
We Francji kilku pracowników ministerstw oraz wysokich rangą urzędników państwowych zostało odsuniętych od pełnionych funkcji po pozytywnych wynikach testów na obecność narkotyków. Premier Sébastien Lecornu mówi o zagrożeniu dla bezpieczeństwa i domaga się, by najwyższe władze państwa dawały dobry przykład. Kontrole nie powinny jednak ograniczać się wyłącznie do doradców i urzędników: również prezydent Emmanuel Macron, cały rząd oraz wszyscy parlamentarzyści mogliby pokazać, jak poważnie traktują własne postulaty.
Francuski aparat państwowy ma najwyraźniej problem z narkotykami. Dokładny zakres tego zjawiska pozostaje jednak tajemnicą: według francuskich mediów Lecornu potwierdził jedynie, że odnotowano pozytywne wyniki testów i w związku z tym kilka osób straciło stanowiska. Szef rządu nie ujawnił, ilu pracowników dotyczyła ta sprawa, w jakich ministerstwach pracowali ani jakie funkcje pełnili. Nie podano również, o jakie narkotyki chodziło. Wiadomo jedynie, że wśród skontrolowanych członków gabinetów ministerialnych znaleźli się wysocy urzędnicy oraz osoby mające dostęp do informacji dotyczących bezpieczeństwa. Testy mają być kontynuowane bez uprzedzenia i na zasadzie losowej.
Lecornu zarządził te kontrole już w połowie czerwca. Jego ministrowie mieli zorganizować w swoich resortach obowiązkowe testy ślinowe wśród pracowników gabinetu, wysokich urzędników oraz osób posiadających poświadczenia bezpieczeństwa w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa wewnętrznego. Również sami ministrowie mieli poddać się testom. Według doniesień francuskich mediów, wydarzeniom tym poprzedniła sprawa doradcy ds. rolnictwa w Matignon, który miał zostać zwolniony już pod koniec 2025 roku z powodu zażywania narkotyków. To, co początkowo wydawało się żenującym pojedynczym przypadkiem, doprowadziło w ten sposób do kampanii testowej na najwyższych szczeblach francuskiej administracji państwowej – a ta najwyraźniej przyniosła kolejne pozytywne wyniki.
Lecornu uzasadnia ten krok nie tylko efektem wzorca do naśladowania. Kto ma dostęp do informacji o najwyższym stopniu poufności i zażywa narkotyki, naraża się na ataki – na przykład na szantaż, ze strony sieci przestępczych lub zagranicznych wpływów. Ponadto nie można potępiać zabójstw szesnastolatków w dzielnicach problemowych, a jednocześnie tolerować zażywanie narkotyków w „lepszych dzielnicach”. Według danych premiera około miliona Francuzów regularnie zażywa kokainę; handel narkotykami jest największym wyzwaniem polityki wewnętrznej, przed którym stoi Grande Nation w nadchodzących latach. Trudno znaleźć zastrzeżenia do tej oceny. Rodzi ona jednak pytanie, dlaczego kontrola miałaby kończyć się właśnie tam, gdzie zaczyna się władza polityczna.
Dlaczego ograniczać się do pracowników?
Francuska minister ds. cyfryzacji Anne Le Hénanff oświadczyła już publicznie, że zarówno ona sama, jak i członkowie jej gabinetu zostali poddani testom – bez pozytywnego wyniku. Oznacza to, że takie kontrole nie muszą ograniczać się wyłącznie do urzędników i zwykłych pracowników. Kolejny krok jest oczywisty: wszyscy członkowie rządu powinni zostać poddani testom, a wyniki opublikowane. Również Pałac Elizejski wraz z prezydentem Macronem nie może być w tym zakresie strefą zakazaną. Kto dysponuje informacjami wywiadowczymi, podejmuje decyzje wojskowe i ma dostęp do francuskiej walizki nuklearnej, nie może powoływać się na mniej rygorystyczne standardy bezpieczeństwa niż urzędnik w ministerstwie.
To samo dotyczy parlamentu. W Zgromadzeniu Narodowym zasiada 577 posłów, a w Senacie kolejnych 348 senatorów – łącznie więc 925 polityków, którzy uchwalają ustawy, przewodniczą komisjom śledczym, mają wgląd w poufne dokumenty oraz decydują o wojnie, pokoju, budżecie i bezpieczeństwie wewnętrznym. Ich wolny mandat nie stawia ich wprawdzie w zwykłym stosunku pracy z państwem. Nie przeszkadza to jednak Zgromadzeniu Narodowemu i Senatowi w ustanowieniu dobrowolnej i przejrzystej procedury testowej dla wszystkich członków. Trudno bowiem wymagać od obywateli przestrzegania prawa i ogłaszać walkę z handlem narkotykami priorytetem narodowym, nie dając samemu dobrego przykładu.
A przecież – przynajmniej w przypadku urzędników – nie trzeba by publikować ani nazwisk, ani osobistych danych dotyczących zdrowia. Niezależny organ mógłby jedynie podać, ile osób w rządzie, Urzędzie Prezydenta, Zgromadzeniu Narodowym i Senacie zostało poddanych testom oraz ile odnotowano potwierdzonych pozytywnych wyników. Rząd Lecornusa jak dotąd odmawia nawet przedstawienia takiego zanonimizowanego zestawienia, powołując się na tajemnicę lekarską i ochronę prywatności. Czy jednak dotyczy to również wybranych polityków? Chroni to wprawdzie poszczególne osoby, ale nie wyjaśnia, dlaczego opinia publiczna nie może nawet dowiedzieć się, jak powszechne jest zażywanie narkotyków w ośrodkach władzy państwowej. Tajemnica nie może stać się wygodnym sposobem na ukrycie skandalu politycznego.
Skala tego problemu i tak znacznie wykracza poza ramy poszczególnych ministerstw. Francuskie Obserwatorium Narkotykowe OFDT oszacowało wartość nielegalnego rynku narkotykowego w 2023 roku na średnio 6,8 miliarda euro – o 189 procent więcej niż w 2010 roku. Konopie indyjskie i kokaina stanowiły przy tym prawie 90 procent obrotów. Jak potężne stały się w międzyczasie finansowane z tego źródła gangi przestępcze, pokazuje przypadek burmistrza Alès, Christophe’a Rivenqa: w lipcu władze zapewniły mu ochronę policyjną po otrzymaniu informacji o zbliżającym się ataku mafii DZ pochodzącej z Marsylii. Podczas gdy lokalni politycy muszą być chronieni przed gangami narkotykowymi, konsumenci z zamożnych środowisk każdym zakupem finansują struktury, które terroryzują całe dzielnice.
Testy na obecność narkotyków w kręgach politycznych nie zlikwidują wartego miliardy rynku karteli. Pokazałyby jednak, czy apel Lecornu o dawanie dobrego przykładu to coś więcej niż tylko chwytliwe hasło na potrzeby wywiadów prasowych. Jeśli doradca ministerialny zażywający narkotyki stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa ze względu na możliwość szantażu, to tym bardziej dotyczy to ministrów, posłów, senatorów i prezydenta. Lecornu wyjaśnił, że jego następcy być może pójdą jeszcze dalej w kwestii kontroli. Ale po co z tym czekać? Pałac Elizejski i obie izby parlamentu byłyby logicznym kolejnym krokiem w kierunku wprowadzenia takich testów. Co więcej: prezydent lub minister zażywający kokainę z pewnością powinien podać się do dymisji.
Źródło: https://report24.news/drogentests-im-staatsapparat-wann-sind-frankreichs-regierungspolitiker-dran/
- Testy na obecność narkotyków w aparacie państwowym: Kiedy nadejdzie kolej na francuskich polityków rządowych?
- Wielka transformacja elektryczna w Brukseli: Przymusowa ekologia na rzecz elektryfikacji
- Brytyjczycy wstrzymują wprowadzenie cyfrowego dowodu tożsamości – Bruksela nadal rozbudowuje państwo kontrolne
- UE nakazuje montowanie kamer skierowanych na kierowcę w każdym nowym samochodzie w celu „monitorowania zachowania” i ewentualnego „wyłączania pojazdów”
- Czy Węgry pozostaną bastionem przeciwko masowej migracji? 87 procent obywateli opowiada się za twardym stanowiskiem
- Unia Europejska przeznaczy 2,2 biliona euro na śmierć, zniszczenie i „ochronę środowiska”
- Kamery skierowane w stronę kierowcy są teraz obowiązkowe w nowych samochodach w całej Unii Europejskiej
- Hiszpania ogłasza największą w Europie amnestię dla migrantów – liczba wnioskodawców przekracza 1,3 miliona









