
Coraz więcej osób podpisuje unijną inicjatywę obywatelską „Save Europe Act”. Jest ona w znacznej mierze ignorowana przez lewicowe media głównego nurtu. Najwyraźniej obawia się, że zbyt wiele osób w Europie mogłoby poprzeć szlachetne cele tej inicjatywy.
Europejska inicjatywa obywatelska „Save Europe Act” nabiera tempa i pewnie zmierza ku kolejnemu ważnemu kamieniowi milowemu, jakim jest 500 000 podpisów. Głównym celem kampanii jest frontalny atak na panującą politykę: europejska elita ma zostać zmuszona do powstrzymania „migracji zastępczej”, rygorystycznego zabezpieczenia granic kontynentu, ochrony tożsamości etnokulturowej narodów europejskich oraz ugruntowania remigracji jako stałej polityki w całej UE. Spojrzenie na liczbę zwolenników ujawnia przy tym niezwykle interesujące wzorce, które pozwalają zajrzeć głęboko w polityczną duszę europejskich państw narodowych.
Petycję zainicjowała na początku czerwca znana holenderska komentatorka Eva Vlaardingerbroek. Z liczbą ponad 369 000 zebranych dotychczas podpisów jest to jedna z najszybciej rozwijających się europejskich inicjatyw obywatelskich ostatnich lat. Nic więc dziwnego, że Holendrzy, z ponad 62 000 podpisów, zajmują obecnie pierwsze miejsce w rankingu. Na drugim miejscu plasują się Niemcy z około 41 600 podpisami. Kolejne miejsca zajmują Włochy, Hiszpania i Francja – kraje, które również w znacznym stopniu odczuwają skutki masowej imigracji. Co ciekawe, inicjatywa ta zyskała dotychczas ponad 23 500 zwolenników w Wielkiej Brytanii, która nie jest już członkiem UE.
Zupełnie nowy, ale nie mniej fascynujący obraz wyłania się, gdy zestawimy liczbę podpisów z liczbą ludności. Pod względem udziału na mieszkańca Holandia pozostaje niekwestionowanym liderem z wynikiem około 3 400 podpisów na milion mieszkańców. Na drugim i trzecim miejscu plasują się jednak Słowacja i Węgry. Również Irlandia, Belgia i Szwecja wykazują, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, ogromną mobilizację. Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania plasują się w tej relatywnej klasyfikacji znacznie niżej ze względu na znacznie większą liczbę ludności.
Pozycja Węgier w tej analizie jest szczególnie godna uwagi, ponieważ kraj ten plasuje się niemal na samym szczycie w obu rankingach – zarówno w ujęciu bezwzględnym, jak i na mieszkańca. Z jednej strony Węgry mają mniej niż dziesięć milionów mieszkańców, ale w ujęciu bezwzględnym zajmują siódme miejsce, z drugiej zaś strony, w stosunku do liczby ludności, należą do najsilniejszych zwolenników kampanii w całej Europie.
Ta wyjątkowa pozycja jest bezpośrednim skutkiem węgierskiej polityki ostatniej dekady, w której kwestia migracji zawsze zajmowała centralne miejsce. Od czasu kryzysu migracyjnego w 2015 roku były premier Viktor Orbán uczynił walkę z nielegalną imigracją jednym z filarów węgierskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Bezkompromisowa ochrona granic, stanowcze odrzucenie obowiązkowych unijnych kwot relokacyjnych oraz ostra krytyka brukselskiej agendy migracyjnej stały się sprawą stanu. Sam Orbán publicznie poparł „Save Europe Act” wkrótce po jego uruchomieniu, przyczyniając się tym samym do ogromnej widoczności tej inicjatywy wśród węgierskich wyborców.
O ile Węgry wyróżniają się nadmierną reprezentacją, o tyle Polska rzuca się w oczy właśnie przeciwnym zjawiskiem. Biorąc pod uwagę populację liczącą około 37 milionów osób, silną konserwatywną bazę wyborczą oraz coraz bardziej gorącą krajową debatę na temat migracji, brak Polski w czołówce rankingu jest jedną z największych niespodzianek tej kampanii. Paradoksalnie krajowi temu nie brakuje warunków, które zapewniły Węgrom czy Słowacji wysoką liczbę uczestników: istnieją tu silne siły narodowo-konserwatywne, wyraźny sceptycyzm wobec brukselskiego dyktatu migracyjnego oraz szerokie poparcie społeczne dla rygorystycznych kontroli granicznych. Jednym z wyjaśnień tego zjawiska może być fakt, że wiele postulatów zawartych w „Save Europe Act” jest już częściowo zakorzenionych w polskim systemie lub stosowanych w sposób bardziej wyważony.
Organizatorzy inicjatywy „Save Europe Act” skupiają się obecnie z pełną energią na przekroczeniu progu 500 000 podpisów. Aby prawnie zmusić Komisję Europejską do formalnego rozpatrzenia wniosku i podjęcia debaty, inicjatywa musi w ciągu roku zebrać co najmniej milion zweryfikowanych podpisów w co najmniej siedmiu państwach członkowskich UE. Chociaż cel ten pozostaje ambitny, gwałtowny rozwój inicjatywy jednoznacznie pokazuje jedno: sprzeciwianie się migracji zastępczej i opowiadanie się za prawdziwą remigracją stało się jednym z najbardziej przełomowych i mobilizujących tematów politycznych dla znacznej części europejskiej ludności. Czy podpisał Pan już tę inicjatywę obywatelską?
Źródło: https://report24.news/save-europe-act-wer-treibt-europas-am-schnellsten-wachsende-remigrations-kampagne-an/
- Inicjatywa “Ratujmy Europę”: Kto stoi za najszybciej rozwijającą się kampanią na rzecz reemigracji w Europie?
- Przedstawiciele władz twierdzą, że rozbudowa potencjału wojskowego UE jest finansowana z zadłużenia i cięć wydatków socjalnych
- Obowiązkowe przydziały migrantów pogłębiają podziały polityczne w Europie
- Zakaz stosowania pojazdów spalinowych jako samochodów służbowych: UE zamierza wprowadzić obowiązek korzystania z samochodów elektrycznych dla przedsiębiorstw
- Zamieszki w Belfaście po próbie ścięcia głowy przez Sudańczyka: Czy osiągnięto punkt krytyczny?
- Amerykański sekretarz ds. wojny ostrzega, że Europie grozi „inwazja” migracyjna, podczas gdy UE szykuje gruntowną zmianę polityki
- Oszustwo genetyczne w Unii Europejskiej: Nowe rośliny modyfikowane genetycznie potajemnie trafiają na nasze talerze
- Wiedeń: 58 procent noworodków urodziło się u matek pochodzących z zagranicy









