymi ani faktyczną skutecznością poszczególnych działań. Przekształciły one niezwykle złożoną sytuację w łatwą do zrozumienia opowieść moralną. Kto pozostał w domu, ratował życie. Kto utrzymywał kontakty, narażał innych na niebezpieczeństwo. Kiedy 6 kwietnia 2020 roku Kurz ogłosił „nową normalność”, było już jasne, kto może definiować tę „normalność” – mianowicie tylko ci „eksperci”, którzy uprzejmie potwierdzali wymagane narracje.

Potem nastąpiła powtórka. Ministrowie, urzędy, prezenterzy wiadomości, goście talk-show, przedsiębiorstwa, kluby sportowe i osoby publiczne wszędzie i nieustannie rozpowszechniali te same komunikaty. Supermarkety przyklejały je do podłogi, stacje radiowe i telewizyjne przenosiły je do salonów, a użytkownicy umieszczali je na swoich zdjęciach profilowych. Ciągłe bombardowanie informacjami nie generowało większej wiedzy, ale budowało poczucie znajomości tematu. A poczucie znajomości łatwo pomylić z prawdą. Hasło polityczne krążyło po wszystkich kanałach tak długo, aż zaczęło brzmieć jak naturalny głos społeczeństwa.

Temu powtórzeniu towarzyszyła codzienna liturgia liczb. „Nowe zakażenia”, wskaźniki zachorowalności, mapy zabarwione na czerwono i gwałtownie rosnące krzywe otwierały programy informacyjne i konferencje prasowe. Same liczby zachorowań stały się barometrem strachu całego społeczeństwa, często oderwanym od liczby i jakości przeprowadzonych testów, wieku osób dotkniętych chorobą oraz pytania, ile osób faktycznie ciężko zachorowało, a ile po prostu uzyskało pozytywny wynik testu. Obywatel nie powinien trzeźwo oceniać sytuacji; powinien ją postrzegać jako stan ciągłego alarmu. Każda dramatyzowana liczba potwierdzała ten przekaz, każde złagodzenie restrykcji wydawało się ryzykiem, a każde domaganie się powrotu do normalności – lekkomyślną grą z ludzkim życiem. W ten sposób abstrakcyjne zagrożenie każdego wieczoru nabierało nowego oblicza – a rząd każdego ranka zyskiwał świeże uzasadnienie dla swoich przymusowych środków.

Raum, niczym blokowy nadzorca, przejął znaczną część pracy, i to całkowicie za darmo.

Niezbędny prestiż zapewniły urzędy rządowe, organy ds. zdrowia oraz starannie dobrani eksperci. Kluczową rolę odgrywał tu rodzajnik określony: to „nauka” (a nie „jeden naukowiec”) zabierała głos. Nauka wprawdzie żyje z wątpliwości, sporów, korekt i konkurencyjnych wyjaśnień. W kontekście pandemii koronawirusa jawiła się jednak jako spójny system, którego komunikaty uderzająco dobrze pasowały do aktualnie obowiązujących środków rządowych. Nie trzeba było obalać argumentów ekspertów o odmiennych poglądach. Uznano ich za outsiderów, pozbawiono ich widoczności w mediach, zniszczono ich kariery zawodowe lub potraktowano ich merytoryczną krytykę jako zagrożenie dla zdrowia publicznego. Z doradztwa naukowego stało się to polityczną sakralizacją: kto krytykował środki, rzekomo sprzeciwiał się od razu całej nauce.

Według Le Bona prestiż rośnie dzięki sukcesom, tytułom, reputacji i aprobacie otoczenia. Ulega załamaniu, gdy twierdzenia stają się przedmiotem otwartej dyskusji, a autorytety są w widoczny sposób podważane. Również z tego powodu zawężenie przestrzeni debaty nie było skutkiem ubocznym. Chroniła ona aurę tych instytucji, które nieustannie uzasadniały kolejne interwencje. Błędne prognozy znikały za kolejnym ostrzeżeniem, złamane obietnice za kolejną wersją, a nieudane działania za twierdzeniem, że bez nich wszystko potoczyłoby się znacznie gorzej. Władza, która broni się za pomocą niemożliwych do zweryfikowania alternatywnych światów, praktycznie nigdy nie może się mylić.

Masy uważają się za oświecone

W jednym kluczowym aspekcie stara teoria Le Bona okazuje się niewystarczająca. Ludzie w grupach nie stają się automatycznie istotami pozbawionymi woli i irracjonalnymi. Współczesne badania nad tłumami wskazują na coś znacznie bardziej kontrowersyjnego z politycznego punktu widzenia: często działają oni świadomie, celowo i zgodnie z normami grupy, z którą się identyfikują. John Drury w swoim przeglądowym opracowaniu „The Psychology of Crowd Behavior” określa stare wyobrażenia o „panice masowej”, ślepym zarażeniu i powszechnej utracie rozsądku jako naukowe „pomysły-zombie”. Trwają one w umysłach i mediach, mimo że wieloletnie badania poważnie je podważyły.

Już w 1984 roku psycholog społeczny Stephen Reicher wykazał na przykładzie zamieszek w brytyjskiej katedrze św. Pawła, że nawet agresywny tłum nie działa przypadkowo ani bez celu. Uczestnicy uznawali określone cele za uzasadnione, a inne ataki odrzucali. Russell Spears podsumowuje ten mechanizm w pracy „Social Influence and Group Identity” w następujący sposób: ludzie posiadają wiele tożsamości społecznych i w zależności od sytuacji jedna z nich wysuwa się na pierwszy plan. Kto postrzega siebie jako członka zagrożonej wspólnoty narodowej, kieruje się jej domniemanymi normami i zwraca szczególną uwagę na tych, których postrzega jako część tej wspólnoty.

Dzięki temu staje się jasne, dlaczego „masowy marsz w rytmie koronawirusa” obejrzał się bez powszechnego ogłupienia i bez „hipnozy masowej”. Nowy rodzaj zagrożenia dotknął ludzi, którzy nie mieli prawie żadnego własnego doświadczenia. Zwracali się ku rządowi, lekarzom, mediom, współpracownikom i przyjaciołom. Tam, gdzie wszystkie widoczne głosy wydawały się udzielać tej samej odpowiedzi, powstawało wrażenie konsensusu. Obywatele niekoniecznie podążali za tym wbrew swoim przekonaniom. Wielu podążało za tym właśnie dlatego tak zdecydowanie, że norma grupowa stała się ich przekonaniem. Uważali się za dobrze poinformowanych, moralnych i samodzielnych, podczas gdy przenosili narzucony przez państwo porządek aż do sfery prywatnej.

I właśnie w tym tkwiła mroczna skuteczność reżimu koronawirusowego. Otwarty przymus rodzi opór. Tożsamość grupowa nacechowana moralnością tworzy sojuszników. Kto wierzył, że każdym donosem, każdym wykluczeniem i każdą obelgą ratuje ludzkie życie, nie postrzegał swoich działań jako szykanowania. Postrzegał je jako służbę dla dobra. Najbrzydsza presja społeczna wynikała zatem często z czystego sumienia.

O tym, jak ważna była tożsamość narodowa dla wdrażania środków, świadczy również opublikowane w 2022 roku w czasopiśmie „Nature Communications” badanie zatytułowane „National Identity Predicts Public Health Support During a Global Pandemic”. Naukowcy przeanalizowali dane 49 968 osób z 67 krajów. Silniejsza identyfikacja z własnym narodem wiązała się z częstszym zgłaszaniem zachowań ochronnych oraz większym poparciem dla działań w zakresie polityki zdrowotnej. Hasła takie jak „Team Österreich” czy „Es kommt auf jeden an” były zatem czymś znacznie więcej niż tylko przyjaznymi hasłami dodającymi otuchy. Łączyły one poparcie polityczne z obrazem samego siebie jako dobrego obywatela.

Zaufanie, wstyd i jawna przemoc

To właśnie Szwecja pokazała, że współpraca jest możliwa nawet bez autorytarnej chęci narzucania swojej woli. Państwo w tym kraju przez długi czas stawiało w większym stopniu na zalecenia, dobrowolne przestrzeganie zasad i osobistą odpowiedzialność. Szkoły i lokale gastronomiczne pozostawały w dużej mierze otwarte, podczas gdy obywatele mieli zachowywać dystans, unikać niepotrzebnych podróży i pozostawać w domu w razie choroby. Również w zakresie ochrony mieszkańców domów opieki Szwecja poniosła poważną porażkę. Niemniej jednak szwedzka strategia traktowała dorosłych obywateli raczej jako osoby odpowiedzialne – co stanowiło ogromny kontrast w stosunku do rządów, które chciały coraz bardziej restrykcyjnie regulować wychodzenie z domu, zakupy, pracę i odwiedziny rodzinne.

Z kolei Japonia pokazała, że presja społeczna nie wymaga żadnego kodeksu prawnego. Pod pojęciem „jishuku”, czyli dobrowolnego ograniczenia, oczekiwania społeczne przejęły część zadań kontrolnych, za które inne państwa nakładały grzywny. Kto odstępował od normy, ryzykował hańbę i wykluczenie. Norma tkwiła w spojrzeniach sąsiadów, współpracowników i klientów. To również nie jest liberalna idylla, lecz szczególna odmiana zbiorowej dyscypliny.

Chiny postawiły na otwartą demonstrację siły: odcięte osiedla mieszkaniowe, masowe testy, cyfrowe kody zdrowotne, nadzór i przymusowa izolacja. Na Filipinach prezydent Rodrigo Duterte zagroził 1. 2020 r. w związku z oporem wobec tych środków zagroził nawet użyciem śmiertelnej siły: jeśli ludzie uciekną się do przemocy i będą stanowić zagrożenie dla sił bezpieczeństwa, jego rozkaz brzmiał: „zastrzelcie ich”. Pomiędzy szwedzką dobrowolnością, japońskim poczuciem wstydu, niemiecko-austriacką moralizacją a azjatycką władzą państwową istnieją ogromne różnice. Cel pozostał podobny: jednostka miała podporządkować swoje zachowanie zbiorowości.

W Austrii i Niemczech wariant moralny okazał się szczególnie skuteczny, ponieważ przybrał demokratyczną formę. Rząd wydawał rozkazy, media je potwierdzały, eksperci legitymizowali, a znaczna część społeczeństwa ostatecznie sama siebie nadzorowała. To „my” organizowało prawdziwą pomoc i troskę, ale jednocześnie przekształciło się w maszynę do sortowania. Kto spełniał obowiązującą normę, mógł nazywać się solidarnym. Kto ją kwestionował, stopniowo tracił prestiż, prawa, a w końcu naturalny dostęp do życia społecznego.

Le Bon uważał, że tłum jest łatwowierny i potrzebuje przywództwa. Lata pandemii ujawniły mniej wygodną prawdę: nawet ludzie wykształceni chętnie dają się włączyć do zbiorowości, jeśli strach, moralność i poczucie przynależności zostaną umiejętnie ze sobą powiązane. Nie potrzebują dyktatora, który codziennie ich do tego zmuszałby. Rząd, który definiuje „my”, określa jego cnoty i wskazuje wrogów, może liczyć na ich współpracę.

W drugiej części chodzi o to, jak powstają takie normy, dlaczego ludzie podążają za ewidentnie błędnymi osądami większości – i dlaczego milczenie osób mających wątpliwości jest błędnie interpretowane jako zgoda. Kto kontroluje normę, nie musi od razu zakazywać sprzeciwu. Wystarczy uczynić sprzeciwiającego się obcym.

Źródło: https://report24.news/psychologie-der-corona-jahre-1-7-vom-individuum-zur-masse-le-bon-und-die-macht-des-kollektivs/

Jak przydatny był ten artykuł?

Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten artykuł.

Rozpowszechniaj zdrowie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
0
Będę wdzięczny za opinie, proszę o komentarz.x