
Autor: Heinz Steiner
Od lat słyszymy od fanatyków klimatu, że rosnący poziom CO2 niemal rozpali Ziemię. Rzeczywistość jednak wygląda znacznie bardziej powściągliwie. Zrozumienie fizyki zawsze było niezwykle ważne – a tutaj pokazuje, że histeria związana z dwutlenkiem węgla stoi na chwiejnym gruncie.
Powietrze nad nami ma zasadniczo trzy decydujące czynniki: promieniowanie podczerwone, udział cząsteczek reaktywnych, takich jak CO2, metan lub para wodna, oraz gęstość powietrza. Wszystko inne – azot, tlen, argon – to tylko ciche przewodniki energii. Przenoszą one ciepło, ale go nie wytwarzają. W rzeczywistości dzieje się następująca rzecz: Promieniowanie podczerwone wprawia cząsteczki reaktywne w drgania. Drgania te, w wyniku ciągłych zderzeń z dominującym powietrzem, zamieniają się w energię kinetyczną, czyli ciepło. Im gęstsze powietrze, tym większe tarcie, a tym samym wyższa temperatura. Wysoko w górach, gdzie powietrze jest rzadsze, można zauważyć różnicę w porównaniu z niższymi wysokościami.
Wtedy do gry wkracza efekt albedo: śnieg, lód i jasne powierzchnie odbijają promienie słoneczne i utrzymują chłód na Ziemi, natomiast ciemne powierzchnie pochłaniają je i powodują ocieplenie. Woda i gleba magazynują energię, a następnie ponownie ją wypromieniowują. Jest to tak zwane promieniowanie termiczne. To właśnie to promieniowanie sprawia, że CO2, a w jeszcze większym stopniu przeważająca para wodna, mogą w ogóle wejść w drgania. Natomiast bezpośrednie promieniowanie podczerwone o długiej fali pochodzące od samego Słońca jest znikome.
I tu leży kluczowy punkt, który alarmiści klimatyczni ignorują: 428 ppm CO2 to po prostu za mało w stosunku do energii kinetycznej powietrza. Para wodna jest prawdziwym czynnikiem. Ale znacznie bardziej decydujące jest (jak pokazałem też w mojej książce “CO2 nie jest naszym wrogiem“) to, co ludzie robią z powierzchnią Ziemi. Tropikalne lasy deszczowe są wycinane, globalna pokrywa chmur maleje, co pozwala większej ilości energii słonecznej docierać do ziemi i oceanów, a ostatecznie zwiększa odbicia. Równocześnie na północnych szerokościach geograficznych sadzone są lasy. Ale tam, gdzie są lasy (zwłaszcza iglaki), śnieg w ogóle utrzymuje się dłużej, ponieważ ciemne igły i pnie magazynują ciepło słoneczne.
Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat liczb, staje się jasne, dlaczego CO2 o stężeniu 428 ppm może niemal nie powodować znaczącego ocieplenia. Na jeden metr sześcienny powietrza na poziomie morza przypada około 2,5 × 10²⁵ cząsteczek, z czego zaledwie 1,1 × 10²² stanowią cząsteczki CO2. Słońce głównie dostarcza promieniowanie krótkofalowe, które jest pochłaniane przez powierzchnię Ziemi, a następnie promieniowane z powrotem w przestrzeń kosmiczną jako długofalowe promieniowanie podczerwone. CO2 pochłania tylko niewielką część tego promieniowania długofalowego – obliczanego na całej kolumnie powietrza o powierzchni jednego metra kwadratowego o wysokości około 1 km, co odpowiada zaledwie 10⁻²⁴ dżulom na sekundę dla każdej cząsteczki. Rozłożona na całej kolumnie powietrznej, ta energia nie jest wystarczająca, by zauważalnie zwiększyć energię kinetyczną powietrza. Nawet w perspektywie miesięcy lub lat wpływ temperatury pozostaje praktycznie nieistotny.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku pary wodnej: cząsteczki H2O pochłaniają wielokrotnie więcej energii, reagują na prawie całe spektrum podczerwieni i skutecznie rozpraszają ciepło poprzez zderzenia z dominującymi cząsteczkami powietrza N2 i O2. W ten sposób powstaje rzeczywista energia kinetyczna, która ogrzewa powietrze. Oznacza to, że wpływ CO2 jest fizycznie ledwo wyczuwalny, podczas gdy rzeczywista regulacja temperatury gruntu jest kontrolowana głównie przez parę wodną, promieniowanie cieplne Ziemi, powierzchnie lądowe i wodne oraz albedo. Kto więc naprawdę chce wpływać na klimat, nie powinien zajmować się kilkoma cząsteczkami CO2, ale kształtowaniem powierzchni Ziemi, zalesieniem, chmurami i powierzchniami odbijającymi – wszystkimi czynnikami, które zwiększają lub zmniejszają promieniowanie podczerwone o długiej fali, a tym samym bezpośrednio determinują energię kinetyczną powietrza.
Krótko mówiąc: to nie kilka cząsteczek CO2 wpływa na temperaturę na powierzchni ziemi, ale sposób, w jaki zmieniamy powierzchnię Ziemi. Wycinanie lasów, rozprzestrzenianie się pustyń lub wylesianie obszarów tropikalnych powoduje ocieplenie klimatu. A dwutlenek węgla? W końcu to tylko statystyka. To, co naprawdę ma znaczenie, to zaciemnianie powierzchni Ziemi, zmniejszanie zachmurzenia i tym samym umożliwianie nieograniczonego docierania promieniowania słonecznego do Ziemi.
Łańcuch fizyczny jest prosty, ale decydujący: promieniowanie podczerwone → drgania cząsteczek → zderzenia → temperatura → transport energii poprzez azot i tlen. Wszystko inne to narracje, przekręcanie liczb i szerzenie paniki. Kto rozumie tę zasadę, ten zdaje sobie sprawę, że histeria związana z CO2 jest produktem ideologicznym, a prawdziwa kontrola klimatu leży wprawdzie w naszych rękach, a mianowicie w postaci użytkowania gruntów, albedo i gospodarki wodnej, ale z całą pewnością nie w zmianach zawartości dwutlenku węgla w naszej atmosferze.
Pomysł, że kilkaset ppm CO2 może ogrzać atmosferę ziemską jak kuchenka mikrofalowa, jest fizycznie absurdalny. Ziemia jest systemem otwartym, zasilanym przez Słońce, buforowanym przez oceany, gleby, chmury i konwekcję. Dwutlenek węgla nie wytwarza ciepła, nie produkuje energii i nie jest „gazem grzewczym”. Może jedynie opóźniać niewielką część i tak już istniejącego promieniowania długofalowego.
Nawet ekstremalne czterokrotne zwiększenie obecnej zawartości CO2 do ponad 1700 ppm zatrzymałoby w systemie tylko ograniczoną dodatkową energię – tłumioną logarytmicznie, a nie rosnącą liniowo. Energia ta rozkłada się natychmiast na 99 procent powietrza, składającego się z azotu i tlenu, a także na gigantyczne akumulatory ciepła, jakie stanowią lądy i oceany. Ziemia ma pojemność cieplną, w stosunku do której CO2 ma znikome znaczenie energetyczne. Kto mówi tutaj o niekontrolowanym ociepleniu klimatu, po prostu ignoruje podstawowe zasady termodynamiki.
Rzeczywiste zjawiska klimatyczne zachodzą na powierzchni: w absorpcji promieniowania słonecznego o krótkiej długości fali, w zaciemnieniu lub rozjaśnieniu krajobrazu, w parowaniu, tworzeniu się chmur i magazynowaniu ciepła. Lasy, woda, śnieg, lód i gleba kontrolują przepływ energii – a nie gazy śladowe w ułamkach promili. Dwutlenek węgla nie jest motorem klimatu, a co najwyżej słabym regulatorem w systemie zdominowanym przez słońce i powierzchnię ziemi. Rzekomy kryzys klimatyczny nie jest wynikiem fizycznym, ale narracją polityczną opartą na systematycznym przecenianiu znaczenia gazu, którego wpływ jest mierzalny, ograniczony i daleki od apokaliptycznego.
Źródło: https://report24.news/die-grosse-klima-uebertreibung-warum-das-co2-nur-ein-statist-ist/
- Kolejne badanie potwierdza: To Słońce wpływa na klimat – a nie człowiek
- Trzy miliony lat danych: Badanie obala mit dotyczący CO₂ rozpowszechniany przez fanatyków zerowej emisji
- Szef firmy BlackRock, Larry Fink, kładzie kres klimatycznemu szaleństwu!
- Podatek CO2 od ścieków? Oczyszczalnie ścieków uznane za nowych „zabójców klimatu”
- Nowe dane obnażają kłamstwo klimatyczne: to natura kontroluje temperaturę, a nie człowiek
- Niemcom grozi lockdown związany z emisją CO2!
- CO2 to CO2 – nowe badania obalają błędny dogmat Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC)
- Szok w UE: Więcej słońca od 40 lat – czy dogmat CO2 jest zagrożony?
- Stany Zjednoczone wycofują się z kluczowego porozumienia klimatycznego i kilkudziesięciu międzynarodowych organizacji
- Chmury zamiast CO2 – prawdziwy czynnik wpływający na klimat
- Wielka przesada klimatyczna: Dlaczego CO2 jest tylko narzędziem statystycznym
- Dlaczego apokaliptyczna narracja kultu kryzysu klimatycznego szybko traci na znaczeniu













