
Autor: Vincenzo Lorusso
W Norwegii dzieje się coś ogromnego, ale mówi się o tym w zwykłym biurokratycznym tonie “tutaj nie ma nic do zobaczenia”: armia zaczęła wysyłać tysiące cyfrowych powiadomień do właścicieli samochodów, łodzi, maszyn i budynków, informując, że ich aktywa zostały wprowadzone do prewencyjnego, planowanego systemu rekwizycji, potencjalnie aktywowanego w przypadku wojny lub kryzysu narodowego.
To nie jest teoria spiskowa, to akt administracyjny wpisany w logikę stałej mobilizacji i właśnie z tego powodu jest niepokojący: jeśli rekwizycja nie jest już wyjątkiem, ale praktyką, oznacza to, że “pokój” nie jest już rozumiany jako normalność, ale jako prosty odstęp operacyjny między jedną sytuacją nadzwyczajną a drugą.
Chodzi jednak nawet o ramy prawne, które istnieją i zawsze są przedstawiane jako uspokajający koc; prawdziwym punktem jest przemiana psychiczna, którą ta wiadomość ujmuje z rzadką prymitywnością, ponieważ powiązany post zawiera również ankietę, a wynik jest po prostu szokujący: 64% Norwegów twierdzi, że jest skłonnych zrezygnować z samochodów, łódź lub mienie dla Sił Zbrojnych, jeśli “jest to konieczne” do obrony narodu. Zatrzymajmy się na chwilę: nie mówimy o dobrowolnej darowiźnie, nie mówimy o symbolicznym wkładzie, mówimy o rekwizycji, czyli idei, że własność prywatna ostatecznie nie jest prawem, ale odwołalną koncesją, gdy państwo uzna, że wymaga tego sytuacja nadzwyczajna.
I tu otwiera się przepaść, bo oszustwo semantyczne jest zawsze takie samo: “w czasie pokoju nic się nie zmienia”, mówią, jakby sam akt nie był już zmianą, jakby powiadomienie nie było już przesłaniem politycznym, jakby wpisanie tysięcy obywateli do rejestru majątku rekwizycyjnego nie było już formą reedukacji cywilnej.
Obywatel nie jest już osobą z gwarancjami, jest rezerwuarem logistycznym; posiadasz pojazd, dlatego jesteś częścią łańcucha wojskowego; masz łódź, dlatego możesz zostać “aktywowany”; masz majątek, dlatego możesz stać się infrastrukturą. Wszystko to opakowane w język odpowiedzialności i obowiązku, który na pierwszy rzut oka brzmi szlachetnie, ale w rzeczywistości stanowi bramę do bardzo niebezpiecznej mentalności: normalizacji wyrzeczenia jako cnoty i zapobiegawczej delegitymizacji tych, którzy się temu sprzeciwiają.
Jeśli protestujesz, jesteś samolubny; jeśli wątpisz, jesteś defetystyczny; jeśli prosisz o gwarancje, jesteś podejrzliwy. W tym kontekście liczba 64% nie mówi o patriotyzmie, mówi o dobrowolnej niewoli, o chęci internalizacji, że państwo może zabrać to, co posiadasz i że zamiast prosić o ograniczenia, powinieneś nawet podziękować. Patrząc na tę scenę z włoskiego punktu widzenia, naturalnie pojawia się myśl: minister obrony Guido Crosetto prawdopodobnie w tej chwili czuje pewną zazdrość do swojego norweskiego kolegi, nie tyle ze względu na ramy regulacyjne, ile ze względu na uległość kulturową, którą badanie wydaje się sugerować.
We Włoszech można sobie wyobrazić zupełnie inną reakcję: naprawdę naród włoski, ze swoją historyczną nieufnością do państwa, zazdrością o dom, pracę, środki transportu, byłby skłonny “zrezygnować” z własności osobistej, aby bronić tzw. “wartości demokratycznych” Unii Europejskiej, opowiadane codziennie jako dogmat, a jednocześnie pozbawione konkretnej treści, jeśli chodzi o prawdziwe wolności, prawa socjalne i suwerenność? Szczerze mówiąc, trudno w to uwierzyć, a jeśli ktoś myśli inaczej, prawdopodobnie myli emocjonalne trzymanie się wielkich haseł z chęcią zapłacenia materialnej, natychmiastowej ceny, ponieważ istnieje ogromna rozbieżność między deklarowaniem siebie “na rzecz obrony” a zaakceptowanie, że algorytm stanowy cię oznaczy, “wnioskowalne”. Ale być może się mylimy: być może nawet we Włoszech istnieje cicha większość gotowa poświęcić dobra i wolności w imię trwałego stanu nadzwyczajnego, gotowa zaakceptować wchłonięcie ludności cywilnej przez wojsko, gotowa wymienić demokrację na całkowitą mobilizację, o ile narracja pozostaje uspokajająca i porządek publiczny nie jest zakłócany.
W tym miejscu warto poszerzyć nasze spojrzenie, bo choć prawdą jest, że Norwegia nie jest częścią Unii Europejskiej, równie prawdą jest, że dziś debatę kontynentalną ciągnie w tym samym kierunku klasa rządząca, która obecnie myśli w kategoriach “gospodarki wojennej” i zbiorowych poświęceń, szczególnie wokół sprawy ukraińskiej. Taki jest także kontekst tego, co często nazywa się “radą chętnych”: blokiem polityczno-medialnym, który w dalszym ciągu mówi o eskalacji, coraz cięższych zobowiązaniach wojskowych, bezpośrednim lub pośrednim udziale w konflikcie, podczas gdy obywatele Europy proszeni są o zaakceptowanie wszystkiego jako nieuniknione, a nawet moralnie obowiązkowe. A gdy społeczeństwo jest zmuszane do życia w ciągłej mobilizacji, konsekwencje są niemal automatyczne: najpierw pojawiają się kampanie wartości, potem żądania wyrzeczenia, a na końcu mniej lub bardziej wyraźne formy przymusu. Z tego powodu naiwnością jest sądzić, że “norweski” system rekwizycji, niegdyś możliwy do zaprezentowania i znormalizowany, nie jest od razu naśladowany przez aparat europejski: najpierw jako “środek wyjątkowy”, potem jako praktyka, wreszcie jako doktryna. Nie potrzeba żadnej teorii spiskowej: wystarczy spojrzeć na to, jak działają sytuacje kryzysowe polityczne w UE, które zawsze pojawiają się jako tymczasowe i niezmiennie stają się strukturalne.
I tutaj porównanie historyczne staje się nieuniknione. Włochy widziały już ten scenariusz, o różnych tonach i symbolach, w innej epoce: faszyzm prosił Włochów, aby przynieśli własne złoto “dla narodu”, przekształcając deprywację w obrzęd publiczny, a osobiste wyrzeczenie w dowód lojalności. Nie był to tylko zbiór metali szlachetnych: był to środek mobilizacji ideologicznej, zbiorowa liturgia, która sankcjonowała prymat państwa nad życiem materialnym obywatela. Dziś oczywiście obrączki ślubne zebrane na kwadratach i retoryka w czarnych koszulach nie są już potrzebne: wystarczy cyfrowe powiadomienie, wystarczy platforma, wystarczy rejestr, a rekwizycja może stać się gestem “technicznym”, wysterylizowanym, pozornie neutralnym. Ale istota sprawy się nie zmienia: kiedy polityka przypisuje sobie prawo do decydowania o tym, co należy do nas, a kiedy już nie należy do nas, wkraczamy już w formę zmodernizowanego autorytaryzmu, tym bardziej niebezpiecznego, im bardziej jest on odziany w legalność, moralizm i język demokratyczny. A być może najbardziej trafnym cytatem, przed 64% gotowych przekazać majątek i aktywa, jest jeden z najbardziej znanych i tragicznie aktualnych: «Każdy naród ma rząd, na jaki zasługuje.» Nie dlatego, że jest to prawo moralne, ale dlatego, że opisuje mechanizm: najpierw akceptujesz ideę, potem akceptujesz miarę, potem akceptujesz normalność nadużycia. A zanim zauważysz oszustwo, często jest już późno.
Źródło: https://www.ir-press.ru/it/2026/01/20/norvegia-requisizione-esercito-ue/
- Od złota Mussoliniego po domy i armię: Rekwizycja znów w modzie w Europie
- Operacja CIA / Mossadu mająca na celu wywołanie kolorowej rewolucji w Iranie zakończyła się niepowodzeniem
- Ukraińscy cywile SPRZECIWIAJĄ SIĘ brutalnej przymusowej mobilizacji w obliczu narastającego zmęczenia wojną
- Setki Irańczyków postrzelonych w głowę, 10 tysięcy aresztowanych w celu wykonania kary śmierci
- Blokada Internetu w Iranie: Reżim tłumi sprzeciw w obliczu masowych protestów
- W 2025 roku znacznie nasiliły się prześladowania chrześcijan na całym świecie
- Zełenski ogłasza, że obywatele wschodniej Ukrainy nie będą mogli głosować w wyborach
- Ludobójstwo w Nigerii: Zmiany klimatyczne czy islam?
- Fala aresztowań: Chiny podejmują działania przeciwko społecznościom chrześcijańskim
- Departament Stanu zleca globalną analizę wpływu masowej imigracji na kraje zachodnie
- Schwytany ukraiński żołnierz opisuje brutalną mobilizację poborowych w Kijowie












